Ostatni weekend stycznia mieliśmy zarezerwowany na wyjazd rodzinny, ale do ostatniej chwili nie byliśmy pewni kierunku naszej podróży. Ze względu na pogodę zrezygnowaliśmy z gór i wybraliśmy ostatecznie Łódź.
Trzeba jednak przyznać, że właśnie ta kiepska pogoda w Łodzi skutecznie powstrzymała nas od eksploracji miasta i sprawiła, że skupiliśmy się wyłącznie na atrakcjach pod dachem.
W sobotę wybraliśmy się do ZOO, żeby zwiedzić słynne już Orientarium, czyli pawilon prezentujący zwierzęta Azji Południowo-Wschodniej. Internet ostrzega przez kolejkami do kas (nawet do 30 minut), ale my nie czekaliśmy w ogóle. Zgaduję się, że deszcz ze śniegiem i niska temperatura skutecznie odstraszyły wielu potencjalnych zwiedzających od wyjścia z domu.
Na odwiedzających już na samym początku czekają słonie i największa atrakcja Orientarium – karmienie i kąpiel tych zwierząt. Co istotne, to wydarzenie można podziwiać z poziomu basenu z ogromną szybą, z poziomu wybiegu oraz z pomostu widokowego na piętrze. Dalej przechodzimy obok tapira, wyderek orientalnych (nasi chłopcy zakochali się w tych zwierzętach) oraz makaków, a następnie do podwodnego tunelu, z którego możemy podziwiać gatunki oceaniczne. Trzeba przyznać, że w tym miejscu największą atrakcją okazał się… nurek, czyszczący szybę od strony wody. Ale rekiny i inne wodne stworzenia też wzbudzały zainteresowanie. Kolejnym punktem na mapie jest siedlisko krokodyli gawialowych, które można podziwiać również z poziomu dna ich zbiornika wodnego (jeden z osobników jest ogromny, a oglądany przez wodę robi piorunujące wrażenie). Dalej orangutany, niedźwiedzie malajskie czy binturongi.
Pawilon jest zaplanowany tak, żeby dało się w nim zrobić zgrabną pętlę dołem oraz górą. Przejście całości w spokojnym tempie zajęło nam dwie godziny. Dodatkową atrakcją dla chłopców było zbieranie pieczątek na specjalnej mapie (po uzbieraniu wszystkich dostali legitymacje odkrywców), ale oczywiście obserwacja zwierząt, szczególnie tych znajdujących się blisko szyby było najciekawsze.




Jak wrażenia po wizycie? Szczerze mówiąc – czegoś mi tu zabrakło. Bardziej podobało mi się we wrocławskim Afrykarium i, choć tamten obiekt z założenia jest oceanarium i prezentuje florę i faunę innego regionu Ziemi, to uważam, że porównywanie obu (Afrykarium i Orientarium) jest uzasadnione. Choćby dlatego, że oba zostały zaprojektowane przez to samo biuro i mają podobne kluczowe atrakcje (tunel podwodny oraz kąpiące się duże zwierzęta, które można obserwować przez szybę basenu). Jeśli chodzi o różnice, to na pewno jest ich sporo, choćby powierzchnia użytkowa (33 tys. metrów w Orientarium vs. 16,5 tys. w Afrykarium) czy pojemność zbiorników wodnych (3 mln litrów w Orientarium vs. 13,6 mln litrów w Afrykarium). Myślę, że to, co zrobiło na mnie największe wrażenie we wrocławskim pawilonie, to ilość zieleni, a w szczególności strefa dżungli nad rzeką Kongo. Choć w Łodzi również znajduje się odpowiednik tego miejsca – część prezentująca faunę i florę Wysp Sundajskich, to nie jest ona tak imponująca. W dżungli we wrocławskim Afrykarium byłam maksymalnie otoczona przez roślinność i czułam dużo wilgoci w powietrzu – jak w prawdziwej dżungli. W Orientarium trochę mi tego zabrakło. Niemniej, polecam wizytę w pawilonie, szczególnie zimą!
Niedziela upłynęła nam pod znakiem nauki i techniki w EC1 i to miejsce zajmuje trafiło do zestawu moich ulubionych na wizytę z dzieckiem. Była to nasza pierwsza wizyta tutaj i dlatego nie zdecydowaliśmy się na atrakcje dodatkowe, takie jak kino sferyczne czy Ulica Żywiołów, poszliśmy po prostu na ekspozycję główną Centrum Nauki i Techniki. Całość zlokalizowana jest na pięciu piętrach ogromnej hali dawnej elektrociepłowni i dostarcza naprawdę wielu wrażeń.
Myślę, że główną zaletą EC1 jest jego rozmiar. Spora część wizyty w CNiT to tak naprawdę spacer po dawnych pomieszczeniach elektrociepłowni. Co krok widzimy ogromne maszyny, które robią wrażenie na dorosłych, ale chyba jeszcze większe na dzieciach, szczególnie mniejszych. Przy wielu urządzeniach znajdują się ich pomniejszone modele, które często umożliwiają też sprawdzenie, jak działają.
Na poziomie trzecim, nieco z boku, znajduje się wystawa „Rozwój wiedzy i cywilizacji” i to jest kawałek rodem z warszawskiego Centrum Nauki Kopernik. Mnóstwo eksponatów do eksperymentów tłumaczących akustykę, aerodynamikę, elektromagnetyzm i wiele innych dziedzin potrafi wciągnąć na długo, w naszym przypadku ogromnym plusem była mała ilość zwiedzających (czyżby ludzi odstraszyła pogoda? A może wszystkie dzieci były na słynnej Ulicy Żywiołów?). W każdym razie nasi chłopcy byli bardzo zadowoleni z możliwości przetestowania większości atrakcji, a w niektórych miejscach spędzili dobre kilkanaście minut.



Cała wizyta zajęła nam bite trzy godziny, ale podejrzewam, że gdybyśmy mieli więcej przekąsek, to spokojnie moglibyśmy tam zostać jeszcze godzinę. Uważam, że CNiT jest doskonałym kierunkiem na pierwszą wizytę w EC1 i zdecydowanie dostarcza mądrej rozrywki zarówno dzieciom jak i dorosłym.
Podsumowanie kosztów:
- nocleg: 594 zł (mieszkanie dwupokojowe w odległości kilometra od Łódź Fabryczna)
- bilety na pociąg w obie strony: 183,31 zł (dwie osoby 100%, jedna z ulgą 37%, jedna z ulgą 100%)
- ZOO (Orientarium): 255 zł (bilet rodzinny 2+2)
- EC1 (CNiT): 120 zł (2x normalny + 2x ulgowy)
Łącznie: 1152,31 zł, czyli 144,04 za osobodobę (bez wyżywienia).