Orlicka (Mała) Potrójna Korona 2025

To już! Po raz drugi w życiu przeszłam Potrójną Koronę. W zeszłym roku zrobiłam to w Górach Kamiennych i Wałbrzyskich, a tym razem w Orlickich i Stołowych.

Już w dniu, w którym doszłam na metę Wałbrzyskiej Potrójnej Korony, wiedziałam, że w tym roku też muszę być częścią tego wydarzenia. Energia, jaką wtedy czułam, jest wręcz nie do opisania, podobnie jak wzruszenie, które czułam, widząc z oddali metę. Jak tylko było to możliwe, zapisałam się na pierwsze tegoroczne wydarzenie z serii Potrójnej Korony, czyli Orlicką PK, która odbywała się w ostatni weekend kwietnia. Tak, tydzień po moim powrocie ze Szczecina i WPN oraz niecały tydzień przed wyjazdem majówkowym. Cóż poradzić!

Baza Orlickiej PK została w tym roku zorganizowana w Dusznikach-Zdroju. Samo miasteczko ma do zaoferowania parę atrakcji (np. mega wypasiony plac zabaw pomiędzy Rynkiem w Parkiem Zdrojowym czy Muzeum Papiernictwa), ale ja w piątek miałam tylko czas na porzucenie plecaka na noclegu i szybki marsz po odbiór pakietu startowego na sobotę. Na szczęście udało mi się to załatwić przed zamknięciem biura zawodów i miałam wystarczająco dużo czasu na spokojną kolację, książkę i porządny wypoczynek przed marszem.

Trasa krótka wyznaczona na 2025 rok prezentowała się następująco –> link.

46,5 kilometrów, 1200 metrów przewyższeń, 15 godzin marszu wg czasów z mapy, limit czasu: 14 godzin

Dużą zaletą Potrójnej Korony (i wielu podobnych imprez) jest wyżywienie zapewniane uczestnikom. Każdy idzie „na lekko”, bo wodę i jedzenie można uzupełniać na punktach żywieniowych. W dodatku punkty żywieniowe, które na krótkiej trasie są rozłożone co 10-12 kilometrów, stanowią dobre punkty do pomiaru postępów. Podobnie jak w zeszłym roku, rozbiłam całą trasę na cztery odcinki, które dokładnie przeanalizowałam i wyznaczyłam sobie maksymalne godziny, o których mogę dojść do każdego punktu. I na każdym z tych odcinków chcę wam polecić warte uwagi miejscówki.

Duszniki-Zdrój – PŻ OW Maria

Poranek 26 kwietnia był raczej chłodny (o 8 były ledwo dwa stopnie na plusie), więc byłam wdzięczna za dość ostre podejście na trasie tuż za Parkiem Zdrojowym. Po pół godziny udało mi się jakoś rozgrzać i po przekroczeniu Autostrady Sudeckiej i wejściu na ścieżkę prowadzącą wzdłuż granicy mogłam wreszcie zacząć się rozkoszować widokami. Ale dopiero na zielonym szlaku, po wyjściu z lasu, wpadłam w zachwyt. Trasa dookoła Pańskiej Góry zapiera dech widokami, szczególnie wiosną. Nie wiem, czy to kwestia deszczu poprzedniego dnia, ale pagórki dookoła były tak zielone, jak na słynnej tapecie Windowsa. Serio, trawa wyglądała tak soczyście, jakby ktoś ją namalował. A kawałek dalej wzdłuż szlaku pojawiły się jabłonie, których płatkami był wysypany szlak. Po prostu pełen zachwyt.

Jeśli wybieracie się w Góry Orlickie i szukacie lekkiej trasy z miejscem na piknik i chłonięcie widoków, koniecznie zapiszcie sobie Pańską Górę!

PŻ OW Maria – PŻ Polana IMKA

Do pierwszego punktu żywieniowego doszłam o 9:20, a więc ze sporym zapasem czasu. Skorzystałam z zupy pomidorowej i kawy i ruszyłam w dalszą drogę. Niestety kolejny odcinek ciągnął się w większości po asfalcie, ale warto tu polecić dwa punkty.

Po pierwsze, sam Ośrodek Wypoczynkowy Maria, który jest położony w bardzo malowniczym miejscu i myślę, że musi być super miejscem na odprężający wyjazd, w dodatku z wieloma szlakami pieszymi dookoła. Drugie miejsce to zielony szlak z Darnkowa do polany IMKA – ta leśna ścieżka znajduje się już na terenie Parku Narodowego Gór Stołowych, ale jest nieco oddalona od głównych atrakcji, więc daje poczuć magię tego miejsca (niesamowite formacje skalne) w ciszy i spokoju.

PŻ Polana IMKA – PŻ Karłów

Na polanę IMKA (a tak właściwie YMCA) doszłam o 11:50 i od razu skierowałam się w stronę, z której dobiegał zapach skwierczących na grillu burgerów (wegańskich!). Przerwę obiadową wykorzystałam nie tylko na jedzenie, ale też taktyczną zmianę skarpet, a potem ruszyłam w stronę najbardziej obleganych kawałków PN Gór Stołowych – Błędnych Skał oraz Szczelińca. Tak jak się spodziewałam, na tym odcinku mijałam wielu turystów, ale jeden kawałek był zupełnie inny od wszystkich. Chodzi tutaj o łąkę przy skale Pustelnik, na wschód od Karłowa. Po pierwsze, było tu naprawdę spokojnie, a po drugie, jest stamtąd fantastyczny widok na Szczeliniec. Idealne miejsce na piknik!

PŻ Karłów – Duszniki-Zdrój

Po wejściu na Szczeliniec i mikroprzerwie na szczycie zeszłam do Karłowa i o 15:20 dotarłam na ostatni przed metą punkt żywieniowy. Muszę przyznać, że zejście ze Szczelińca dość mocno już odczułam, a czekało mnie jeszcze podejście z Lisiej Przełęczy na Narożnik i okrutnie strome zejście żółtym szlakiem w kierunku Dusznik. Myślę jednak, że ścieżka wśród Skał Puchacza, z licznymi punktami widokowymi, w dużej mierze wynagrodziła mi te trudy.

Ostatni kawałek trasy Potrójnej Korony został poprowadzony nieszlakowaną drogą prowadzącą do jeziora Zacisze (nad którym widziałam kilka kamperów i wyglądało to na świetną miejscówkę noclegową), a następnie przez Złotno do Dusznik. Po drodze minęłam stację kolejową (przy której był mój nocleg), co oznaczało, że do mety zostało zaledwie 1,5 km.

Finalnie do Dworku Chopina dotarłam o 18:45, czyli po 11 godzinach i 15 minutach marszu.

W moim plecaku pojawiła się druga już przypinka z serii Potrójnej Korony, kolejne punkty GOT wpadły do książeczki. Co ciekawe, w zeszłym roku, po edycji Wałbrzyskiej, byłam lekko zniszczona – rano czułam wszystkie chyba mięśnie, na pewno wszystkie stawy, no i zakładałam opatrunki na 7 (o ile dobrze pamiętam) pęcherzy na stopach. O fioletowych paznokciach już nie wspominam. W tym roku byłam mądrzejsza o doświadczenia z poprzedniego, w dodatku trasa miała o tysiąc metrów przewyższeń mniej. To wszystko złożyło się na to, że w niedzielę byłam raczej zmęczona, niż zniszczona. A w poniedziałek moje ciało już praktycznie nie pamiętało wysiłku z soboty. To chyba znak, że już czas na trasę klasyczną…

Ale o tym kiedy indziej. Póki co łapcie polecajki (podkreślone w tekście) i ruszajcie odkrywać Góry Stołowe i Orlickie! 🙂

Dodaj komentarz