Będzie krótko. Same konkrety. Co zrobiliśmy w tym roku?
Kiedy przeglądamy spis albumów ze zdjęciami ciężko nam uwierzyć, że to wszystko zdarzyło się w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Czas leci całkiem szybko, niektóre krótsze wypady wylatują nam z głowy, a potem przypominamy sobie o nich i nie możemy uwierzyć, że to wszystko było tak niedawno:
- Dublin – dołączyła tam do nas przyjaciółka (Aldo, pozdrawiamy!) z Warszawy i odkryliśmy to miasto dla siebie od najlepszej strony; jestem przekonana, że jeszcze tam wrócę
- Wiedeń – tutaj dołączyli do nas przyjaciele z Wrocławia (Ewa i Sławek, mua!), widzieliśmy przede wszystkim to majestatyczne oblicze austriackiej stolicy, ale czuję, że to miasto ma dużo więcej do zaoferowania
- Snowdonia – póki co to chyba nasze ulubione miejsce w Wielkiej Brytanii, niesamowite widoki za ceną niezbyt wymagającego trekkingu
- Londyn – najpierw majówka (Adrian, ściskamy!) z naszym przyjacielem z Warszawy, potem przymusowa wizyta w oczekiwaniu na samolot, w grudniu krótki wypad i spotkanie z jeszcze innym kolegą (to ty, Przemo); stolica jak zawsze tętniąca życiem i oferująca niezliczone atrakcje
- Grecja – nieco leniwe i plażowe Patras oraz zatłoczone Ateny; sporo narzekaliśmy na utrudnienia w transporcie (głównie ja), ale chcemy wrócić (znów – głównie ja)
- Lancaster – urzekające miasto u stóp angielskiej Krainy Jezior; chociaż dojazd tam i z powrotem był bardzo uciążliwy, to było warto
- Tatry – cały plan koncertowo się rozjechał najpierw przez odwołanie naszego lotu, a potem przez moje zatrucie pokarmowe, ale udało nam się nieco nacieszyć widokami i pobyć z naszą ekipą (Kinga, Aldo, Vitalij – na was zawsze można liczyć)
- Brecon Beacons – kolejna górska kraina w Walii, nieco bardziej zatłoczona niż Snowdonia, niemniej jednak warta uwagi
- Innsbruck – czyli znów Austria, znów w zimnym miesiącu, ale tym razem w zupełnie innej, alpejskiej atmosferze
Oczywiście w międzyczasie przebywaliśmy też w Polsce i w naszej ukochanej Warszawie, eksplorowaliśmy też Swansea i okolice. Trzy nowe kraje i kolejne wyjazdy do miejsc nieco mniej lub bardziej już znanych – to nasz tegoroczny bilans.
Teraz czas na truizm – cały ten rok spędziliśmy podróżując z małym człowiekiem i, mimo że podołaliśmy i czujemy ogromną satysfakcję, mamy już trochę dość. Z niecierpliwością czekamy na powrót do wyjazdów we dwójkę oraz solo, a wszystko wskazuje na to, że właśnie nadchodzący rok takie podróże przyniesie. Więc jeśli chcecie nam życzyć czegoś miłego na 2019, to właśnie tego – odpoczynku od dziecka. 😉
Za to my Wam życzymy spełnienia marzeń (ale nie wszystkich od razu, bo co zostanie na kolejne lata?!) i wielu zachwytów niezwykłymi miejscami i – jak najczęściej – codziennością.