Dzisiaj o 14:30 musiałam być już na dworcu autobusowym, żeby złapać autobus na lotnisko w Gironie, z którego odlatuje mój samolot do Wrocławia. Wcześniej miała czas tylko na krótki spacer i obiad. Rozkoszowałam się w tym czasie atmosferą dzielnicy Raval oraz przez parę chwil leżakowaniem na molo, myślę, że wyprodukowałam też całkiem sporo witaminy D. Będę tęsknić za dzisiejszym słońcem.
Teraz siedzę już na lotnisku w Gironie, za godzinkę lecę do Wrocławia, a stamtąd do smogowej krainy – Warszawy.
Podsumowanie kosztów na dziś:
- śniadanie: 2,25
- ciacho z czekoladą: 1,0
- bilet na metro: 2,15
- obiad (na lotnisku…): 7,25
UPDATE: Noc spędziłam w mieszkaniu u brata, ale już o 6.11 odjeżdżał mój pociąg do Warszawy. Godzina mało przyjemna, bo musiałam zdążyć na dwa egzaminy. Czy ktoś nie udowodnił już naukowo, że poniedziałek to najgorszy dzień tygodnia?