Najmłodszy członek naszej ekipy kończy wkrótce rok, więc w sobotę wybieramy się na niemal trzy tygodnie do Polski. Nie ukrywamy jednak, że to krótki pobyt w górach jest dla nas najbardziej ekscytujący. I to z kilku powodów.
Po pierwsze, noclegi rezerwowaliśmy z rocznym wyprzedzeniem (wybieramy się w Tatry Wysokie, do dwóch najpopularniejszych schronisk w tych górach). Po drugie, jeszcze kilka dni temu TPN był zalany, przez jakiś czas myśleliśmy, że trzeba będzie w ogóle porzucić nasze plany, ale póki co sytuacja się poprawia. Po trzecie, jedziemy w kilkuosobowym gronie i dla jednego członka zespołu to będzie debiut jeśli chodzi o spanie w schronisku i pobyt w górach dłuższy niż jeden dzień.
Jak organizujemy to logistycznie?
- Transport
Z Warszawy do Zakopanego jeździ kilka bezpośrednich pociągów, w tym jeden nocny i właśnie w ten celowaliśmy. Jednak już dzień po otwarciu sprzedaży biletów zostało jedno (JEDNO, nie dwa, a jedno) miejsce we wszystkich kuszetkach…
Nasza trasa wygląda więc następująco – poranny pociąg do Krakowa, stamtąd autobus do Zakopanego i stamtąd busik na parking w Palenicy. Z Warszawy wyjeżdżamy przed 6, żeby z Zakopanego wyrwać się jak najwcześniej. W sezonie droga dojazdowa do Palenicy bardzo się korkuje*, a teraz dodatkowo jej część jest zamknięta i obowiązuje objazd…
Drogę powrotną spędzimy już w bezpośrednim pociągu z Zakopanego, do którego dostaniemy się oczywiście busikiem. - Spanie i jedzenie
Śpimy w dwóch schroniskach – dwie noce w Morskim Oku oraz dwie noce w Dolinie Pięciu Stawów Polskich. Do tej pory wybieraliśmy Roztokę (którą serdecznie polecamy – nie bez powodu regularnie wygrywa plebiscyty na najlepsze górskie schronisko), ale w tym roku chcemy być bliżej zaplanowanych przez nas szlaków – na Rysy oraz na Orlą Perć. Zależało nam na skróceniu czasu dziennych wypraw ze względu na bobasa (który zostaje w schronisku z ciocią, a nie wytrzymuje bez mleka dłużej niż 9 godzin i nie pije z butelki).
Do tej pory na szlaku spędzaliśmy 10-14 godzin dziennie (14 to nasz absolutny rekord, zazwyczaj trzymaliśmy się bliżej 10).

Jedzenie zabieramy ze sobą. Co to będzie? Żywność liofilizowana (do dostania w sklepach podróżniczych, dużo droższa niż zupy w proszku, ale też smaczniejsza i bardziej kaloryczna – zazwyczaj jedno danie odpowiada ok. 10 zupkom chińskim), batoniki musli, kabanosy, wszystkie proszki w saszetkach (owsianki, zupy, sosy, kisiele, budynie, czekolady gorące), suszone owoce, chleb chrupki, ciastka bez czekolady (bo będzie pływać w wysokiej temperaturze), kawa, herbata, kuskus/makaron nitki (można ugotować bez gotowania – wystarczy zalać wrzącą wodą).
Specjalnie dla bobasa zabieramy obiady w saszetkach (w Polsce widziałam tylko w słoiczkach). Roczne dziecko oczywiście je już zwykłe jedzenie (o ile jest miękkie, np. naleśniki czy pierogi), ale wątpimy, że dostaniemy dla niego jedzenie bez soli i cukru. - Pakowanie
Zazwyczaj wystarczały nam dwa plecaki ok. 40-litrowe, tym razem musimy zmieścić rzeczy trzech osób w plecaku 60-litrowym, który będzie niosła jedna osoba. Drugiej przypada w udziale nosidło (prawie 3 kg) oraz dziecko (prawie 10 kg). Oszczędzamy na ubraniach (bo woda wszędzie jest i zabieramy szare mydło), kosmetyki oczywiście w małych pojemniczkach (banał), apteczka w wersji mini, jedyny towar luksusowy (polecamy serdecznie lekturę „Sztuki wędrowania z plecakiem i biwakowania w terenie”), który bierzemy ze sobą to aparat i obiektywy. No i pieluchy dla bobasa.
Po wyjeździe podsumujemy wszystkie koszty (a przed wyjazdem sprawdzimy wagę plecaka 😛 ) i podzielimy się zdjęciami. Mamy nadzieję na kadry podobne do tego poniżej:
* jeśli ktoś wybiera się swoim samochodem, to trzeba pamiętać, że miejsca na parkingu w Palenicy kończą się bardzo szybko, czasem już o 10 rano, więc trzeba śledzić komunikaty Tatrzańskiego Parku Narodowego (np. na Facebooku)
