Ostatni tydzień spędziłam prowadząc mały przydomowy szpital, a teraz sama wylądowałam w łóżku (no dobra, nie do końca, ktoś musi się zajmować małym ssakiem). Na pocieszenie mam kalendarz zapełniający się kolejnymi rezerwacjami. Maj będzie u nas bardzo gorący.
- Snowdonia – na dobry początek jedziemy do największego parku narodowego w Walii. Zarezerwowaliśmy miejsca w schronisku tuż przy dwóch szlakach prowadzących na najwyższy szczyt parku, Snowdon, który wznosi się na zawrotne 1085 m (jest ponad dwa razy niższy od najwyższego szczytu Polski). Mimo to nawet w maju może leżeć tam nieco śniegu, więc przygotowujemy się solidnie. Poza tym, to nie wysokie szczyty są zaletą Snowdonii oraz innych parków narodowych w Walii i w Wielkiej Brytanii w ogóle. Chodzi o ich powierzchnię. Snowdonia rozciąga się na 2 132 km², co stanowi 2/3 powierzchni WSZYSTKICH parków narodowych w Polsce. Podobnie jak w Norwegii, w parku Jotunheimen, spodziewamy się ciszy i spokoju.
- Polska – w drugiej połowie miesiąca lecimy do Polski, na krótko, bo tylko na 9 dni, ale standardowo będziemy w kilku miejscach.
- Grecja – maj kończymy na południu Europy. Najpierw kilka dni w Patras, trzecim największym mieście Grecji. Pretekstem jest oczywiście konferencja, ale szczerze przyznaję, że mam zamiar pojawić się na niej tylko na chwilę, a większość czasu spędzić na plaży. Biorąc pod uwagę fakt, że temperatura wody w maju wynosi tyle, co w Bałtyku w najcieplejszych miesiącach roku, może nawet skorzystam z kąpieli morskiej. W razie niepogody – miasto też oferuje sporo atrakcji. Chociaż na te nastawiamy się dopiero w Atenach, do których wybieramy się po Patras.
Kwiecień przeznaczymy raczej na odpoczynek oraz szczegółowe przygotowania (i oszczędzanie) do wyjazdów. 🙂