Utknęliśmy w Warszawie, albo co robić w stolicy (3)

Dość długo zbierałam się do wpisu na temat Mokotowa i w końcu zrozumiałam, że źle do tego podchodzę. Na Mokotowie zaczęłam swoją przygodę z Warszawą i na Mokotowie też kończę (to już moja szósta lokalizacja w ciągu 7 lat w Warszawie!). Mieszkamy teraz na Sielcach. W zeszły weekend oprowadzałam moje przyjaciółki po naszych okolicach i po raz kolejny uświadomiłam sobie, jak zielono jest na Mokotowie. Mokotów to jedna z większych dzielnic Warszawy i administracyjnie podzielono ją na 12 części.

Dziś będzie o dwóch z tych części, o Sielcach i o Wierzbnie. A więc – gdzie zacząć?

Ja zaczynam od ul. Piaseczyńskiej, a potem idę takim dziwnym łukiem po ul. Bandoski i Jaworowskiej. Te dwie połączone ulice wcinają się w mokotowskie ogródki działkowe, ale wzdłuż nich położone są zwykłe domki jednorodzinne. Asfalt jest tam bardzo zużyty, miejscami go nie ma. Kwadrans piechotą od ruchliwego skrzyżowania Sobieskiego i Dolnej i znajduję miejsce, w którym czuję się jak na wsi.

Ulica Piaseczyńska oddziela ogródki działkowe od Parku Arkadia. Na pewno jest on nieco bardziej dziki niż popularne Łazienki Królewskie, ale właśnie na tym polega urok tego miejsca. Jest tam właściwie jedna tylko alejka wyłożona kostką, reszta to ścieżki gruntowe. Arkadia otacza zabytkowy pałacyk Królikarnia, który mieści Muzeum Rzeźby (część eksponatów jest wystawiona na świeżym powietrzu, dookoła pałacu). W samym muzeum, które jest oddziałem Muzeum Narodowego, nie brakuje tam darmowych wydarzeń, można się też zatrzymać w księgarnio-kawiarni (z naciskiem na księgarnię, która jest fantastyczna, kawy niestety nie polecam…).

Idąc wzdłuż ulicy Puławskiej, dojdziemy do następnego zielonego punktu – Parku Dreszera. Ten z kolei jest utrzymany w stylu modernistycznym, oferuje równe ścieżki i zadbany trawnik. Na jego końcu (patrząc od Puławskiej) jest ogródek jordanowski, ale w samym parku dzieci są raczej przelotem, więc jeśli ktoś szuka spokoju, to w Parku Dreszera na pewno go znajdzie.

Ostatnim punktem pętli jest Park Morskie Oko, którym możemy zejść w dół z ul. Puławskiej w kierunku Belwederskiej (tuż obok Domku Mauretańskiego i klubu Regeneracja). To taka opcja pomiędzy porządkiem i nieładem, na pewno jest tu dużo mniej zarośli niż w Arkadii, ale drzewa i krzewy są rozrzucone po okolicy bez konkretnego planu. Jest to dobre miejsce zarówno na spacer jak i na piknik.

Ja wiem, że wszyscy znają „zielony Żoliborz” z piosenki T.Love. To właśnie na Żoliborzu mieszkałam przed przeprowadzką na Sielce i wciąż trochę tęsknię za tą dzielnicą. Muszę jednak przyznać, że Mokotów też jest niczego sobie. Szczególnie pod względem zieleni. 🙂

Dodaj komentarz