Jesteśmy u naszego hosta. Całe popołudnie chodziliśmy po zalesionych okolicach Mosty – nieco natury w zurbanizowanym kraju. Jedliśmy już co nieco prostego i miejscowego (tata naszego hosta ma własne gospodarstwo, w kuchni dosłownie wszędzie leżą warzywa i owoce). Obserwowaliśmy też trening karate (sensei był w Polsce na zawodach i ma kilku znajomych Polaków). A zaraz czas na kolejny posiłek. 😀
Kolejne uwagi o transporcie publicznym
Dojazd do naszego hosta: planowo – 45 minut, w realu – 4 godziny. Nie wierzycie? Krótkie sprawozdanie.
Z hotelu wyszliśmy 30 minut przed autobusem. Pomiędzy dwoma wyznaczonymi na rozkładzie godzinami przyjazdu przyjechał nasz autobus. Super, na pewno zdążymy na przesiadkę. Przy wyjeździe z miasta – oczywiście korki. Ale na przystanek przesiadkowy docieramy 9 minut przed następnym autobusem. Stoimy na dużej pętli przy szpitalu, co chwilę podjeżdżają autobusy różnych linii, w prawie wszystkich kierunkach. Wieje wiatr, deszcze leje, ale nic to. Czekamy. Mija godzina (!) i pojawia się nasz numer, ale w przeciwnym kierunku. Czekamy… I jest, 80 minut i przyjeżdża autobus w naszym kierunku. Wsiadamy. Jedziemy. A w środku na wyświetlaczu kierunek przeciwny do tego, co na zewnątrz! Kierowca nas przeprasza, wysiadamy na kolejnym przystanku.
Jesteśmy zdesperowani, jedziemy do Valletty na główną pętlę, skąd odjeżdżają niemal wszystkie autobusy. Łapiemy coś ciepłego do jedzenia, idziemy na właściwy przystanek. Następny autobus za 40 minut, inny 5 minut temu odjechał. Czekamy (całe szczęście, że wyszło słońce). Podjeżdża autobus, który miał odjechać przed naszym przyjściem. Nie jedzie na nasz przystanek, ale do tego samego miasta, więc jedziemy, chyba oszczędzimy 20 minut. Dotarliśmy do Mosty! Jesteśmy w centrum, ktoś radzi nam, że możemy jednym autobusem dojechać w umówione miejsce. Kierowca mówi nam, że nie jedzie na ten przystanek. W końcu sprawdzamy lokalizację z pomocą GPS-a i dochodzimy na miejsce na piechotę…
Czas od przyjścia na przystanek startowy do przyjścia na przystanek końcowy: 4 godziny (słownie: cztery).
Dobrze że kupiliśmy wczoraj bilety 7-dniowe z nieograniczoną liczbą przejazdów…
Podsumowanie kosztów na dziś (€):
- ciacha na śniadanie: 1,05
- burgery: 5
- zakupy obiadowe: 11,35
- wejściówki (dzienna część biletu zbiorowego): 9,78
- transport (dzienna część biletu tygodniowego): 3,0
Wydaliśmy 30,18 euro, co daje nam bilans na poziomie -33,78 euro.
Jedna uwaga do wpisu “Malta. Dzień 4.”