Poniedziałek, a jeśli poniedziałek, to… wszystkie muzea są zamknięte.
No, prawie wszystkie. W poniedziałki otwarte jest na przykład Mudec, czyli Museo delle Culture di Milano pełne artefaktów dokumentujących przyłączenie Mediolanu do Hiszpanii w XVI wieku, towarów eksportowanych do Mediolanu z Chin w XV-XVIII wieku czy przedmiotów związanych z kolonializmem w Afryce. Niestety, na miejscu dowiedzieliśmy się, że akurat dziś otwarte są jedynie wystawy czasowe, więc zrezygnowaliśmy z wizyty.
Zamiast tego wybraliśmy się na nieśpieszny spacer mniej więcej z kierunku mieszkania, w którym się zatrzymaliśmy. Traf chciał, że przechodziliśmy obok Museo Nazionale della Scienza e della Tecnologia, które akurat 1. maja jest otwarte. Wcześniej rozważaliśmy to miejsce, ale stwierdziliśmy, że niekoniecznie zobaczymy tutaj coś nowego dla nas. Teraz, kiedy byliśmy już pod samymi drzwiami, zdecydowaliśmy się jednak wejść i okazało się, że był to świetny pomysł.
Całe muzeum to tak naprawdę trzy budynki i przestrzeń na świeżym powietrzu (na planie muzeum są jeszcze stajnie, które chyba dziś były zamknięte, oraz budynek Olona, w którym znajduje się po prostu sklep z pamiątkami). Budynek główny to trzy poziomy wypełnione artefaktami pokazującymi rozwój techniki od przemysłu stalowego po fizykę kwantową. Jednak to nie silniki czy piece są najciekawsze, ale krótkie animacje, które doskonale pokazują sposób działania niektórych maszyn. Tego typu atrakcji powinno być znacznie więcej w każdym muzeum tego typu. Główny budynek mieści też galerię Leonardo da Vinci, w której pokazanych jest masa maszyn i urządzeń zbudowanych według rysunków samego Leonardo. Jest to miejsce obowiązkowe dla każdego wielbiciela tego pana.
Z budynku głównego płynnie przechodzi się do budynku kolejowego, w którym można obejrzeć kilka zabytkowych lokomotyw. Dookoła, już na świeżym powietrzu, znajduje się łódź podwodna (akurat dziś wejście do niej było zamknięte), samolot odrzutowy marki Fiat (tak, tak!) oraz rakieta Vega. Na samym końcu czeka budynek wody i powietrza, czyli hala z samolotami (od pierwszych modeli po zupełnie współczesne) oraz statkami, m.in. ostatnim włoskim transatlantykiem (a właściwie jego częścią).
Całe muzeum jest świetnie oznakowane, oprócz zwykłej trasy oznaczone są skróty. Wszystkie informacje są dostępne zarówno po włosku, jak i po angielsku. No i oczywiście nie brakuje tam aktywności dla dzieci. Szczerze mówiąc, byliśmy bardzo pozytywnie zaskoczeni różnorodnością i sposobem ekspozycji w muzeum nauki i techniki; cieszę się, że jednak zdecydowaliśmy się na wizytę.
Po drodze do mieszkania weszliśmy jeszcze do jednego z najbardziej znanych zabytków Mediolanu. Basilica di Sant’Ambrogio, bo o niej mowa, to zbudowana w IV wieku świątynia, ewoluowała przez lata i obecnie wygląda po prostu niesamowicie. Oczywiście największe wrażenie robi dziedziniec z kolumnami, ale koniecznie trzeba zobaczyć ją z każdej strony – w każdym zakątku kryje się ciekawa historia.


