Wyjazd bardzo szybko dobiegł końca, potem ruszyliśmy w dalszą podróż i nie starczyło już czasu na rozpisywanie się o Wiedniu. Zresztą ostatnie dwa dni spędziliśmy dość spokojnie. W piątek spędziłam cały dzień na warsztatach, a reszta grupy spacerowała po mieście – trasą turystyczną, którą ja zrobiłam dzień wcześniej (plus ratusz, którego ja w końcu nie zobaczyłam z bliska).
Z to sobotę wykorzystaliśmy na wizytę w Weltmuseum, którym jesteśmy absolutnie zachwyceni. W pięć godzin zobaczyliśmy (i to dość pobieżnie) całą wystawę etnograficzną, czyli połowę muzeum, i dosłownie przebiegliśmy się po zbrojowni i wystawach czasowych.
Ekspozycja etnograficzna jest podzielona na 14 sekcji z krótkimi opisami i dodatkowymi informacjami dostępnymi na ekranach multimedialnych, w kilku salach są też wyświetlane filmy dokumentalne (ale nie tylko – w części japońskiej można było obejrzeć anime).
Moim zdaniem akurat to muzeum wyróżniają dwie rzeczy. Po pierwsze, obecność artefaktów związanych z Indianami Ameryki Północnej (pierwszy raz trafiłam na takie w Europie, ale prawdą jest też, że mam na razie za małe doświadczenie). Po drugie, w wielu miejscach ekspozycji twórcy podkreślają, że w dużej mierze jest ona wynikiem kolonizacji i grabieżczej polityki. Znów, po raz pierwszy spotkałam się z takim podejściem. Tak czy inaczej Weltmuseum to miejsce, do którego na pewno wrócimy, jeśli ponownie odwiedzimy Wiedeń.
Przechodząc do podsumowania – założony budżet oczywiście przekroczyliśmy (35€ zamiast 20€ na dzień). Ponad 1/4 całej sumy (39€) wydaliśmy na wejścia do atrakcji (Belveder i Weltmuseum), jednak zdecydowaną większość wydaliśmy na jedzenie (supermarketowe i na mieście). Jednak wliczając transport oraz nocleg, wyjazd do Wiednia był dużo tańszy niż do Dublina.
Jedna uwaga do wpisu “Wiedeń. Dzień 2/3 i krótkie podsumowanie”