Bardzo chciałam jeszcze w styczniu pohasać po jakichś górach i rzutem na taśmę udało mi się to marzenie zrealizować.
Wiedziałam, że chcę pojechać w pasmo, do którego łatwo się dostać transportem publicznym. Wiedziałam też, że mam ochotę raczej na niespieszną wędrówkę niż wysokogórski trekking z całym niezbędnym ekwipunkiem zimowym. Dlatego też zdecydowałam się na Bielsko-Białą i nie jedno, a dwa pasma Beskidzkie.
W czwartek wieczorem dotarłam z moim kompanem na Dworzec Główny w Bielsku i stamtąd od razu pojechaliśmy autobusem miejskim na południe miasta, niemal pod samą kolejkę na Szyndzielnię. Ze smutkiem stwierdzam, że zrobiłam to bez żalu, bo stan powietrza w centrum miasta był naprawdę kiepski i wręcz ciężko było oddychać. Dopiero w wyżej położonej dzielnicy nie czuć było gryzącego dymu.
Beskid Śląski
Na piątek zaplanowałam spacer w części Beskidu Śląskiego, której nie widziałam 2,5 roku temu podczas krótkiej wycieczki w Paśmie Baraniej Góry i Skrzycznego.
Wybrana przeze mnie trasa wiodła z okolic Hali Sportowej czerwonym szlakiem do Schroniska PTTK Szyndzielnia i tę część przeszliśmy… wiosną. Mimo że był ostatni dzień stycznia, to temperatura sięgała 6-7 stopni powyżej zera, a w słońcu i w drodze pod górę odczuwalna była jeszcze wyższa. Dookoła nie było śladu śniegu, w niektórych zacienionych miejscach zalegały płaty lodu (jednak za małe, żeby zakładanie raczków miało sens), a dookoła pięknie śpiewały ptaki. Po prostu sielanka, a uczucie to potęgował niemal całkowity brak ludzi na szlaku. Dopiero na kilka minut przed schroniskiem śniegu i lodu zrobiło się na tyle dużo, że poważnie rozważałam założenie raczków, ale budynek był już w zasięgu wzroku, więc ostatecznie zwolniłam kroku i bardzo ostrożnie doszłam na postój.


Moim zdaniem Schronisko Szyndzielnia to idealne miejsce na przerwę na trasie. Albo na początek wycieczki dla mniej sprawnych turystów, bo wjechać tam można kolejką, a potem iść w dół. W razie niesprzyjających warunków atmosferycznych w środku czeka bezpłatna toaleta i ciepły bufet, a jeśli pogoda dopisze, możecie rozłożyć się w fotelach przed budynkiem i rozkoszować się pięknym widokiem na dolinę, w której leży Bystra – cel naszego spaceru tego dnia. My skorzystaliśmy właśnie z opcji widokowej, choć nie zabawiliśmy tam długo i po kilkunastu minutach ruszyliśmy w dalszą drogę na Klimczok i do schroniska o tej samej nazwie.
Dopiero tutaj powoli zaczęło przybywać śniegu. Jednak nie na tyle, żeby stok i orczyk na Klimczoku były czynne. A przypominam, że był to ostatni dzień stycznia. Robiło się coraz pochmurniej i w Klimczoku skusiliśmy się na żurek (polecam, choć całe jedzenie wydawane jest w jednorazowych naczyniach). Kiedy wybiło południe, za oknem rozpętała się mała śnieżyca; choć jeszcze 15 minut wcześniej z Klimczoka były wcale niezłe widoki, teraz widoczność drastycznie spadła. Droga na Magurę była już przyzwoicie naśnieżona, w dodatku białej materii (chciałabym powiedzieć białego puchu, ale padała raczej kasza śniegowa – coś pomiędzy śniegiem a bardzo drobnym gradem) przybywało. Wyprawę zaczynaliśmy wiosną, a od Klimczoka szliśmy zimą.
Przy ruinach schroniska „Magura-Kąpielisko” odbiliśmy w lewo w szlak czerwony i tutaj musiałam poddać się i założyć… gogle narciarskie. Tak, spokojnie dawałam radę bez raczków, ale teraz wiatr wiał mi prosto w twarz i gogle narciarskie nie tylko chroniły przed zasypywaniem oczu, ale też ułatwiały widzenie w pochmurną pogodę (celowo zdecydowałam się na okulary z żółtymi szybkami, bo po kursie zimowym wiedziałam, że tylko w takich warunkach będę ich używać). Niestety już około 300 metrów niżej śnieg zamienił się w deszcz ze śniegiem, a do Bystrej wchodziliśmy po prostu w deszczu i błocie. Z zimy zrobiła się pochmurna jesień. Lub przedwiośnie. Jak kto woli. W każdym razie trasa okazała się całkiem różnorodna.
Z Bystrej pozostało nam już tylko wsiąść w autobus (jeździ co godzinę, późniejszym popołudniem co trzydzieści minut) i pojechać w stronę centrum Bielska-Białej. Ze względu na brak wygodnego połączenia zdecydowaliśmy się wysiąść tuż za Mikuszowicami Śląskimi i stamtąd wrócić na nocleg piechotą. Komunikacją miejską musielibyśmy dojechać do samego centrum, dużo bardziej na północ, a potem innym autobusem wrócić na południe. Czasowo nie wychodziło to lepiej, a ceny biletów też nie są zachęcające (5 zł z bilet jednorazowy, 6 zł za czasowy, 70-minutowy), stąd nasza decyzja. Przy okazji zaliczyliśmy spacer po Olszówce, bardzo przyjemnej, willowej dzielnicy Bielska.
Beskid Mały
Chyba nie chwaliłam się tym na blogu, ale w październiku 2021 roku wybierałam się z przyjaciółmi w Beskid Mały. Zaplanowałam trzy fajne trasy na długi weekend listopadowy, zrobiłam rezerwacje w Bielsku (na pierwszą noc) oraz w Schronisku na Magurce. Starsi czytelnicy pamiętają zapewne, że wtedy jeszcze w Polsce obowiązywał stan zagrożenia epidemicznego. 😉 W praktyce oznaczało to, że osoba, która miała kontakt z osobą zakażoną, musiała izolować się w domu. Pech chciał, że dosłownie na dwa czy trzy dni przed wyjazdem dostaliśmy informację z przedszkola – w grupie wystąpiło zakażenie i wszystkie dzieci (wśród nich Zyzio) zostały objęte kwarantanną. Nie mieliśmy dużego wyboru. Zostałam w domu z chłopcami, a z naszym przyjaciółmi pojechał sam Marcin. Teraz, po niemal 4 latach, mogłam nadrobić tę wycieczkę!
Zaczęliśmy znów od Olszówki i piechotą przedostaliśmy się na drugą stronę linii kolejowej łączącej Bielsko-Białą z Żywcem. Ta linia kolejowa biegnie właśnie w dolinie rozdzielającej Beskid Śląski od Małego.
Tego dnia temperatura nie była już tak wiosenna. Niebo było zachmurzone i kiedy z Wilkowic odbiliśmy w las i pod górę, zaczął sypać śnieg. Dość szybko doszliśmy do Chatki na Rogaczu i mogliśmy podziwiać widok na dolinę. A były to ostatnie chwile na widoki – już 20 minut później zaczęła opadać mgła i gdyby nie tłum ludzi przed schroniskiem na Magurce, można by je było przegapić. Na szczęście my tego nie zrobiliśmy, wręcz przeciwnie, weszliśmy do środka na wczesny obiad. Nasza trasa prowadziła do Międzybrodzia Bialskiego i wiedzieliśmy, że albo będziemy musieli pędzić na najbliższy autobus, albo posiedzieć dłużej w schronisku i potem niespiesznym tempem schodzić w dół, celując czasowo w kolejne połączenie. Wybraliśmy drugą opcję i stąd decyzja o skorzystaniu ze schroniskowego bufetu.
Ze schroniska ruszyliśmy niebieskim szlakiem w stronę Czupla, najwyższego szczytu całego pasma. Tuż za schroniskiem na Magurce zauważyliśmy budynek GOSiRu Wilkowice – służy on obsłudze zawodów oraz okolicznych tras biegowych, można tam też wypożyczyć narty. A raczej można by było, gdyby sprzyjały warunki. Wystarczyło przejść niecałe 100 metrów wzdłuż szlaku, żeby natknąć się na tabliczki znakujące trasy biegowe… z nalepionymi na nich kartkami informującymi o zamknięciu trasy ze względu na brak warunków. Mam niestety podejrzenie, że takie kartki są tam wywieszone przez większość zimy.



Jeszcze zanim doszliśmy do Czupla, niepostrzeżenie minęliśmy oznaczone na mapie-turystycznej ruiny schroniska „Widok na Tatry”. Ruiny dojrzałam na mapie dużo później, ale to co przyciągnęło moją uwagę to nazwa. Bo tak się składa, że tuż przed schroniskiem na Magurce mijaliśmy działkę z tablicą budowlaną informującą o budowie schroniska… „Widok na Tatry”. Najwyraźniej ktoś podłapał nazwę i postanowił stworzyć podobne miejsce. Rzecz w tym, że o budowie świadczyła jedynie tablica z datą sprzed ponad 5 lat… Ostatecznie nie wiadomo więc, czy tuż obok Magurki powstanie kolejne schronisko. W każdym razie ja pokopałam trochę w sieci i nie znalazłam żadnych informacji na ten temat.
Tymczasem doszliśmy do Czupla w uroczej zimowej scenerii, a kawałek dalej odbiliśmy czerwonym szlakiem w lewo i zeszliśmy bez problemów do Międzybrodzia Bialskiego. Do autobusu do Bielska została nam godzina, więc pokusiliśmy się o spacer wzdłuż Jeziora (a właściwie Zalewu) Miedzybrodzkiego. Na przystanek autobusowy doszliśmy kilkanaście minut przed godziną odjazdu autobusu. I całe szczęście! Okazało się, że w przypadku Komunikacji Beskidzkiej Google podaje nie do końca poprawne godziny, więc na autobus czekaliśmy nie ponad 10, a niecałe 5 minut.
Bielsko-Biała
Tuż przed zachodem słońca dojechaliśmy do centrum Bielska i udało nam się jeszcze przez pół godziny pospacerować wzdłuż rzeki Białej oraz w okolicach Rynku. Po drodze natrafiliśmy na Reksia, jeden z elementów szlaku spacerowego Bajkowe Bielsko-Biała. Ten szlak oraz centrum OKO przy Studiu Filmów Rysunkowych to punkty obowiązkowe dla każdego podróżującego z dzieckiem. Od dawna są już na mojej liście do zobaczenia z chłopcami i mam nadzieję, że w tym roku uda nam się ten plan wreszcie zrealizować.
W niedzielę postanowiliśmy wykorzystać ostatnie godziny przed pociągiem na zwiedzenie Muzeum Historycznego w Zamku Książąt Sułkowskich. Jak dla mnie ta wizyta okazała się strzałem w dziesiątkę i spokojnie mogłabym spędzić w tym miejscu jeszcze więcej niż te 2,5 godziny, które mogliśmy mu poświęcić tamtego dnia. Moim zdaniem najciekawszą ekspozycją były Dzieje Archeologiczno-Historyczne Bielska-Białej i okolic, a w niej oczywiście część archeologiczna i etnograficzna. Oczywiście, widziałam podobne artefakty już w wielu miejscach w Polsce, ale za każdym razem wzbudzają we mnie to samo zainteresowanie, cóż poradzić. Żałuję, że nie mieliśmy czasu na pozostałe oddziały Muzeum Historycznego, ale zdecydowanie wpisuję je na moją własną listę „na kiedyś”.
Posłowie
Wszystkim zainteresowanym górami w ogóle polecam podcast „Górskie Historie”, a skoro już jesteśmy w temacie Beskidów, to posłuchajcie o początkach turystyki w tej części Polski.
Pamiętajcie, że spokojną wędrówkę po Beskidach w dużej mierze ułatwia funkcjonowanie Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. Ochotniczego, bo praca ratowników jest głównie wolontariacka. Mimo to, gdyby coś Wam się przydarzyło (np. skręcenie kostki na zabłoconym szlaku), GOPR bezzwłocznie ruszy Wam na pomoc! W Polsce nie ma obowiązku wykupienia ubezpieczenia na wyjazdy z góry (jak np. na Słowacji), ale zaoszczędzone w ten sposób pieniądze możecie wykorzystać na wsparcie GOPRu: https://fundacja.gopr.pl/i-ty-mozesz-ratowac/
To może być symboliczne 5 zł, każda kwota się liczy. Pamiętajcie, nigdy nie wiecie, kiedy będziecie potrzebować pomocy na szlaku.