Ateny. Dzień 0

Dojechaliśmy. Nasz gospodarz odebrał nas z dworca swoim samochodem, więc mieliśmy transport do mieszkania z postojem na kawę w kawiarni, w której Giorgos pracował kiedyś jako kucharz. Skorzystaliśmy też z propozycji podwózki do SNFCC (Centrum Kultury Fundacji Stavrosa Niarchosa). Miejsce okazało się niesamowite. Kalitea, miasto położone tuż przy granicy z Pireusem (i wchodzące w skład aglomeracji ateńskiej) przeszła niedawno rewitalizację, a zaledwie dwa lata temu zbudowano tam SNFCC, w skład którego wchodzi Biblioteka Narodowa (w trakcie przenoszenia z lokalizacji w pobliżu parlamentu), Opera Narodowa oraz Park im. Stavrosa Niarchosa. Całość położona jest na wzgórzu, z którego rozciąga się wspaniały widok na Ateny oraz na marinę.

Budynki są pięknie zaprojektowane. Park przypomina mi nieco zbocza gór Korsyki, tyle że porośnięte dodatkowo lawendą (która pachnie niesamowicie i umila spacer w piekącym słońcu). Całość jest oczywiście miejscem mnóstwa wydarzeń kulturalnych. Wisienką na torcie jest kawiarnia Faros z oszkloną platformą widokową. Niestety akurat wczoraj odbywało się w niej wydarzenie zamknięte i musieliśmy się zadowolić widokami z poziomu wejścia do opery.

Dodatkową zaletą Kalitei jest bezpłatny busik kursujący spod SNFCC do Placu Syntagma. Dzięki niemu w ciągu 15 minut dostaliśmy się do centrum Aten. Zrobiliśmy krótki spacer po Ogrodach Narodowych (dawniej Królewskich), przespacerowaliśmy się przez Plakę oraz Monastiraki (dzielnice położone pomiędzy parlamentem a Akropolem) i zobaczyliśmy z zewnątrz rzymską agorę. Na kolację posililiśmy się oczywiście gyrosem (który tutaj wygląda jak mały kebab zawinięty w grubą pitę).

Dopiero kiedy chcieliśmy wrócić do mieszkania naszego gospodarza, zaczęły się komplikacje. Wiedzieliśmy, że z powodu strajku nie kursują pociągi, więc planowaliśmy dojechać do Ano Liosia autobusem, który odjeżdżał z okolic Muzeum Archeologicznego. Spacer na przystanek upłynął nam na nerwowych poszukiwaniach bankomatu (do kupna biletów brakło nam 10 centów) i w końcu czekaliśmy na autobus z gotówką ale bez biletów. Tuż przed planowanym czasem przyjazdu autobusu zaczepiła nas starsza kobieta i próbowała coś wyjaśnić po grecku. Jedno zrozumieliśmy – autobus nie przyjedzie.

Do wyboru pozostały dwie opcje: taksówka do Ano Liosia (która prawdopodobnie kosztowałaby majątek) albo powrót z naszym gospodarzem, który kończył pracę o północy. Wybraliśmy drugie rozwiązanie, ale i ono nie było proste do wprowadzenia w życie. Busik do SNFCC już nie kursował. Tramwaje do Kalitei skończyły jeździć o 21. Podobnie metro. Jak się później okazało wszystko z powodu strajku. Wtedy tego nie wiedzieliśmy, ale spędziliśmy sporo czasu spacerując i rozważając różne opcje, aż w końcu zdecydowaliśmy się pojechać taksówką. Okazało się to strzałem w dziesiątkę, bo wyniosło nas to tylko dwa razy tyle, co bilety na autobus i w dodatku spędziliśmy trochę czasu w uroczej knajpce, w której pracuje nasz gospodarz.

Wisienką na torcie był wątek poboczny – zagubiony telefon Marcina. Został razem z okularami w busiku kursującym do centrum Aten z SNFCC. Na szczęście busik ten kursuje tylko na tym jednym odcinku, więc po godzinie od przyjazdu do Syntagmy wróciliśmy na przystanek w nadziei na przyjazd tego samego busa. Udało się – telefon i okulary były w środku.


Koszty bieżące:

  • zakupy spożywcze: 13,33€
  • jedzenie na mieście (kawy, gyrosy itp.): 22,85€
  • taksi: 6,5€
  • pocztówki: 3€

Jedna uwaga do wpisu “Ateny. Dzień 0

Dodaj komentarz