Słowiński Park Narodowy

Pandemia mocno zmieniła naszą rzeczywistość, a większość planów podróżniczych wzięła w łeb. Tuż po dołączeniu Stefka do naszego zespołu kupiłam bilety do Londynu – tylko po to, żeby miesiąc później je zwrócić…

Minęło już sześć miesięcy i teraz wiemy, że w tym roku za granicę nie pojedziemy. Skupimy się za to na kierunkach krajowych i nadrobimy kilka miejsc, o których myśleliśmy od dawna. Jednym z nich jest Słowiński Park Narodowy.

  1. Wirusowe sprawy porządkowe

Mimo że nie mogliśmy się doczekać kolejnego wyjazdu, postaraliśmy się zachować pewne środki ostrożności i ograniczyć kontakt z obcymi. Po pierwsze, transport. Na trasie Warszawa-Gdynia-Warszawa pociągiem Pendolino*, natomiast z Gdyni do Łeby wynajętym samochodem. W jednym i drugim miejscu mieliśmy ograniczoną przestrzeń, którą sami odkaziliśmy.
Po drugie, nocleg. Wynajęliśmy mieszkanie, zrezygnowaliśmy z jakichkolwiek miejscówek, w których mogła być wspólna przestrzeń (np. plac zabaw).
I po trzecie, aktywność. Postanowiliśmy ograniczyć się do spacerów na plaży i w parku, unikać deptaków oraz punktów gastronomicznych (wystarczyły nam zakupy w markecie i kuchnia w mieszkaniu).

2. W ogóle i w szczególe

Słowiński Park Narodowy jest w Polsce czwartym pod względem powierzchni (zaraz po Biebrzańskim, Kampinoskim i Bieszczadzkim). Leży między Łebą a Ustką, a jego największe atrakcje, czyli wydmy, są dostępne dla turystów jedynie w dwóch miejscach – w Łebie (od wschodu) oraz w Czołpinie (w centrum). Właśnie z tego powodu zdecydowaliśmy się na nocleg w Łebie, ale jeśli ktoś chce mieć dobry punkt wypadowy w każdą część SPN, to powinien raczej rozważyć okolice Czołpina-Kluków.

W sezonie (czyli od końca czerwca) do Łeby dojeżdża pociąg, ale w innym czasie trzeba skorzystać z samochodu albo liczyć na autobusy. Samo miasto nie jest zbyt ciekawe. Gdzieniegdzie widać ładne przykłady poniemieckiego budownictwa (choć więcej naprawdę interesujących okazów widzieliśmy w drodze do Czołpina), ale większość to osiedla z domami wczasowymi, sklepy z chińskimi pamiątkami, restauracje i zadziwiająca ilość „atrakcji turystycznych” zupełnie od czapy (jak Labirynt Park albo Bagno Shreka…).

3. Wydma Czołpińska

Zgodnie ze wskazówkami na stronie SPN zaparkowaliśmy na parkingu leśnym (2zł/h), i stamtąd zrobiliśmy pętlę przez latarnię (wejście na szczyt za 4zł/osobę dorosłą), plażę i część pustynną. Normalnie spacer powinien zająć ok. 2 godzin, nam potrzeba było niemal 4, ale był to nasz pierwszy wypad, podczas którego Zyzio przemieszczał się na własnych nogach. I robił to przez jakieś 70% trasy. Za to przez większość piasków wydmy przejechał na karku Marcina.

Na całej trasie ludzi było jak na lekarstwo, a to z kilku powodów. Po pierwsze, żeby dostać się na tę wydmę, trzeba mieć samochód albo polegać na niezbyt częstych autobusach (z Łeby jechaliśmy do Czołpina prawie godzinę). Po drugie, pogoda była nieco zniechęcająca – cała plaża oraz wydma spowite były mgłą. Po trzecie, spacer zaczęliśmy dość późno, o 15:45. Ale wszystkie te czynniki sprawiły, że czuliśmy się, jakbyśmy mieli park na wyłączność. Zupełnie inaczej było za to następnego dnia…

4. Wydma Łącka

Ze względu na położenie w bezpośrednim sąsiedztwie Łeby wyprawa w ten rejon to zupełnie inna bajka. Dojechać tam można meleksem albo rowerem z centrum miasta (można i na piechotę, jak ktoś ma ochotę). Samochodem zajęło nam to dwie minuty, Co ciekawe, mimo że w Czołpinie, w środku lasu, mogliśmy zapłacić za parking kartą, tutaj przyjmowali tylko gotówkę. W dodatku cena wynosiła 6zł/h (czyli 3 razy więcej niż w Czołpinie!), a samochody były „pakowane” bardzo ciasno przez obsługę (o 11 nie było jeszcze tego widać tak bardzo, ale o 15 naprawdę robiło to wrażenie).

Ze względu na to, że zaczynaliśmy dość późno (biorąc pod uwagę przewidywane godziny popołudniowej drzemki Zyzia), zdecydowaliśmy się nieco skrócić trasę i podpłynąć kawałek (z parkingu do wyrzutni rakiet) tramwajem wodnym. Już sam rejs ze sporą grupą ludzi był męczący, ale to, co zastaliśmy pod wyrzutnią, zupełnie nas rozłożyło.

Tłum pieszych oraz rowerzystów, budki z popcornem, lodami i piwem, bardzo wąska ścieżka do wydm (dzielona przez pieszych i rowerzystów), gwar ludzi zagłuszający ptaki i szum wiatru… Przeszliśmy w takich warunkach jakiś kilometr i zdecydowaliśmy się zawrócić (głównie ze względu na słabnące baterie Zyzia). Na piechotę wróciliśmy na parking, po drodze na chwilę zbaczając na plażę – to była najfajniejsza część spaceru, bo na szlaku było znacznie mniej ludzi, niż na głównej trasie.

Wydaje mi się, że gdybyśmy przyjechali tutaj dużo wcześniej, udałoby się uniknąć części tego tłumu (i kilkusetmetrowej kolejki do kasy po bilety wstępu do parku – całe szczęście, że mogliśmy je kupić przez Internet). Niestety tego nie zrobiliśmy, ale jeśli jeszcze tu wrócimy, to spróbujemy rowerów i to o dużo wcześniejszej porze.

Na ostatni dzień planujemy pobyt na plaży. Mamy nadzieję, że chociaż tego dnia zobaczymy trochę słońca zamiast mgły. Może nawet skusimy się na gofra z budki na deptaku. 😉

*Podkreślam typ pociągu, bo właśnie w EIP można zarezerwować 4-osobowy przedział dla podróżujących z dziećmi.

Koszty:

  • mieszkanie: 660
  • bilety w obie strony: 285,88
  • samochód: 410
  • statek: 60
  • bilety do parku: 24,5
  • latarnia w Czołpinie: 8
  • parkingi: 38
  • zakupy spożywcze: 160

Jedna uwaga do wpisu “Słowiński Park Narodowy

  1. Mgliście ale klimatycznie , tak z filmów grozy , tylko ta zafascynowana buźka Zyzia i zainteresowanie Stefcia , to już na grozę nie wygląda , raczej na przygodę , bawcie się wszyscy czworo jak najlepiej pa pa

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s