Już za niecałe dwa tygodnie polecimy na Zieloną Wyspę. Będziemy szukać czterolistnej koniczyny i garnca złota… Żartuję oczywiście. Irlandia to piękny kraj o bardzo ciekawej historii i zasługuje na więcej skojarzeń niż skrzaty w zielonych ubrankach (choć są one częścią irlandzkiej mitologii, więc warto i o nich coś wiedzieć).
Na pierwszy ogień, ze względu na konferencję, idzie Dublin. Jak zwykle zachęcam Was do sprawdzenia, czym ci językoznawcy się tak jarają. 😉
Tak czy inaczej spędzimy tam 4 noce i ponad 4 dni, i będzie to nasz pierwszy dłuższy wyjazd (nie do rodziny) z małym. Niestety Dublin jest nieco drogim kierunkiem, a składa się na to kilka elementów.
- Transport:
My lecimy z Cardiff (to najbliższe dla nas lotnisko; niestety – nic stąd nie lata do Polski…) liniami Flybe. Mimo że kupowaliśmy bilety dość wcześnie, zapłaciliśmy 167 funtów (ok. 800 zł) w obie strony. W tym tylko bagaż podręczny (jedna sztuka wielkości małej walizki lub ok. 30-litrowego plecaka) i wózek dziecięcy. Wynika to pewnie z faktu, że Flybe lata dość małymi samolotami. Z Polski loty w obie strony też nie należą do najtańszych, chyba że akurat trafi się na jakąś promocję. - Nocleg:
Właściwie wszystkie opcje, które sprawdzałam, kosztowały ponad 100 zł za osobę/noc. Z wyjątkiem pokojów wieloosobowych w hostelach, które dla nas odpadają – pewnie zostalibyśmy wyeksmitowani za regularne zakłócanie ciszy nocnej. Poza tym, część hosteli w ogóle nie akceptuje dzieci.
Szukanie noclegu dodatkowo komplikował fakt, że 2 noce spędzi z nami przyjaciółka. W dodatku będą to dwie środkowe noce. W tym wypadku zdecydowaliśmy się na wygodę i po prostu wynajęliśmy apartament na cały pobyt. Dostęp do kuchni i łazienki z wanną będzie bardzo ważny, podobnie jak brak konieczności przeprowadzki. Całość wyniesie nas ok. 1227 zł. - Atrakcje:
Na razie jedyną atrakcją, na którą jestem zdecydowana, jest stara biblioteka w Trinity College. Bilet – €10 (jest to cena obniżona, za wejście poza godzinami szczytu). Podobnie jest z innymi miejscami. Słynny browar Guinessa to €17,5. Prawdopodobnie zadowolimy się długimi spacerami po mieście. - Jedzenie:
To jest element, na który mamy nadzieję nie wydać fortuny. Dostęp do kuchni i Lidl w budynku, w którym mieszkamy, oznacza gotowanie i używanie pojemników na jedzenie. Na spacer spokojnie nadadzą się kanapki, a na mieście po prostu kawa i piwo (oczywiście dla tych co mogą…).
Podsumowanie:
Już na wstępie wiemy, że koszty wyjazdu wyniosą przynajmniej 2100 zł. Do tego doliczyć trzeba komunikację miejską (dojazd z/na lotnisko i na/z konferencji, która nie jest niestety w centrum) oraz jedzenie.
Cel:
Trzymać się dziennego limitu wydatków €25. Mamy nadzieję, że po odrzuceniu obiadów na mieście, uda się ten cel osiągnąć. Nawet wtedy wyjazd będzie kosztował 260 zł za osobodobę (małego nie wliczam, bo on praktycznie za nic nie płaci).