Dzisiaj nieco zmieniona rutyna. Od rana do 15 łażenie. Dzielnica Eixample, czyli modernizm w najlepszym wydaniu, sporo Gaudiego, ale i innych twórców. Zobaczyłam nawet kościół Sagrada Familia. Z zewnątrz, rzecz jasna. Bardziej podobał mi się przylegający do niego mały park, w którym mogłam odpocząć na ławce i złapać trochę słońca (dziś było go całkiem sporo).
Na sam koniec spaceru wspięłam się do Parku Guell. I było warto! Oczywiście wstęp do najbardziej znanych części jest płatny, ale darmowa część jest warta zobaczenia. W gratisie piękny widok na miasto i na ocean. Naprawdę przyjemne miejsce.
Zaraz przygotujemy z hostem obiad, a ja upiekę babkę na oleju. Za to wieczorem idziemy całą grupą na święto ognia. Ponoć to unikalna okazja. I cieszę się, że się o niej dowiedziałam! Mam nadzieję, że uda mi się zrobić trochę sensownych zdjęć.
UPDATE: Okazało się, że święto ognia to po prostu ogromne ogniska na kilka placów miasta. Za 5 euro można było kupić kiełbaski z Majorki i chleb, a potem usmażyć to na tym ognisku. Co bardziej zaradni poprzynosili stoły, krzesła, mięso i w ogóle cały ekwipunek. Zasadniczo wyglądało to jak wielki miejski grill/ognisko. 😀
Podsumowanie kosztów na dziś:
- śniadanie: 2,5
- ciacho + czekolada: 2,15
- sok: 0,56
- ciacho ze szpinakiem: 1,00
- bilety na metro: 4,30
- zakupy do ciasta: 5,0
- druk: 0,5
- frytki (najlepsze w życiu): 2,8
- kiełbaski i chleb: 5,00