„Długa droga do Lancaster, albo dramat w pięciu aktach”.
Akt 1. Swansea.
Niedziela. Godzina 8 rano. Wyjątkowo po drodze na dworzec mijamy przynajmniej 40 osób. Normalnie się to nie zdarza. Ale dzisiaj o 9 zaczyna się półmaraton. Trasa wiedzie oczywiście przez centrum miasta i dookoła dworca. Nasz autobus jest o 9:10. Ale idziemy śmiało, bo w piątek w informacji powiedzieli mi, że autobusy dalekobieżne jeżdżą normalnie. O 9:40 wiemy już, że nie jeżdżą. Nigdzie nie ma informacji na ten temat. Służby blokujące drogę mówią, że przejazd będzie możliwy o 11:30. A my przecież musimy zdążyć na przesiadkę…
Akt 2. Cardiff.
Po godzinie czekania zjawił się jeden autobus, który zabrał pasażerów udających się w różnych kierunkach do Cardiff, gdzie rozjeżdżamy się już w różnych kierunkach. Zastanawiam się, jak to możliwe, że National Express nie wiedział wydarzeniu, które miasto organizowało przynajmniej od kilku miesięcy.
Akt 3. Birmingham.
Uff, dotarliśmy z półgodzinnym opóźnieniem. Mamy dwie godziny na lunch i na przejście do miejsca, z którego odjeżdża MegaBus do Lancaster. Jest ciepło, całkiem przyjemnie. Byłoby lepiej, gdyby nie trzeba było czekać w pełnym słońcu na autobus. Spóźniony. Pełen ludzi. Spoconych. Niektórzy z nich jadą do Szkocji, daleko na północ.
Akt 4. Manchester.
Dojeżdżamy tutaj 15 minut przed czasem odjazdu. Nadrobiliśmy opóźnienie. Mamy czas na kawę. Jeszcze tylko jeden przystanek i będziemy na miejscu… ale tuż po wyjechaniu z dworca słyszymy huk, a za oknem unosi się czarna chmura. Załapaliśmy gumę. Kierowca zatrzymał się na ulicy, obok małego parku. Przed nami zatrzymuje się autobus National Express i kierowca mówi, że może zabrać pasażerów do Preston, czyli następnego przystanku. Reszta musi czekać na nowy autobus.
Zastępczy pojazd przyjeżdża po półtorej godziny. Ale nic to, nie nudziliśmy się w tym czasie. Przejechali obok nas zamaskowali skuterzyści, którzy porwali torbę jednego z pasażerów. Zdążyła nawet przyjechać policja, zebrała zeznania. Kierowca nowego autobusu pociesza nas, mówiąc, że musiał zrezygnować z wolnego wieczora i odpoczynku przed telewizorem, więc wie, jak się czujemy.
Akt 5. Lancaster.
Dojechaliśmy wreszcie. Mieliśmy więcej szczęścia niż część pasażerów z Preston, dla których zabrakło miejsca (autobus zastępczy był mniejszy niż ten z pękniętą oponą). Lancaster bardzo nam się podoba, szczególne wrażenie robi na nas zachód słońca widziany ze wzgórza zamkowego. A tuż za zamkiem mieszkanie, w pięknym gregoriańskim budynku, z dużym wygodnym łóżkiem.
Suplement.
Na miejscu okazało się też, że zapomnieliśmy zabrać przejściówek do brytyjskich gniazdek, przez co komputerowi Marcina zostały jakieś 4 godziny życia. Sprawę komplikuje fakt, że Marcin nie wziął urlopu i potrzebował laptopa do pracy do końca wyjazdu. Ale z tym problemem musimy uporać się już następnego dnia.
Jedna uwaga do wpisu “Długa droga do Lancaster”