Kolejny dzień w Londynie upłynął pod znakiem street artu. Wybraliśmy się do Shoreditch na poszukiwanie prac Banksy’ego i innych artystów. Zaczęliśmy spacer od stacji metra Old Street i po prostu krążyliśmy po ulicach w tym rejonie. Jeśli takie pseudonimy jak Stik, Zabou, Roa czy Mushroom Man są wam dobrze znane, to zdecydowanie powinniście się tam wybrać. Nie będziecie żałować. Odradzamy za to znany Brick Lane Market – trafiliśmy na niezbyt smaczne jedzenie, które w dodatku okazało się niezbyt dobre dla naszych żołądków (a potrawy pochodziły z różnych stoisk).
Nasze ogólne wrażenie z Shoreditch było pozytywne, chociaż widać, że to bardzo „hipsterska” dzielnica (a przynajmniej na taką pozuje) i jest już mocno oblegana przez turystów, szczególnie na słynnej Brick Lane.
Drugą połowę dnia postanowiliśmy wykorzystać na odpoczynek w Hyde Parku (bardzo zatłoczony, ale jednak idealny w taką pogodę) oraz na krótką wizytę w Muzeum Historii Naturalnej (jeszcze bardziej zatłoczone, ale już bez dostępu do świeżego powietrza – polecamy wizytę w zimie).
Ostatniego dnia zaplanowaliśmy wybrać się do British Museum, ale ostra infekcja postawiła tę wizytę pod znakiem zapytania. W ostatniej chwili zdecydowaliśmy się jednak zostać w Londynie tak długo, jak planowaliśmy początkowo, i odwiedziliśmy jedno z najznamienitszych muzeów w Europie… w którym nie przyjmują do szatni walizek na kółkach (nawet małych).
Zostaliśmy odesłani do kilku miejsc, w których przechowują bagaż, po czym w szatni musieliśmy jeszcze zapłacić za przechowanie plecaków. Nasz pomysł na wizytę w muzeum podczas ostatniego dnia (ze względu właśnie na towarzyszący bagaż) nie okazał się najlepszy. Jak można było się spodziewać, miejsce było też bardzo zatłoczone, a ja znowu zaczynałam się gorzej czuć. Mimo to nie mogłam nie przyznać, że jest to niesamowita instytucja – wiemy, że chcemy tu wrócić i skorzystać z jednego z darmowych oprowadzań po galeriach (jeśli ktoś ma cały dzień może z przewodnikiem obejść prawie całe muzeum, bo oprowadzanie po różnych galeriach jest podzielone w czasie).
Wizytę w Londynie zakończyliśmy odpoczynkiem w parku a potem w kawiarni. Co prowadzi do rozważań na temat budżetu. Który w Londynie bardzo ciężko jest ograniczyć. My tym razem trochę zaszaleliśmy, ale nawet nie jedząc na mieście, trzeba się liczyć z dość dużymi wydatkami. U nas te wydatki rozłożyły się właściwie na 3 kategorie:
- jedzenie z supermarketu: 49,33
- jedzenie na mieście: 78,88
- inne: 13,5 (przechowanie bagażu) + 13,75 (pocztówki i znaczki) + 24 (bilety na metro) = 51,25
Łącznie niemal 180 funtów, czyli 18 funtów na osobodobę (Zyzia liczymy znów jako „połowę” osoby). Niedużo, ale do tego trzeba doliczyć nocleg – 203 funty za cztery noce – oraz dojazd – 50 funtów w obie strony.
Następnym razem zdecydowanie spróbujemy znaleźć hosta na Couchsurfingu. Z dzieckiem nie jest to łatwe, ale nie niemożliwe. W tym tygodniu nocowaliśmy couchsurfera z 5-letnim synem (stąd opóźnienie tego posta) i jesteśmy bardzo zadowoleni – szczególnie z interakcji dzieciaków. Zdecydowanie chcemy sami spróbować takiej podróży.