Patra. Dzień 0-1

Wczoraj wieczorem dotarliśmy na półwysep peloponeski. Zachód słońca widziany z okna naszego balkonu nieco nam zrekompensował trudy podróży. Dzień zaczęliśmy od pobudki o 4 nad ranem, potem pociąg do Warszawy, nieco szaleństwa na lotnisku (kolejki, wszędzie kolejki, a mały przemoczony, choć przewijaliśmy go godzinę temu – ot, uroki rodzicielstwa) i wreszcie samolot do Aten. Miejsca sporo, na pokładzie ciepły posiłek (makaron z sosem bolońskim – zadziwiająco smaczne jak na darmowy poczęstunek) i przekąski, ale chyba nigdy się tak nie bałam. Nie dość, że wpadliśmy w dziurę powietrzną, co samo w sobie jest niemiłym przeżyciem, to zniżanie do lądowania było bardzo nierównomierne, samolotem nieco miotało i na domiar złego, obsługa ponownie puściła nagranie z informacjami o tym, co robić w wypadku lądowania awaryjnego. Z samolotu wysiadłam na nogach jak z waty…

Na szczęście druga część podróży przebiegła w miarę spokojnie, chociaż nie obyło się bez niespodzianek – do Patras musieliśmy jechać trzema pociągami, ale ostatni zamieniono na autobus. Mimo bardzo krótkich czasów przesiadek (2 i 10 minut) zdążyliśmy bez problemu, a w Kiato udało nam się kupić nawet przekąski na ostatni etap podróży. W dodatku Zyzio w każdym miejscu był traktowany jak gwiazda rocka (albo może muzyki pop) i oblegały go tłumy nastolatek, zagadując, głaskając i próbując wywołać uśmiech na twarzy. Jesteś wdowcem z bobasem? Jedź do Grecji, a w tydzień znajdziesz żonę w wieku do 20 lat. 😉

Dziś z rana nieco lenistwa przy basenie, teraz idziemy na spacer na uczelnię (tak, tak znów jestem na konferencji, choć tym razem prezentuję jedynie poster) i na obiad, a po południu – plaża. Typowy wyjazd urlopowy. I nawet te 30 stopni nie przeszkadza przy lekkim wiaterku znad morza.

 

Wnioski po spacerze – jesteśmy na odludziu. Po drodze jeden sklep, w którym zaopatrzyliśmy się w banana dla małego i lody dla siebie. Wzdłuż ulic biegną kawałki chodników z bardzo wysokimi krawężnikami bez miejsc zjazdowych dla wózków. Mijany po drodze supermarket okazał się czymś pokroju Makro (zapewne korzystają z niego wszystkie hotele i pensjonaty w okolicy). Jutro trzeba chyba wybrać się do centrum, żeby zaopatrzyć się w dzieciowe jedzenie. Ale póki co rozkoszujemy się widokiem z balkonu…

Koszty bieżące:

  • przekąski w trasie: 6€
  • taksówka z dworca do hotelu: 10€
  • zakupy spożywcze: 1€
  • obiad i kawy w hotelu: 20€

Dodaj komentarz