Ten wpis będzie raczej zbieraniną rad różnych. Jeśli szukacie konkretnych porad dotyczących transportu czy pakowania – czekajcie na kolejne wpisy. 🙂
- Prasowanie. Zapytacie mnie – kto prasuje ubrania, będąc w podróży? Cóż, nie ja. Ale będąc na Malcie, koniecznie chciałam założyć jedną z moich ulubionych bluzek (prezent od mamy zresztą 🙂 ) i uwierzcie mi, że wyglądała jak „psu wyjęta gardła” (jedno z ulubionych powiedzonek mojej mamy). Nawet mnie przeszkadzała ilość zagnieceń skoncentrowana na centymetrze kwadratowym. Żelazka wśród dostępnych sprzętów nie było. Co zrobić w takiej sytuacji? Użyć garnka! A najlepiej rondla. Koniecznie z czystym, nieosmolonym dnem, najlepiej płaskim. Po prostu podgrzejcie go chwilę na kuchence i prasujcie na łóżku. Efekty naprawdę was zaskoczą.
- Butelka z filtrem. Półlitrowa butelka wody mineralnej na lotnisku to przyjemność, która kosztuje 6 zł (w zwykłym supermarkecie 5-litrowy baniak jest chyba tańszy…). Może jeśli lot trwa godzinę, można się powstrzymać od picia wody. Ale w każdym innym wypadku warto mieć ją ze sobą. Najprostszym wyjściem jest za to wzięcie ze sobą pustej butelki i napełnienie jej już po kontroli bagażu. Jeśli nie lubicie smaku kranówki (bądź nie do końca jej ufacie), warto zainwestować w butelkę z filtrem. Kosztuje niecałe 30 zł, więc zakup zwraca się już po kilku lotach. Dodatkowym atutem butelki, której ja używam, jest korek, który zapobiega wylaniu wody (jeśli nie ściśniecie butelki, nie macie szansy się oblać).
- Zestaw naprawczy. Czyli po prostu igła, kilka dłuższych kawałków nitki w różnych kolorach, guziki, agrafka. Pierwszy raz zobaczyłam takie zawiniątko w pensjonacie, w którym nocowaliśmy w majówkę prawie 5 lat temu. Od tego czasu zawsze taki ze sobą wozimy. Przydał się nieraz, choć głównie podczas wyjazdów niemiastowych. 😉