Swansea. Wales Airshow 2018

W zeszły weekend w Swansea było wyjątkowo tłoczno. Wszystko za sprawą corocznego pokazu lotniczego. Wiedziałam, że Wales Airshow przyciąga tłumy, ale nie sądziłam, że aż takie. Normalnie każdy ma dla siebie jakieś pół kilometra kwadratowego plaży (przysięgam!), ale w ten weekend poczułam się jak w szczycie sezonu nad Bałtykiem. W dodatku w całym mieście korki (bo zamknęli główną trasę biegnącą wzdłuż wybrzeża), deptakiem ledwo da się przejść, a część parku Singleton zamieniono na tymczasowy parking.

Atrakcji było całkiem sporo – każdy fan lotnictwa na pewno był zadowolony. Program wydarzeń był bardzo bogaty – oprócz pokazów akrobacji lotniczych można było zobaczyć najnowocześniejsze samoloty (hitem był Euromyśliwiec Tajfun, widzieliśmy go na żywo i naprawdę robi ogromne wrażenie!), spadochroniarzy czy śmiałków spacerujących po skrzydłach lecącego samolotu. Na spragnionych większych wrażeń czekał symulator lotu.

Jednak największą atrakcją był wyczekiwany przez wszystkich pokaz światowej klasy grupy lotniczej Red Arrows. Nigdy nie widzieliśmy niczego podobnego i byliśmy naprawdę zachwyceni. Zespół zrobił na wszystkich ogromne wrażenie od samego początku, gdyż wyleciał nad morze zza wzgórza, na którym położone jest miasto, i przeleciał  nad plażą wypuszczając biały, czerwony i niebieski dym – kolory flagi brytyjskiej.

Trudno wystarczająco dobrze opisać akrobacje, które wykonywali. To naprawdę trzeba zobaczyć samemu. Szczególnie z wyjaśnieniami komentatora, który zapowiadał poszczególne kombinacje, a od czasu do czasu puszczał przez głośnik komunikaty radiowe ‚jedynki’ czyli pierwszego pilota wydającego komendy.

Żałujemy trochę, że na pokazach spędziliśmy ledwie godzinę. Co ciekawe Zyzio całą tę godzinę grzecznie przesiedział w wózku, a my leżeliśmy, opalaliśmy się i przy okazji oglądaliśmy niezwykły pokaz. Za rok na pewno poświęcimy na to wydarzenie więcej czasu.

Dodaj komentarz