Szkocja. Skye Trail 2: Flodigarry to The Storr

We wtorek ruszyliśmy na drugi etap Skye Trail. Tym razem czekało nas większe niż poprzedniego dnia wyzwanie, bo 28 kilometrów i 1780 m podejść. Mieliśmy ambicje wyjść wcześnie, ale w końcu 2 godziny zajęło nam zbieranie całego obozowiska i dopiero o 8 zaczęliśmy marsz w stronę parkingu przy wejściu na szlak prowadzący do Quiraing.

Ten fragment, z parkingu we Flodigarry do parkingu w okolicy Sartail, to bez wątpienia najpiękniejszy kawałek tego etapu, jeśli nie całego Skye. Jeśli dodać do tego niezłą pogodę (nie lało) i prawie całkowity brak ludzi (z wyjątkiem kawałka przed drugim parkingiem), to trzeba uznać, że mieliśmy szczęście doświadczyć tego miejsca w niemal idealny sposób. To jest o miejsce, w którym w głowie będzie wam grać muzyka z „Władcy pierścieni”, przysięgam.

Za parkingiem czekało nas kilka ładnych godzin marszu wzdłuż urwisk na wzgórzach Trotternish. Jeśli tylko nie przepływa przez nie chmura, to widoki robią wrażenie. Cała trasa to właściwie (zanikająca momentami) ścieżka przez podmokłe pastwiska. Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się aż takiego stopnia rozmięknięcia, ale nie jest to bieszczadzkie błoto, więc nie jest najgorzej. Po drodze minęliśmy kilka osób, ale kiedy dotarliśmy do przełęczy między Flasvein a Creag a’ Lain (17 km), stwierdziliśmy, że pora na dłuższą przerwę. Byliśmy już zmęczeni ciągłymi podejściami, a do tego znaleźliśmy stary mur otaczający pastwisko. Kupa kamieni (szczególnie ułożona przez kogoś innego) stanowiła idealną osłonę namiotu przed wiatrem. Jednocześnie, to właśnie dzięki wiatrowi spaliśmy w suchym namiocie (który rano zwijaliśmy mokry po deszczu).

Trzeci dzień rozpoczęliśmy od pięknego wschodu słońca nad wzgórzami Trotternish. Poranne mgły unosiły się już i przepływały przez przełęcz. Wszystko pokryte było rosą, ale chcieliśmy wyjść ok. 8, więc po śniadaniu i pakowaniu zwinęliśmy znów mokry namiot. Pierwsze podejście na wzgórze od razu uświadomiło nam, że to będzie ciepły dzień. Po mgłach prawie nie było śladu, a słońce zaczynało prażyć, więc zrobiliśmy przerwę na zdjęcie zbędnych warstw (ja nawet zmieniłam spodnie na krótkie). Nie muszę chyba dodawać, że widoczność była doskonała w każdym kierunku. To były widoki, po które przyjechaliśmy na Skye.

Aż do przełęczy pod Storr szliśmy względnie sami (minęliśmy jedno obozowisko na sąsiedniej przełęczy oraz parę idącą w przeciwnym kierunku). Od szczytu w dół cały czas towarzyszyli nam ludzie, a od skały Old Man of Storr już cały tłum. Jest to popularny kierunek krótkich wycieczek, więc o godzinie 13 nie można się było spodziewać niczego innego.

Dotarliśmy do parkingu przy drodze u dołu, skorzystaliśmy z toalety (również po to, żeby uzupełnić wodę), skusiliśmy się nawet na kawę i lody z budki w pobliżu parkingu. Warto w tym miejscu zauważyć, że etap, który według przewodnika zajmuje od 8 do 10 godzin, nam zajął 12. Jeśli tylko zaopatrzycie się w zapas wody (albo macie dobry filtr i poszukacie strumienia), zdecydowanie powinniście rozważyć rozbicie tego odcinka na dwa dni (o ile nie przeszkadzają wam owce, które mogą was nawiedzić w nocy).

Po postoju zdecydowaliśmy się rozpocząć etap trzeci i ruszyliśmy w stronę Portree, najpierw drogą wiodącą do tamy, a potem wzgórzami wzdłuż wybrzeża. Po 3 kilometrach rozbiliśmy obozowisko na noc. Skorzystaliśmy ze słońca i wysuszyliśmy mokre ubrania oraz namiot, do którego dość szybko się schowałam – okazało się, że podczas marszu doszczętnie spaliłam nogi, a poza tym wiatr znad morza był dla mnie za chłodny, kiedy już nie szłam pod górę z kilkunastokilogramowym plecakiem.

A teraz kwestia midży! Okazuje się, że… mam na nie jakąś wrodzoną odporność. Ugryzło mnie dosłownie kilka i niespecjalnie mi dokuczały. Za to Marcin dookoła namiotu chodził w długim rękawie, rękawiczkach oraz w siatce na głowie. Jak widać na załączonym zdjęciu i tak go dorwały. Podobnie jak kleszcze – poprzedni wieczór spędziłam na wyrywaniu z Marcina prawie dziesięciu sztuk. U mnie nie było żadnego. Szkoda że polskie komary nie pałają do mnie taką niechęcią…

Dodaj komentarz