Walia. Dzień 0.

Jesteśmy już na miejscu. Cofnęliśmy się w przeszłość. W Wielkiej Brytanii jest o godzinę wcześniej. 😉

Dlaczego wydzieliłam na blogu Walię jako kraj? Bo zadziwiająco wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy z jej istnienia, a Wielką Brytanię utożsamia z Anglią. Czyli tylko jedną z czterech części kraju. Chyba tylko fani piłki nożnej uświadamiają sobie te różnice, bo przecież nie ma kadry narodowej Wielkiej Brytanii. Anglia i Walia występują osobno.

Fani piłki nożnej wiedzą też, gdzie jesteśmy. Swansea. Pierwsze wyszukiwanie w google pokazuje informacje o klubie piłkarskim, ponoć całkiem niezłym. O rany, chyba trzeba będzie zacząć się orientować w tym sporcie…

Dopiero co przyjechaliśmy, ale zrobiliśmy już zamówienie z Tesco, dostawa między 22 a 23 (najtaniej), jakieś podstawowe produkty spożywcze (na pierwszym miejscu kawa – jak wiadomo, programiści to maszynki do przerabiania kawy na kod źródłowy).

Droga do Beck House nie była prosta. Wszystko zaczęło się w Warszawie po 11 – wtedy wyjechaliśmy do Modlina. Stamtąd polecieliśmy samolotem do Bristolu (który leży jeszcze w Anglii). Z lotniska dostaliśmy się busem do jednej z głównych stacji kolejowych, a stamtąd (z przesiadką) dojechaliśmy do Swansea. Potem już tylko taksówka – i voila! Dotarliśmy.

A zaznaczyć trzeba, że wieźliśmy ze sobą całkiem sporo – ogromna waliza z bagażem rejestrowanym, mała walizka jako bagaż podręczny, plecak 30-litrowy jako podręczny, torba (ok. 30 l) z akcesoriami dla dziecka, mój podręczny plecaczek, okropnie ciężka torba z laptopem i całym osprzętem do pracy zdalnej dla Marcina, wózek, no i dziecko! Wciąż się dziwię, że udało nam się dotrzeć do Beck House na czas. 🙂

Mały większość drogi przespał i jesteśmy pozytywnie zaskoczeni jego podejściem do sprawy. Naprawdę szczęściarze z nas.

Podczas lotu korzystaliśmy z porad zaczerpniętych z tego wpisu, wózek, wbrew moim poprzednim obawom, nie był zbędnym balastem a bardzo przydatnym gadżetem. Nawet kiedy mały spał na mnie (w nosidle) wózek wiózł torbę z akcesoriami dla dziecka.

Koszty na dziś:

  • przekąski w samolocie (pośpiech o poranku skutkuje brakiem przemyślanej strategii żywieniowej): £7
  • bilety na autobus: £14
  • przekąski na stacji kolejowej: £7,55
  • bilety na pociąg (zawsze droższe niż na autobusy): £67,75
  • taksówka (niby nie tak daleko, ale w postaci małego obozu cygańskiego i pół godziny przed terminem odbioru kluczy woleliśmy dostać się sprawnie na miejsce): £4,55
  • zakupy Tesco: £25,29

Dodaj komentarz