Anglia. Londyn (2)

Niespodziewanie udało się nam wybrać na weekend do Londynu jeszcze w grudniu.

A wszystko dzięki koledze, który przyjechał do Wielkiej Brytanii na delegację i zdecydował się zostać w kraju o dwa dni dłużej. Oczywiście nie trzeba nas było długo namawiać na spotkanie w Londynie. 😉

Pierwszy dzień poświęciliśmy na spacer w okolicach najbardziej znanych atrakcji turystycznych (np. zakrytego rusztowaniami Big Bena oraz mostu westminsterskiego, który jest niemożliwie wręcz zatłoczony). Nic nowego, wszystkie te miejsca widzieliśmy w maju, ale tym razem, ze względu na pogodę, zrobiliśmy postój w Tate Modern.

Tate to cała sieć galerii sztuki, ale Modern jest chyba najciekawszą jej przedstawicielką, a tym, co ją wyróżnia jest lokalizacja. Nie dość, że na południowym brzegu Tamizy, w sąsiedztwie szekspirowskiego teatru Globe, to jeszcze w niesamowitym budynku. Budynku elektrowni z lat 40-60 ubiegłego wieku.

Po wejściu do Tate Modern ogromne wrażenie robi wysoka na 7 pięter Hala Turbin. Po obu jej stronach znajdują się budynki z ekspozycjami. Od północy stoi niższy i starszy; tymczasowo nosi imię Natalie Bell, lokalnej aktywistki i wolontariuszki. Od południa, dobudowany parę lat temu 10-piętrowy budynek noszący imię Blavatnik, po urodzonym w USRR bilionerze Leonardzie Bławatniku. Na szczycie tego, wyróżnionego już kilkoma nagrodami architektonicznymi, budynku znajduje się taras widokowy.

Jako że wejście do Tate Modern jest darmowe, a jego lokalizacja gwarantuje niesamowite widoki na ścisłe centrum miasta, to właśnie taras cieszy się chyba największym zainteresowaniem większości zwiedzających. Z tego też powodu jest, po pierwsze, bardzo zatłoczony, a po drugie, trzeba trochę postać w kolejce do windy na 10. piętro. Albo zafundować sobie trening cardio. 🙂

Po wyjściu z Tate kontynuowaliśmy spacer po drugiej stronie Tamizy. Zahaczyliśmy o City – najstarszą część miasta na terenie starożytnej rzymskiej osady, z siedzibą Banku Angielskiego oraz Guildhall, czyli siedzibą gildii. UWAGA! W tej dzielnicy prawie nikt nie mieszka i praktycznie wszystkie jadłodajnie są w weekendy zamknięte. Żeby zjeść obiad musieliśmy wrócić na Southwark (czyli południowy brzeg); zresztą i tak chcieliśmy zobaczyć jarmark w tej dzielnicy.

Niedzielny poranek poświęciliśmy na spacer do Shoreditch – w niedzielę na słynnej Brick Lane odbywa się pchli targ. Nie wiemy, czy to z powodu pogody czy pory dnia, ale stoisk było raczej mało i wróciliśmy nieco zawiedzieni (szczególnie Marcin, który polował na sprzęt fotograficzny).

Tak czy inaczej, główną motywacją naszego przyjazdu (oprócz wizyty kolegi) była chęć zobaczenia Londynu przedświątecznego. Nastrojowe oświetlenie na głównych ulicach i na południowym brzegu Tamizy oraz piękne okna wystawowe zdecydowanie budują świąteczną atmosferę. Na tym się nie zwiedliśmy.

Podsumowanie kosztów (w funtach):

  • dojazd (pociąg plus autobus): 114
  • nocleg: 177
  • jedzenie na mieście: 52.43
  • zakupy spożywcze: 32.11
  • bilety miejskie: 19.2

Łącznie 395 funtów na dwie (dwie i pół) osoby na dwie noce i dwa dni.

Dodaj komentarz