Walia. Czwarty weekend.

W ten weekend doświadczyliśmy czegoś zupełnie nowego. Plan na sobotę był prosty. Mój promotor i jego żona zaprosili nas na małą wycieczkę po okolicach, lekki spacer i lunch. Tak się złożyło jednak, że znów dotarł nad wybrzeże Walii jakiś huragan i największe od 30 lat sztormy. Podjechaliśmy tylko do jednego punktu widokowego nad oceanem i mieliśmy problemy z wyjściem z samochodu. A potem ze staniem. Nawet z podniesieniem aparatu, żeby zrobić zdjęcie. Przysięgam, że nawet w Bieszczadach nie doświadczyłam takiego silnego wiatru. W dodatku padało. I nie mam na myśli deszczu – zobaczcie zdjęcia. 🙂

Za to dziś wybraliśmy się na cotygodniową wyprzedaż samochodową. Nie, nie chodzi sprzedawanie i kupowanie samochodów. Wygląda to po prostu w ten sposób, że ludzie zbierają się na parkingu i wystawiają obok swojego samochodu mnóstwo rzeczy na sprzedaż. Jest to ogromny bazar z używanymi rzeczami. W dodatku wspomniany parking ma 5 poziomów – za każdym razem, kiedy myśleliśmy, że zrobiliśmy już połowę okrążenia, znajdowaliśmy zjazd na niższy poziom. I tak 4 razy.

Kupić można tam niemal wszystko. Widzieliśmy ogromne ilości ubrań i rozmaitych gadżetów dla dzieci, mnóstwo sprzętu kuchennego, ale nie zabrakło narzędzi, płyt (CD i winylowych), gier (planszowych i PlayStation), książek i gazet, czy też dekoracji (szczególnie świątecznych). Póki co skusiliśmy się na kilka przedmiotów, ale na pewno chcemy tam wrócić za jakiś czas.

To już ostatni z serii takich cotygodniowych i weekendowych wpisów. Mamy nadzieję, że uda nam się utrzymać podobne tempo okrywania Walii i Wielkiej Brytanii i że przynajmniej raz na tydzień będziemy mogli się czymś podzielić, ale nie będzie to regułą.

W środę lecimy na ponad tydzień do Polski i będzie to czas poświęcony na spotkania oraz na przekopywanie się przez wszystkie rzeczy, które uzbieraliśmy podczas tych kilku lat mieszkania w Warszawie (teraz zalegają u naszych rodziców), więc do usłyszenia w listopadzie.

 

Jedna uwaga do wpisu “Walia. Czwarty weekend.

Dodaj komentarz