Warsztaty już się skończyły (chlip!), ale oznacza to, że teraz ja również mam czas na zwiedzanie uroczego miasta, jakim jest Innsbruck. Muszę wspomnieć tylko, że technicznie rzecz biorąc, w Innsbrucku już byliśmy. A przynajmniej przejeżdżaliśmy – ponad dwa lata temu, w drodze do Włoch. Pamiętam, że spodobało mi się to miasto i cały region (chyba nikomu nie trzeba reklamować Alp i Tyrolu); widoki były niesamowite i pomyślałam, że chciałabym jeszcze tu wrócić. No więc – udało się.
Wieczorem, już w komplecie, wybraliśmy się na Stare Miasto na jarmark bożonarodzeniowy, który w Austrii nazywa się Christkindlmarkt (my znaliśmy tylko niemiecką nazwę – Weihnachtsmarkt). Po kilku minutach poszukiwań udało nam się znaleźć ciepłe napoje niebędące grzanym winem. Bardzo spodobała nam się kwestia kubków – te, w których serwuje się grzańca są zwykłymi ceramicznymi kubkami z logiem tegorocznego jarmarku. Kaucja wynosi 3€, więc można ten kubek wypożyczyć albo zabrać na pamiątkę. Jednak na pewno zmniejsza to ilość śmieci po takim wydarzeniu.
Sobotę spędziliśmy dość nieoczekiwanie (naprawdę!) w górach. Akurat na ten dzień prognozowano opady deszczu, ale z niewiadomych przyczyn pogoda dopisała, więc wybraliśmy się na lekki spacer. Tak się składa, że mamy znajomego Austriaka-Polaka, który wychował się w Tyrolu i świetnie zna okoliczne szlaki. Dla nas wybrał lekkie podejście ze stacji kolejki (wjazd na polecany przez wszystkich Nordkette kosztuje ponad 30€ za osobę, więc sobie odpuściliśmy) do schroniska Arzler Alm (1067 metrów).
Wieczór zakończyliśmy kolacją w Tribehaus, który okazał się bardzo klimatycznym lokalem przyjaznym rodzinom z dziećmi (mają nawet rowerki biegowe, z których mogą korzystać mali klienci). Jedzenie niczego sobie, atmosfera świetna – zdecydowanie polecamy.
Cały wyjazd, jak to zwykle bywa, pozostawił uczucie niedosytu i już myślimy o tym, kiedy wrócić w Alpy i obserwować świat z ciekawszej perspektywy…
Koszty (w €)
- zakupy spożywcze i pieluchy: 42,98
- jedzenie na mieście: 72,2
- pocztówki/pamiątki/znaczki: 16,19
- bilet miejski 24-godzinny: 5,6
Łącznie: 136,77
BONUS: „Marcin znów zgubił telefon”
W niedzielę został nam tylko powrót do Swansea, ale Marcin dostarczył nam emocji, gubiąc telefon na lotnisku w Monachium. Wieczorem skontaktował się z biurem rzeczy znalezionych i okazało się, że telefon się odnalazł. Nie polecamy jednak gubić niczego na monachijskim lotnisku – opłata za obiór zguby wynosi 18€. Do tego trzeba dodać koszty przesyłki. I znać kogoś, kto mieszka w Niemczech – dostępna jest jedynie wysyłka krajowa.
PS. Jeśli zdarzy się taki rok, w którym Marcin nie zgubi telefonu, to urządzimy jakąś imprezę z tej okazji. 🙂