To już! Ostatniego dnia po prostu poszliśmy na pocztę wysłać pocztówki, a potem pojechaliśmy na lotnisko. Teraz czas na podsumowanie wycieczki. 😉
Transport
- lot: 1781 zł (445,25 za osobę w jedną stronę)
Za lot w obie strony dla dwóch osób zapłaciliśmy w lutym (czyli z dwumiesięcznym wyprzedzeniem) 1781 zł . Do wyszukania lotów użyliśmy standardowo Skyscannera, wybraliśmy opcję okołomajówkową z najniższą ceną – u nas były to daty 28.04 – 2.05, w dodatku w korzystnych godzinach, bo lot do Bergamo był rano, a powrotny po południu. Żeby otrzymać taką cenę wybraliśmy bilety od dwóch różnych przewoźników (Ryanair, Wizzair) sprzedawane przez pośrednika. Zdecydowaliśmy się również na najmniejszy bagaż podręczny (40x30x20 cm, dość ekstremalnie, nawet jak na nas, ale udało się zabrać wszystko).
Jak z naszej perspektywy wyglądała współpraca z pośrednikiem (internetowym, oczywiście)? Całkiem w porządku. Płatność przeszła bez problemu, od razu dostaliśmy fakturę oraz potwierdzenie rezerwacji, a na nim kody rezerwacji u przewoźników. Po starcie odprawy dostaliśmy karty pokładowe mailem. Jedyny problem z pośrednikiem jest taki, że w razie odwołania lotu przez przewoźnika macie praktycznie zerowe szanse na zwrot kosztów biletu. - pociąg: 11,6 € (około 27 zł za osobę)
Z Bergamo do Mediolanu jechaliśmy pociągiem Trenord czyli przewoźnika obsługującego Lombardię. Był to pociąg regionalny, w dzień roboczy rano prawie w 100% zapełniony. Jak wszystkie włoskie pociągi, którymi do tej pory jechałam, był brudny, a siedzenia wyglądały na bardzo zmęczone życiem, ale za to trafił nam się model dwupiętrowy, więc z radością usiadłam na piętrze przy (straszliwie brudnym) oknie (które nieco oczyścił padający deszcz). - komunikacja miejska: 22,8 €
W Bergamo skorzystaliśmy z autobusu raz, żeby dostać się z lotniska do centrum, za to w Mediolanie jeździliśmy metrem, autobusem i tramwajem. To, co od razu zauważyliśmy, to duża różnorodność taboru. Nie brakuje nowoczesnych, niskopodłogowych składów z klimatyzacją, ale po kursuje też (na linii nr 1) tramwaj z lat 20. ubiegłego wieku – bardzo charakterystyczny, żółty z drewnianymi drzwiami i ławkami. Prawdziwy rarytas w cenie zwykłego biletu miejskiego. - transfer z Mediolanu na lotnisko w Bergamo: 20 € (około 46 zł za osobę)
Tutaj skorzystaliśmy z bezpośredniego autobusu spod centralnego dworca kolejowego. Autobusy Autostradale odjeżdżają w środku dnia co pół godziny i w niecałą godzinę dowożą pasażerów pod drzwi lotniska.
Nocleg
- Bergamo (1 noc): 434 zł za mieszkanie bardzo blisko dworca kolejowego.
- Mediolan (3 noce): 1477 zł za mieszkanie w zasięgu 20-minutowego spaceru od samego centrum, czyli Duomo.
Obie opcje nie były najtańszymi dostępnymi w tych miastach, ale były raczej poniżej średniej jeśli chodzi o cenę, a wciąż umożliwiały poruszanie się po mieście głównie na piechotę.
Jedzenie
Tym razem podzielę te wydatki na trzy kategorie:
- posiłki: 40,34 €
Wliczam tutaj zakupy w sklepie spożywczym, jeden obiad, który faktycznie zjedliśmy w bistro oraz przede wszystkim paczki z aplikacji toogoodtogo. Używamy jej często w Warszawie, postanowiliśmy spróbować też w Bergamo i Mediolanie. Ogólnie rzecz biorąc, jeśli chcecie się najeść za małą kasę, to wybierzcie miejsca z dobrymi ocenami (zdecydowanie powyżej 4,0). Nam trafiły się 3 paczki z miejscówek, które serwują pizzę na kawałki i za każdym razem było to pięć dużych kawałków (czyli ok. kilogram pizzy) za 5 euro. Zbilansowanej diety raczej nie utrzymacie, ale jeśli podróżujecie budżetowo, to paczki niespodzianki z aplikacji są waszym najlepszym sprzymierzeńcem. - kawiarnie: 124,10 €
Do tej kategorii zaliczam wszystkie wizyty w lodziarniach (sztuk dwie) i w kawiarniach (duuuużo więcej), podczas których oczywiście zamawialiśmy przede wszystkim kawę, ale do tego czasem kanapkę, naleśniki lub brioche (jak się okazuje, cornetto funkcjonuje bardziej w centralnych Włoszech, na północy jest brioche, a jeśli widzicie w menu croissanta, to wiedzcie, że to miejscówka dla turystów 😉 ).
Jeśli prosicie o caffe americano (czyli zwykłą czarną kawę), nie zdziwcie się, że dostaniecie espresso w filiżance do cappucino i wodę w dzbanuszku. Ta kawa wciąż będzie mocna, więc jeśli chcecie czegoś słabszego, to albo znajdźcie sieciówkę (trudne zadanie, może się udać w okolicy dworca czy lotniska), albo poproście o kubek zamiast filiżanki. - drinki: 37 €
To były tak naprawdę drinki i solidna porcja nachosów. Mam wrażenie, że ceny koktajli w knajpach są podobne do tych w Polsce. W żadnej knajpce nie znaleźliśmy menu papierowego, wszędzie są za to kody QR, które odsyłają klientów do menu.
A propos picia – w całym Bergamo i Mediolanie dostępne są miejskie źródełka. Korzystają z nich wszyscy miejscowi, kiedy byliśmy w Rzymie, nasz host również polecał te źródła wody jako sprawdzone i pewne. Mimo że na pierwszy rzut oka wyglądają jak zwykłe kraniki, z których najłatwiej jest napełnić butelkę, to lokalsi korzystali z nich nieco inaczej – zatykali dolną dziurkę, żeby woda wytrysnęła z góry, prosto do ust.



Inne
66,50 € to łączna kwota, którą wydaliśmy na wszelkiego rodzaju muzea oraz znaczki i pocztówki (tym razem tylko kilka). W Bergamo i Mediolanie jest mnóstwo miejsc z darmowym wstępem, a jeśli pogoda dopisuje – warto po prostu spędzić czas na spacerowaniu i chłonięciu atmosfery. W Mediolanie (w Bergamo zresztą też) są kawałki miasta, które są absolutnie zabite turystami, ale większość to spokojne uliczki z piękną architekturą i mnóstwem zieleni. Na pewno słyszeliście o mediolańskim Bosco Verticale – owszem, jest to imponujący projekt, ale dużo, naprawdę dużo budynków w Mediolanie jest genialnie zazieleniona, zarówno bluszczem pnącym się po ścianach, jak i roślinami na balkonach i tarasach. Co ciekawe, w ogromnej większości są to rośliny zielone, kwiaty pojawiają się względnie rzadko i raczej kolorystycznym akcentem, nie atakują całą tęczą barw. Całość wygląda bardzo lekko i elegancko.
Ogółem wydaliśmy ok. 5105 zł, czyli 510,50 zł za osobodobę. Myślę, że spokojnie można zorganizować taki wyjazd taniej, choć supertanie bilety są już raczej rzadkością, nie mówiąc o zmniejszającym się bagażu podręcznym (spoko opcja na weekend, ale na 5 dni było już nieco ekstremalnie). My nieustannie polecamy Włochy – za niesamowitą architekturę atakującą co kilka kroków (właściwie cały jej przekrój, od starożytności do współczesności) oraz za bycie najlepszym krajem do nauki miejscowego języka (Włosi są uroczy pod tym względem, kontynuują rozmowę po włosku, dopóki nie powiesz im wprost, że musisz przejść na angielski). Na pewno jeszcze tu wrócimy, choć mam nadzieję, że do któregoś z regionów, których jeszcze nie znamy.