W niedzielę na całe dwie godziny słońce wyszło zza chmur, więc wykorzystaliśmy tę okazję do przetestowania nosidła górskiego „w terenie” i do zwiedzenia Mariny w sprzyjających warunkach. Podczas naszej ostatniej wizyty w tej części miasta wiatr skutecznie wszystkich przegonił i miejsce wydawało się nieco ponure. A przecież niecałe 200 lat temu to był chyba najważniejszy punkt w Swansea.
Już w XVIII wieku wytapiano tutaj miedź, cynk, stal i żelazo i każdego roku do portu przypływało ponad 6000 statków.
W połowie XIX wieku otwarto Dok Południowy, który obsługiwał regularne połączenia do Londynu, Bristolu, Liverpoolu, Dublina i Cork. Dziś w dawnym magazynie mieści się fantastyczne National Waterfront Museum (mają naprawdę ciekawe wystawy pokazujące industrialną historię Swansea i okolic), a port nie obsługuje już połączeń z innymi miastami (jeszcze kilka lat temu można było dostać się stąd do Cork w Irlandii, to było ostatnie funkcjonujące połączenie).
W XIX wieku transportowano ze Swansea na cały świat wszelkie rodzaje towarów – od rudy miedzi i węgla po ziemniaki i cebulę. Kiedy żagle zamieniono na silniki parowe potrzeba było więcej miejsca w porcie, zbudowano więc Dok Królewski. Otwarto go w 1909 roku i przechodziło przez niego 6 milionów ton dóbr rocznie. Jeszcze wcześniej zmieniono bieg rzeki Tawe (od rzeki pochodzi walijska nazwa miasta – Abertawe), żeby móc otworzyć Dok Północny.
Rewolucja przemysłowa i złote lata Swansea dawno minęły, ale w gdzie niegdzie wciąż można poczuć ich klimat. Marina na pewno jest jednym z takich miejsc. Wystarczy odrobina wyobraźni i łatwo zobaczyć kipiący energią tłum robotników, usłyszeć hałas maszynerii czy poczuć mieszające się zapachy coraz to nowych dostaw.