Gorce zimą. Garść informacji praktycznych

Łatwo nie było. Ale przetrwaliśmy nasz pierwszy zimowy trekking w górach.

A nie było to takie oczywiste. W styczniu w polskich górach spadł śnieg, jakiego miejscowi nie widzieli od lat (a my chyba nigdy). Dosłownie parę godzin po tym, jak zeszliśmy już z powrotem do Nowego Targu, dyrektor Gorczańskiego PN wydał komunikat, w którym odradza piesze wędrówki po parku. Nam udało się trafić na dwa okna pogodowe. W piątek, kiedy wchodziliśmy, oraz w poniedziałek, kiedy schodziliśmy. Warunki były wtedy dość przyzwoite (nie padał śnieg i nie było wiatru). Natomiast w sobotę i niedzielę zrobiliśmy tylko dwa krótkie spacery w pobliżu schroniska, bo wiał silny wiatr, sypał śnieg, a widoczność była bardzo słaba.

Zdobyliśmy mimo to troszkę doświadczenia w różnych kwestiach:

pogoda – o tym pisałam już we wpisie o przygotowaniach; dodam jeszcze, że nie wystarczy znać prognozę na parę dni w przód, trzeba obserwować warunki przez kilka dni przed przyjazdem (bo silne opady deszczu mogą oznaczać zalane szlaki, silne wiatry zwalone drzewa itd.)

sprzęt – o sprzęcie też pisałam w poprzednim wpisie; dodatkowo wypożyczyliśmy rakiety śnieżne (ostatnie trzy pary z wypożyczalni), bardzo się przydały w wielu miejscach, w których bez nich prawdopodobnie zapadalibyśmy się w śniegu po pas

szlaki – my sprawdziliśmy kilka:

  1. najpierw szlak zielony z Nowego Targu do schroniska, realny czas przejścia 4:40 h – mimo obfitych opadów był nieźle przetarty, po drodze spotkaliśmy też kilka osób; ten szlak w większości wiedzie przez las, czasem na skraju polan, w kilku miejscach (również na większych wysokościach) przy szlaku stoją domy (szałasy pasterskie, domy prywatne oraz domki do wynajęcia).
  2. szlak czerwony ze schroniska na szczyt Turbacz – ledwie 500 metrów i 32 metry podejścia, cały czas w lesie, ale to niełatwa trasa, w sobotę była ledwo przetarta, w okolicy szczytu dołożono trasery (drewniane tyczki ułatwiające orientację); śniegu było naprawdę dużo, dookoła szczytu zaspy miały metr wysokości (więc zasadniczo weszliśmy wyżej niż na szczyt 😛 ), a w drodze mieliśmy wrażenie, że omijamy komin jakiegoś domku…
  3. szlak żółty ze schroniska do Nowego Targu, realny czas przejścia 2:40 h – ten szlak jest odśnieżany od strony schroniska, dodatkowo przebiega tamtędy tzw. „nartostrada”, a GOPRowcy jeżdżą skuterami (na połowie długości), więc jest to zdecydowanie najłatwiejsza trasa do i ze schroniska.

schronisko pod Turbaczem – byliśmy naprawdę zadowoleni:

  1. pokoje – w kilku komentarzach na TripAdvisorze pojawiły się zastrzeżenia co do pościeli; owszem, jest ona bardzo zużyta (dziur nie było jedynie w poszewce na poduszkę), ale na pewno czysta; łóżka są bardzo wygodne, wiele pokojów zostało już odnowionych (chyba wszystkie na pierwszym piętrze i część na drugim), u nas były nowe okna i kaloryfery, było też bardzo ciepło,
  2. łazienki – przyzwoite; prysznice są odnowione, ale w kabinach przydałoby się więcej wieszaków i półeczek na kosmetyki,
  3. jedzenie – bardzo smaczne, choć nie do końca rozumiem ceny (10 pierogów za 18 zł vs. 3 bardzo duże placki ziemniaczane za 12 zł),
  4. kuchnia turystyczna – dwa sprawne czajniki, zlewozmywak, gąbka i płyn do mycia naczyń; gdyby dodać sztućce i trochę kubków, byłoby idealnie; my mieliśmy swoje kubki i parę łyżek, więc część posiłków przygotowaliśmy samodzielnie,
  5. obsługa – my trafiliśmy wyłącznie na bardzo sympatyczne osoby,
  6. sala kominkowa – mimo że za oknem hulała zima, to w kominku ani raz nie zapłonął ogień 😦 dodam, że kominek to był jeden z motywów wyboru właśnie tego schroniska na naszą bazę!

Wydatki (na osobę):

  • nocleg: 120 zł
  • transport z i do Warszawy: 202,7 zł
  • transport w Nowym Targu: 6 zł
  • jedzenie w schronisku: 78 zł
  • jedzenie na dworcach: 61 zł
  • zakupy w spożywczaku: 16 zł

Łącznie: 483,7 zł na osobę za cztery dni.

Koszty oczywiście można było zmniejszyć zmieniając proporcję między zakupami w spożywczaku a zakupami w schronisku/kawiarniach oraz wybierając autobus zamiast pociągu. My jednak wybraliśmy te wygodniejsze opcje ze względu na to, że podróżował z nami mały człowiek.

Mamy nadzieję, że wrócimy jeszcze w Gorce zimą. Marcinowi marzą się skitury, a mnie leniuchowanie w jednym z domków na szlaku. Może kiedyś uda nam się połączyć jedno z drugim. 🙂


2 uwagi do wpisu “Gorce zimą. Garść informacji praktycznych

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s