Niedzielę spędziliśmy typowo turystycznie. Kościół, galeria i muzeum. Plus sporo chodzenia. Tym razem na spokojnie (bo z bagażem na plecach…).
Dzień zaczęliśmy od Katery Św. Patryka, jest to jedno z trzech najbardziej znanych miejsc w Dublinie. Zbudowana w drugiej połowie XIII wieku, związana z wieloma osobistościami (m.in. z Jonathanem Swiftem), symbol katolicyzmu w Irlandii i misjonarskiej działalności patrona. Robi duże wrażenie (w naszym przypadku było ono jeszcze spotęgowane próbą chóru, która akurat wtedy się tam odbywała), ale moim zdaniem 7€ za wejście to przesada.
Z katedry udaliśmy się do Hugh Lane Gallery. Nie dość że mają ciekawą kolekcję obrazów irlandzkich artystów, głównie współczesnych, oraz przeniesione w całości z Londynu studio Francisa Bacona (to się nazwa artystyczny nieład!), to jeszcze wejście jest darmowe. Przy każdym dziele wiszą krótkie opisy dotyczące tematu oraz techniki wykonania danego obrazu czy instalacji artystycznej, co bardzo ułatwia orientację osobom niezbyt biegłym w historii sztuki (czyli na przykład mnie).
Na koniec zostawiliśmy sobie Muzeum Archeologiczne. Jest to kolejne miejsce z darmowym wstępem i ciekawą kolekcją. Informacji na tablicach jest akurat tyle, ile potrzeba. Nas najbardziej zainteresowały zbiory złotych ozdób, sztuki celtyckiej, artefakty związane z Wikingami oraz ciała zachowane w bagnach Irlandii. Ale to tylko część z dostępnych dla zwiedzających wystaw. My na więcej nie mieliśmy już siły. Resztę wieczoru spędziliśmy na bardzo spokojnym spacerze do knajpki na późny obiad, potem do kawiarni i w końcu na przystanek, z którego pojechaliśmy na lotnisko.
Wróciliśmy w nocy, zupełnie niewyspani, ale zadowoleni, a ja dodatkowo z lekko spuchniętą i bolącą stopą. Już jutro w nocy ruszamy dalej.