Nowy Jork. Dzień 0/1

Chyba nikt się nie łudził, że polecę do Stanów i nie zobaczę NY! Mowy nie ma! Choćby na jeden dzień!

Jak powiedziałam, tak zrobiłam. Nowy Jork od dawna było pierwszym miejscem, które kojarzyło mi się ze Stanami. Może to przez „Przyjaciół”, może przez masę filmów, których akcja działa się właśnie w tym mieście. Nie wiem, kiedy znowu będę mogła tu przylecieć, więc nie mogłam przegapić okazji i ostatnie 1,5 dni wykorzystałam na (dość ambitne – ilościowo) zwiedzanie „Wielkiego Jabłka”.

Nowy Jork, stolica stanu Nowy Jork (cóż za oryginalna nazwa) [EDIT: stolicą jest Albany, Nowy Jork jest po prostu największym miastem], jest pod względem ilości mieszkańców największym miastem w kraju, jest też najgęściej zaludniony – na kilku wyspach mieszka ponad 8,5 miliona osób (jest ich niewiele więcej niż w Londynie, ale na nieco mniejszej powierzchni). Podobnie jak w przypadku Bostonu, początki europejskiego osadnictwa w Nowym Jorku (a wcześniej – Nowym Amsterdamie) sięgają XVII wieku. Sporo jest tutaj ulic wyglądających jak żywcem wziętych z Londynu czy Amsterdamu, ale każdy chyba bardziej kojarzy Nowy Jork z wieżowcami.

Mając przed sobą tylko jeden pełny dzień w tak ogromnej aglomeracji, ograniczyłam się do jednej tylko dzielnicy. Ze względu na nocleg i na liczbę atrakcji wybór padł oczywiście na Manhattan.

Z racji tego, że do Nowego Jorku dotarłam wieczorem, pierwszego dnia wybrałam się tylko.. pod prysznic i do spania! Za to w niedzielę zaplanowałam prawdziwy maraton.

  1. Staten Island Ferry. Darmowy prom, z którego można zobaczyć Statuę Wolności oraz panoramę Manhattanu. Miałam wybrać się tam o wschodzie słońca, żeby uniknąć tłumów i najgorszych upałów, ale nie do końca się to udało. Po kilku zawirowaniach dotarłam na terminal promowy tuż przed 8, i chociaż tłumów nie było, to upał już dawał w kość (w nocy temperatura spadła chyba tylko do 27-28 stopni…).
    Wiem, że z tego promu (no bo przecież jest darmowy) nie da się zobaczyć słynnej statui z bliska i nie robi ona takiego wrażenia jak na Rose w jednej z końcowych scen „Titanica”, ale zdecydowanie warto poświęcić tę godzinę (w obie strony), żeby zobaczyć panoramę Manhattanu i Brooklynu.
  2. Wall Street. Niestety byłam tutaj w niedzielę, więc zamiast panów w garniturach widziałam spore już o tej porze dnia grupy turystów. W dodatku wiele budynków w okolicy (łącznie z giełdą papierów wartościowych) jest teraz remontowanych i są po prostu zasłonięte rusztowaniami. Ale okolica jest bardzo ciekawa z architektonicznego punktu widzenia i na pewno warto wybrać się tutaj na spacer.

3. World Trade Center Memorial, czyli symboliczna reprezentacja zburzonych w ataku terrorystycznym wież WTC. WTC zostało już odbudowane w zupełnie innym kształcie, ale tam, gdzie kiedyś stały słynne wieże, obecnie znajdują się kwadratowe fontanny, w których woda spływa do ogromnego otworu na samym środku; ma to symbolizować fizyczny brak tych wież. Fontanny są otoczone płytami z nazwiskami ofiar ataku. W urodziny danej ofiary, przy jej nazwisku zostawiana jest biała róża.

4. West Village, czyli okolica bohaterów „Przyjaciół”. Kamienice z charakterystycznymi schodami, spokojne ulice, urocze knajpki. Gdyby nie wszechobecne schody przeciwpożarowe, można by wmówić komuś, że jest w Londynie.

5. Empire State Building. Jeden z symboli Nowego Jorku, z iglicą w stylu art deco, góruje nad miastem. Z tego też powodu trudno go podziwiać z poziomu ulicy. Mam nadzieję, że następnym razem będę mogła oglądać ten wieżowiec z któregoś z nowojorskich dachów.

6. Grand Central Terminal. Mimo że obecnie służy jako dworzec kolei podmiejskich, o jego dawnej świetności świadczy fakt, że są tam… 44 perony! Pod tym względem jest to największy dworzec kolejowy na świecie. Przyciąga oczywiście tłumy turystów, tym bardziej, że w podziemiach znajduje się kompleks gastronomiczny, ale nie można mu odmówić uroku i myślę, że warto wpaść tam na kilkanaście minut. Choćby po to, żeby ochłodzić się w klimatyzowanym pomieszczeniu. Tutaj możecie zobaczyć, jak ten budynek i jego detale wyglądają i co oznaczają:

7. Central Park. Gigantyczny park (o wymiarach ok. 4 km na 1 km), który okupuje centrum Manhattanu już od połowy XIX wieku. Wytchnienie od betonowej dżungli. Dla mnie największym zaskoczeniem był fakt, że północna część parku, North Woods, wygląda zupełnie inaczej niż ta część, parku, którą najczęściej można oglądać w filmach. Jest dużo bardziej dzika i oczywiście mniej oblegana. Chociaż zdążyłam zobaczyć tylko północną połowę parku, to naprawdę było warto, Central Park zdecydowanie nie jest przereklamowany.

Koszty (łącznie z całego dnia): 28,21$ za wszelkiego rodzaju jedzenie i picie.

Jedna uwaga do wpisu “Nowy Jork. Dzień 0/1

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s