Jak ogarniamy małego podróżnika?

Czy z dzieckiem da się podróżować? Nieco dalej niż do lekarza i z powrotem? Chyba tak…
1) Zacząć trzeba od tego, że mały jest zupełnie zdrowy. Pewnie gdyby chorował na coś poważniejszego, też byśmy nie odpuszczali i starali się podróżować, gdzie się da. Ale na szczęście jesteśmy w komfortowej sytuacji.
Tak czy inaczej zdrowie stawiamy na pierwszym miejscu. Wizyty u lekarza i szczepienia to dla nas oczywista oczywistość. Szczepimy, na co możemy. A akurat w Wielkiej Brytanii, mimo że szczepienia nie są obowiązkowe, dostępnych jest więcej bezpłatnych szczepionek. Nad powodami rozwodzić się nie będę, polecam zajrzeć tutaj i tutaj. Nie chodzi to, że wiedzę o szczepieniach czerpiemy z blogów, tylko o to, że tutaj autorzy opisali sprawę w przystępny sposób, więc nie będę powielać tych samych treści u siebie.
Dodatkowo w tym filmie znajdują się odpowiedzi na najczęstsze argumenty przeciwników szczepień, w opisie znajduje się lista źródeł wykorzystana przez autora.
2) Co z jedzeniem?
Sprawa jest prosta – jest mama, jest jedzenie. Czasem z piersi, czasem z butelki. Kilka razy mleko modyfikowane – przyzwyczajamy, żeby czasem mieć chwilę dla siebie (nawet kiedy dziadkom skończy się zapas mojego mleka).
3) Co ze spaniem?
Bobas dużo miejsca nie zajmuje i na razie nie umie sam siadać, więc wystarczy mu do spania kokon. Kokon może leżeć tam, gdzie akurat jest miejsce, nie musimy się martwić o oddzielne łóżeczko dla dziecka. Po skompresowaniu mieści się do worka na cienki letni śpiwór.


4) A higiena?
Na co dzień korzystamy z pieluch wielorazowych (o nie, zupełnie nie mamy na myśli tetry, tylko wygodne majteczki z wkładami), ale w podróży przestawiamy się na jednorazówki. Używamy podróżnej maty do przewijania. Wszystkie akcesoria nosimy w torbie plażowej (świetnie sprawdza się zamiast specjalnych toreb do wózka).
5) I jak my go transportujemy?
Bezpieczeństwo jest najważniejsze, bez dwóch zdań (poczytajcie o tym co nieco). Ale bezpieczeństwo zazwyczaj idzie w parze z kosztami. Dlatego my zdecydowaliśmy się na fotelik używany. Naprawdę dobrej firmy (Britax Römer), z poważnymi atestami, tylko kupiony z drugiej ręki. Oczywiście odbieraliśmy go osobiście, więc mogliśmy towar naprawdę dokładnie obejrzeć i sprawdzić, czy jest w 100% sprawny. Zamiast 700 zł, zapłaciliśmy 200.
Poza samochodem mały przemieszcza się najczęściej w chuście albo w nosidle, które wygląda zresztą jak zszyta chusta i jest dostosowane do jego wieku. Od dawna bardzo chciałam używać chusty i na początku nieco przeraziła mnie instrukcja motania ( w jedynych w 54 krokach), ale szybko okazało się, że po 3 razach montowanie dziecka w chuście trwa tyle co w nosidle. Dodatkowo chusta wywołuje coś co nazywam efektem ooooooooooooo (maślane oczy i szeroki uśmiech ekspedientki/bibliotekarki/farmaceutki/starszej pani robiącej zakupy w warzywniaku).
Oprócz tego mamy też wózek, bardzo lekki, bardzo pakowny, bardzo łatwy w prowadzeniu, choć dla niektórych wygląda jak wózek dla lalek. 😉

A już niedługo spróbujemy po raz pierwszy podróży samolotem. Trzymajcie kciuki!

Jedna uwaga do wpisu “Jak ogarniamy małego podróżnika?

Dodaj komentarz