Anglia. Lancaster

Do Lancaster jechaliśmy długo… Nawet bardzo długo. I na dotarciu do celu nasze problemy się nie skończyły. Część osób pytała nas już, co z tą nieszczęsną przejściówką do nieszczęsnych brytyjskich gniazdek. Kupiliśmy! O 8 ustawiliśmy się grzecznie pod Sainsbury’s, które okazało się być na tyle duże, że miało również dział ze sprzętem domowym, a w nim przejściówki*. Tak więc Marcin mógł spokojnie pracować, a ja mogłam spokojnie brać udział w szkole letniej.

W ciągu czterech dni zobaczyliśmy niewiele, ale i to wystarczyło, żeby stwierdzić, że Lancaster jest warte przynajmniej krótkiej wycieczki. Głównie ze względu na średniowieczną architekturę (do której dostosowują się nawet nowe budynki – najczęściej wyglądają, jakby były zbudowane z kamienia) oraz na park Williamsona, w którym z poziomu Ashton Memorial rozciąga się piękny widok na morze oraz na Lake District, chyba najpopularniejszy w kraju park narodowy.

Muszę wspomnieć też o Uniwersytecie Lancaster, bo to właśnie tam odbywały się moje zajęcia. Jest to dość młody ośrodek, stworzony w latach 60-tych ubiegłego wieku i prawie od razu umieszczony w specjalnie zbudowanym kampusie, który zresztą teraz kończy już rewitalizację. Dojeżdża się tam w 20 minut autobusem z centrum i jest tam wszystko, czego potrzeba. Nawet kawiarnie otwarte po 18 (nietypowe w małych miastach Wielkiej Brytanii 😉 ). Jedyne na co mogę się poskarżyć, to nadużywanie klimatyzacji – po czterech dniach w takich warunkach jestem zakatarzona i ciężko mi mówić.

EPILOG

Choć powrót do Swansea był dwa razy krótszy niż dojazd (7 godzin vs. 14!), to nie obyło się bez przygód. Wszystkiemu winne były… upały. Otóż przy 28 stopniach tory w Wielkiej Brytanii są zbyt rozgrzane** i wszędzie obowiązują ograniczenia prędkości… Na przesiadkę w Crewe mieliśmy 10 minut i oczywiście spóźniliśmy się. O 7 minut. Ale że korzystaliśmy z dwóch różnych firm (Virgin Trains i Arriva Wales), to kolejny pociąg nie mógł poczekać. Na szczęście pasażerowie nie są pozostawieni tutaj sami sobie.

W informacji dowiedzieliśmy się, że mamy kilka opcji:
1) nocleg w Lancaster (na koszt firmy, oczywiście) i podróż następnego dnia,
2) dojazd do Crewe, nocleg i stamtąd podróż następnego dnia,
3) dojazd do Crewe i stamtąd taksówka.
Na szczęście po kilkunastu minut telefonowania w różne miejsca (oczywiście zajmowała się tym pani w kasie biletowej) okazało się, że mamy jeszcze jedną możliwość – pociąg do Crewe, stamtąd pociąg do Cardiff i potem taksówka do Swansea. To właśnie z takiej opcji skorzystaliśmy. Z tego co wiemy, firmie bardziej opłaca się zapłacić 44 funty za taksówkę niż karę za opóźnienie kolejnych pociągów.

Koszty (w funtach):

  • jedzenie/picie w kawiarniach – 40
  • tygodniowe bilety w Lancaster – 33
  • zakupy spożywcze – 50
  • nocleg – 276
  • dojazd do Lancaster – 45
  • powrót z Lancaster – 100

* ciekawy fakt kulturowy – w niektórych sklepach ciężko dostać przejściówkę z odpowiednim bezpiecznikiem (czyt. podłączenie laptopa skutkuje natychmiastowym unieszkodliwieniem takiej przejściówki), podejrzliwie traktuje się też ludzi kupujących bezpieczniki odpowiednie do wyższego natężenia prądu. Na szczęście w Sainsbury’s mają porządny sprzęt.

** zastanawiamy się, z czego robią tutaj tory kolejowe… Są tacy, którzy podejrzewają pleksiglas, ja myślę, że może jednak używają plasteliny…

Jedna uwaga do wpisu “Anglia. Lancaster

Dodaj komentarz