Lombardia. Mediolan. Dzień 1.

Czas na stolicę mody, biznesu, no i Lombardii. 😉

W Mediolanie (i przy okazji w Cremie) byliśmy już 4 lata temu, ale przez niecały dzień. Tym razem zaplanowaliśmy tutaj kilka dni, choć prognoza pogody wskazuje na to, że jednak większość z nich spędzimy w muzealnych wnętrzach.

O 8 odjechaliśmy z Bergamo bezpośrednim pociągiem (tych pociągów jest sporo, jeżdżą prawie dwa razy na godzinę) i tuż przed 9 byliśmy na stacji Milano Centrale. Nie zatrzymaliśmy się tam na długo, ale jeśli macie chwilę, to możecie zwrócić uwagę na wieżowiec Pirelli, który znajduje się bardzo blisko stacji:

My tym razem nie zatrzymywaliśmy się na podziwianie tego skarbu modernizmu i prosto z dworca pojechaliśmy do dzielnicy Naviglio. Naszym celem była Fiera di Sinigaglia, czyli pchli targ, który odbywa się tutaj co sobotę. Dotarliśmy tam około 10 i ze zdziwieniem odkryliśmy, że większość wystawców dopiero układa swoje rzeczy na stołach. Nie wiem, czy to kwestia deszczu, który padał w Mediolanie rano (jeszcze delikatnie kropiło, kiedy zaczynaliśmy spacer), czy po prostu stereotypowy włoski sposób życia, ale spodziewaliśmy się o tej porze większej ilości towarów.

To co rzuciło nam się w oczy, to… porządek. Praktycznie każde stoisko w czymś się specjalizowało – okulary, ubrania męski, akcesoria paramilitarne, biżuteria, elektronika (w dodatku nie wszystkie stoiska oferowały towary używane, widzieliśmy dużo towarów nowych, za to ręcznie robionych). Natknęliśmy się tylko na kilka stoisk typu mydło i powidło. Ja skupiłam się na sekcjach z ubraniami i, chociaż nic dla siebie nie wybrałam, byłam pozytywnie zaskoczona dobrą jakością ubrań – sporo produkcji włoskiej, dobre składy – sporo wełny, lnu, wiskozy, ładne kroje. Widzieliśmy genialne fotele skórzane i umywalkę z kamienia, ale biorąc pod uwagę to, że do naszego bagażu z trudem wcisnęłabym dodatkową koszulkę, musieliśmy zrezygnować z takich rarytasów.

Jeśli ktoś ma ochotę na więcej przykładów, polecamy obejrzeć wideo spacer po tym targu.

Po targu wybraliśmy się na nieśpieszny spacer tropem trzech świątyń: romańskiej Basilica di Sant’Eustorgio, wczesnochrześcijańskiej Basilica San Lorenzo Maggiore i wreszcie XIII-wiecznego Santuario di San Bernardino alle Ossa. Pech chciał, że w pierwszym kościele akurat zaczynał się ślub, a w tym ostatnim trwał jakiś festiwal, więc mogliśmy wejść do środka tylko w bazylice San Lorenzo Maggiore. Pochodzi ona z IV wieku i, mimo pewnych zmian, wygląda w środku dość surowo jak na taką świątynię (tj. nie została wypełniona barokowym czy rokokowym wnętrzem). Nie ma tam też tłumu turystów, co, jak dla mnie, sprawia, że jest bardziej atrakcyjna.

Po drodze minęliśmy Torre Velasca czyli bardzo charakterystyczny wieżowiec z lat 50-tych ubiegłego wieku. Na koniec zostawiliśmy odpoczynek w renesansowych Giardini della Guastalla oraz kawę w Rotonda della Besana, a właściwie w MUBA (Museo dei Bambini Milano, miejsce do zabawy i odkrywania świata przez najmłodszych). Serdecznie polecamy te dwa ostatnie miejsca, szczególnie jeśli podróżujecie z dziećmi. Ale nie tylko. Zarówno ogrody, jak i rotunda to świetne miejsca na odpoczynek od zgiełku miasta.

Po tym przydługim spacerze zameldowaliśmy się (nie bez problemów i z opóźnieniem) w mieszkaniu i wreszcie wybieramy się na drzemkę przed nocną częścią dzisiejszego, a właściwie już jutrzejszego programu dnia. 🙂

Dodaj komentarz