Co w 2025?

Dopadł mnie już luty i dopiero teraz zebrałam się na podsumowanie pomysłów podróżniczych (niektórych zarysowanych już dawno), więc opóźnię nieco kronikę wyjazdową na rzecz ogarnięcia na piśmie planów z kalendarza.

Styczeń upłynął pod znakiem odpoczynku po mocno rozjazdowej przerwie świątecznej oraz solówek – Marcin wybrał się w Tatry Wysokie, a ja w Beskid Śląski i (już pierwszego dnia lutego) Mały.

W lutym korzystamy też z ferii zimowych i jedziemy w Tatry. Ten kierunek został podyktowany przez naszego lutowego solenizanta, a w planach mamy niespieszne wycieczki po Tatrach Zachodnich. Jedną z atrakcji jest oczywiście pobyt w schronisku na terenie TPN. Pogoda zapowiada się naprawdę zimowa (do -10 stopni), ale zupełnie bezśnieżna…

W marcu spędzamy czas w Warszawie i u dziadków, a pod koniec miesiąca zabieram kolejne Górołazki na pieszą wędrówkę, tym razem znowu w Tatry Zachodnie. Tak jak poprzednio, trasy będą raczej rekreacyjne, ale, o ile pogoda dopisze, bardzo widokowe (trzymajcie kciuki!).

W kwietniu planujemy wycieczki lokalne (m.in. do miasta ogrodu pod Warszawą). Chcemy też wykorzystać dość długą szkolną przerwę przerwę wielkanocną i wykorzystać ją na odkrycie dla siebie któregoś z polskich parków narodowych (wraz z uroczym przewodnikiem, który dostałam na ostatnie urodziny). Kwiecień mam zamiar zakończyć Orlicką Potrójną Koroną, która tym razem swoją bazę główną urządza w Dusznikach-Zdroju.

W maju szykujemy się na… majówkę, ale muszę przyznać, że zupełnie nie mamy na nią jeszcze pomysłu. A resztę miesiąca spędzimy raczej mało wyjazdowo – będziemy zbierać siły przed kolejnymi miesiącami. 😉

W czerwcu chcę wrócić na Wałbrzyską Potrójną Koronę, a w długi weekend planujemy specjalny wyjazd urodzinowo-rocznicowy – zapaliłam się strasznie do kierunku, który sobie wybrałam, ale muszę jeszcze dopracować logistykę rodzinną, bo ten wyjazd na pewno będzie we dwoje.

W lipcu jeden weekend spędzimy na pewno w jednej ze stolic wojewódzkich, w których jeszcze nie byłam, ale cel naszej podróży nie będzie wyłącznie turystyczny. Wkrótce potem wybierzemy się na rodzinny road trip, na który rozważamy kilka bliższych i nieco dalszych kierunków. Wiemy już po kilku latach wyjazdów z chłopcami, że taka formuła sprawdza się nam najlepiej jeśli chodzi o wakacje. Na dodatek przy czterech osobach podróże samochodem wciąż wychodzą najtaniej.

Choć pomysłów jeszcze co nie miara, to, jak to mówią, życie je zweryfikuje, bo po wakacjach musimy policzyć, ile nam zostało dni urlopowych. 😉 Do usłyszenia!

Dodaj komentarz