Właściwie ten wyjazd można podsumować krótkim „to wszystko nie tak…”. Z puntu widzenia opieki nad dzieckiem wszystko poszło bezproblemowo. Do tej pory Zyzio był z nami w górach tylko raz, w Snowdonii. Są to góry o zupełnie innym charakterze niż Tatry, ale dla dziecka w nosidle nie ma to znaczenia. Pod ręką jedzenie, sprzęt do przewijania, odpowiednie ubrania i wszystko jest w porządku. Za to z naszych górskich podbojów wyszły nici. Pod spodem podsumowanie – oczekiwania kontra rzeczywistość:
| Przylatujemy do Warszawy w sobotę wieczorem, potem całą niedzielę spokojnie spędzamy na pakowaniu i odpoczynku. | Ryanair odwołuje nasz lot na dwie godziny przed planowanym terminem wylotu, najbliższy bezpośredni lot mamy w poniedziałek rano, musimy wydać na nowe bilety pięć razy więcej niż na poprzednie bilety i zostać w Londynie na dwie noce. Jesteśmy przygotowani na 30-stopniowe upały, a w angielskiej stolicy pada i jest ok. 18 stopni. | |
| W poniedziałek rano jedziemy całą ekipą do Zakopanego i spokojnie wchodzimy z Palenicy do Morskiego Oka na pierwszy nocleg. | Rano połowa ekipy (trzy osoby) jedzie do Zakopca. My przylatujemy do Warszawy z opóźnieniem, robimy pośpieszne zakupy, po czym się rozdzielamy. Marcin jedzie nocnym pociągiem (bez miejscówki) do Zakopanego. | |
| We wtorek Zyzio zostaje z ciocią w schronisku, a reszta idzie na Rysy i z powrotem. | Marcin spotyka się z resztą ekipy, w której jedna osoba po marszu na Szpiglasowy Wierch bardzo mocno obtarła sobie stopy i nie jest już w stanie dziś chodzić. Sprawni idą na Czarny Staw, a potem po mnie, Zyzia i moją siostrę (rano przyjechałyśmy pociągiem do Krakowa, potem autobusem do Zakopanego i busem do Polanicy, teraz wspinamy się do Morskiego Oka). | |
| W środę idziemy wszyscy przez Świstówkę do schroniska w Dolinie Pięciu Stawów Polskich na kolejny nocleg. | Kolega z obtartym stopami schodzi w japonkach po asfalcie do skrzyżowania z zielonym szlakiem (najłatwiejszy do Pięciu Stawów), a potem dochodzi do schroniska w za małych butach (wszystko w asyście jeszcze jednego kolegi). Reszta ekipy wybiera łagodniejszy, żółty szlak do schroniska. Ja od samego początku czuję się bardzo słabo, zamieniam nosidło na lekki plecak przyjaciółki. Tuż przed Szpiglasową Przełęczą dopada nas burza z piorunami, więc w popłochu robimy odwrót. Ja czuję się coraz gorzej, więc moja siostra, przyjaciółka i bobas schodzą pierwsi do Morskiego Oka, ja docieram z Marcinem około 20 minut później. Nasza przyjaciółka decyduje się na wejście niebieskim (krótkim i stromym) szlakiem do schroniska, a ja, Marcin, moja siostra i Zyzio zjeżdżamy do Zakopanego i tam znajdujemy nocleg na dwie pozostałe noce. | |
| W czwartek Zyzio zostaje z ciocią w schronisku, a reszta ekipy idzie na Orlą Perć. | Połowa ekipy schodzi rano z Doliny Pięciu Stawów i zjeżdża do Zakopanego (na popołudnie zapowiadają deszcze). Spotykamy się na wspólne śniadanie, chłopcy wracają do Poznania, Marcin i nasza przyjaciółka idą na Halę Gąsienicową (skąd mają piękny widok na Orlą w pełnym słońcu), a ja, Kinga i Zyzio spędzamy trochę czasu w Muzeum Tatrzańskim i spacerując po mieście. | |
| W piątek schodzimy do Palenicy, jedziemy do Zakopanego i stamtąd do swoich domów. | Nasza trójka wraz z moją siostrą spędza ostatnie godziny z mieście, idziemy do Galerii Sztuki XX wieku w Willi Oksza, po obiedzie spotykamy się z naszą przyjaciółką, która w ostatniej chwili decyduje się na powrót do Warszawy naszym pociągiem. |
Jak widać, nasze plany zostały mocno zweryfikowane przez rzeczywistość. Informacje praktyczne:
- nasz plecak trzyosobowy (czy właściwie dwuipółosobowy) na starcie ważył ok. 17 kg, nosidło z Zyziem ok. 14 kg (nosidło, dziecko plus bardzo mały bagaż podręczny), plecak mojej siostry ok. 10 kg
- w (nowym) schronisku w Morskim Oku dostaliśmy pokój numer 9 – jedyny z balkonem z widokiem na jezioro – gorąco polecamy! Na piętrze jest tylko jeden prysznic i dwie toalety, ale wystarcza to w zupełności, bo tutaj nie nocują „glebowicze”, jest dużo luźniej; płatność tylko gotówką, ale na terenie schroniska jest bankomat (!)
- w Pięciu Stawach oczywiście tłumy, naszej ekipie bez problemu dokwaterowano innych turystów, a poza pokojami (oraz poza budynkiem – na werandzie) niemal cała wolna przestrzeń na podłodze jest zajęta przez tych, którzy nie załapali się na łóżko; pamiętać trzeba o problemach z komunikacją (problemy z zasięgiem telefonii komórkowej oraz z internetem)
- z poprzednich wyjazdów mamy bardzo pozytywne wrażenia ze Schroniska w Dolinie Roztoki, jego jedynym minusem jest niższe położenie niż te w Morskim Oku oraz w Dolinie Pięciu Stawów Polskich, co sprawia, że do każdego marszu na szczyty trzeba dodać około trzy godziny
Jedna uwaga do wpisu “Polska. Tatry z rocznym dzieckiem”