Dziś zaczyna się nasz ostatni miesiąc w Warszawie i w Polsce. Nasze mieszkanie jest już w nieładzie, ale mamy jeszcze kilka rzeczy do zrobienia. Na co poświęcimy najbliższe weekendy?
- pierwszy – spędzamy go w Warszawie, trochę na pakowaniu, trochę na leniuchowaniu, trochę na pracy,
- drugi – to nasza okazja do pożegnania ze znajomymi,
- trzeci – będzie dość intensywny, bo oprócz wizyty w moich rodzinnych stronach czeka nas przygotowanie dość dużej paczki (szczegóły niżej),
- czwarty – spędzamy na Podlasiu,
- piąty – Swansea!
Do tematu przeprowadzki próbowaliśmy podejść na najróżniejsze sposoby. Wreszcie okazało się, że najlepszą dla nas opcją jest samolot + bagaż rejestrowany + paczka.
Ale jak to? Z niemowlakiem? Przecież do takiej akcji potrzeba przynajmniej jednej ciężarówki!
No właśnie nie. Nie trzeba. Naszym zdaniem wystarczy zdrowy rozsądek. Mały człowiek najbardziej potrzebuje rodziców. A rodzice decydują o tym, ilu i jakich gadżetów potrzebują do opieki nad maluchem. My od początku stawialiśmy na wersje podróżne wszystkich sprzętów i na minimalizm (o tym będzie oddzielny wpis). Mało tego, na wyprawkę (wliczając w to moje ubrania ciążowe i do karmienia piersią) wydaliśmy niewiele ponad 1000 zł. Oczywiście nie udałoby się to, gdyby nie prezenty od naszej rodziny i przyjaciół. Ale specjalnie dla nich stworzyliśmy listę rzeczy, które uznaliśmy za potrzebne. Uniknęliśmy dzięki temu nieprzemyślanych prezentów (chociaż garderoba małego jest i tak bardzo pokaźna). Sami natomiast kupowaliśmy przede wszystkim produkty używane (i do tego zachęcaliśmy innych).
Gadżety, których potrzebujemy do obsługi małego podróżnika zajmują stosunkowo niewiele miejsca, a że przeprowadzamy się do kraju, w którym wszystkie przedmioty codziennego użytku są łatwo dostępne, zdecydowaliśmy się zabrać jedynie zestaw startowy w bagażu rejestrowanym (np. ręczniki, turystyczne naczynia, komplet ubrań), a takie przedmioty, których nie możemy z jakichś względów niczym zastąpić (bo mają dużą wartość sentymentalną albo były bardzo drogie, albo mają zestaw parametrów, który trudno będzie znaleźć w pierwszym lepszym sklepie) wysyłamy paczką (korzystałam z tej wyszukiwarki i powinniśmy zapłacić niecałe 140 zł za paczkę o wadze do 50 kg – to dużo mniej niż nasze bilety lotnicze czy przejazd samochodem na miejsce).
Część naszych rzeczy odwozimy na przechowanie do rodziców oraz oddajemy rodzinie i przyjaciołom w dzierżawę. Po powrocie nie będziemy musieli wszystkiego kupować lub transportować z drugiego końca Europy.
Za dwa tygodnie okaże się, czy udało nam się zmieścić w paczce wszystko, co zaplanowaliśmy (na pierwszy ogień idzie sprzęt turystyczny!). Na pewno podzielimy się krótką relacją z pakowania. 😉