Mieszkamy w Walii już niemal rok i dopiero teraz znaleźliśmy czas na zwiedzenie parku narodowego, który jest położony najbliżej nas – Brecon Beacons. Na początek kilka informacji ogólnych. Brecon Beacons to nie tylko nazwa parku, ale i całego pasma górskiego położonego na północ od Swansea. Park Narodowy utworzono tutaj w 1957 (jako ostatni z trzech parków w Walii). Najwyższy szczyt to Pen y Fan (czyt. peniwan) – całe 886 metrów. Wydaje się śmiesznie niski, ale podobnie jak Snowdonia, góry Brecon są zupełnie łyse, więc widoki są przednie.
Jak się tam dostać?
Można właściwie na dwa sposoby: transportem publicznym albo samochodem. My zdecydowaliśmy się na to drugie. Dlaczego?
Dojazd T6 ze Swansea do Brecon zajmuje 2 godziny, a potem T4 z Brecon do pakingu przy szlaku na Pen Y Fan 20 minut.
W weekendy autobusy jeżdżą rzadziej niż w dni powszednie i, jeśli chcemy wejść na Pen Y Fan, musimy spać gdzieś w Brecon – ceny noclegów zaczynają się od 60 funtów.
Dojazd spod Beck House na parking przy szlaku na Pen Y Fan trwa godzinę.
Dzięki temu możemy jednego dnia zobaczyć więcej miejsc niż tylko Pen Y Fan i wrócić na noc do Swansea.
Co tam robiliśmy?
Po pierwsze, weszliśmy na dwa najwyższe szczyty Brecon: Pen Y Fan oraz Corn Du. Trasa z parkingu i z powrotem zajmuje teoretycznie 2,5 godziny, nam wyszło 3,5, bo oczywiście robiliśmy sporo przerw na zdjęcia i na jedzenie.
Po drugie, wybraliśmy się na spacer do wodospadu Henrhyd, najwyższego w południowej Walii.
Po trzecie, korzystając z tego, że mieliśmy już samochód, w niedzielę pojechaliśmy do Blaenavon, którego industrialny krajobraz wpisano na listę światowego dziedzictwa kulturowego UNESCO. A co składa się na ten krajobraz? Masa atrakcji (których mapę znajdziecie tutaj), m.in.:
-
- Huta żelaza z XVIII wieku – to właśnie tutaj zaczęła się cała historia tego regionu, najpierw powstała huta, która wyrosła potem na największą w kraju, to z powodu tej huty powstało całe miasteczko, to tutaj wynaleziono sposób na oczyszczenie żelaza z węgla w taki sposób, że zaczęto masowo produkować stal. Wejście jest darmowe, na samym początku przewodnik opowiada o samej historii miejsca oraz o procesach zachodzących w hucie, potem można zwiedzać pozostałości budynków mieszkalnych (każde mieszkanie jest urządzone w innym stylu, żeby pokazać warunki życia od ok. 1740 do 1967 roku) oraz poszczególne poziomy huty. Zdecydowanie polecamy to miejsce, robi wrażenie!
- Muzeum Górnictwa Big Pit w kopalni czynnej w latach 1880-1980 – po drastycznym spadku cen stali (dzięki innowacjom wprowadzonym właśnie w Blaenavon) i zamknięciu huty życie miasteczka przeniosło się do kopalni Big Pit. Również tutaj wejście jest darmowe (jedyna opłata to 3 funty za parking), a miejsce jest absolutnie warte zobaczenia. Niestety nie mogliśmy zjechać na wycieczkę pod ziemią (również darmowa, ale dzieci muszą mierzyć przynajmniej 100 cm, a Zyziowi brakuje jeszcze ponad dwudziestu do osiągnięcia tej granicy), ale skorzystaliśmy za to z interaktywnej wycieczki „King Coal: The Mining Experience”. Nie było tutaj prawdziwego przewodnika, a po prostu ekrany z nagranymi kwestiami. Dzięki temu cała historia ewolucji technologicznej w kopalni została opowiedziana z prawdziwym entuzjazmem (żywego przewodnika można by było pewnie dopytać o kilka szczegółów, ale może nie byłby taki ożywiony pod koniec dnia pracy). Korytarz wydrążony w pagórku zastąpił te znajdujące się głęboko pod ziemią, a połączenie gadającej głowy, filmów archiwalnych, świateł, dźwięków i widoku maszyn (działających) naszym zdaniem świetnie się sprawdziło. Oprócz tego magazyny, wentylatornia, kantyna, łaźnie, warsztat kowala… Sporo atrakcji, zdecydowanie można tam spędzić cały dzień, polecamy!
- Browar Rhymney, który w latach 60. ubiegłego wieku był największy w Walii
- Kanał Monmouthshire & Brecon pozwalający na przepłynięcie przez Brecon Beacons z południowo-wschodniego krańca parku do północnej granicy w Brecon
- Iron Mountain Trail, czyli szlak prowadzący śladami dawnej kolejki oraz kanałów
- Huta żelaza z XVIII wieku – to właśnie tutaj zaczęła się cała historia tego regionu, najpierw powstała huta, która wyrosła potem na największą w kraju, to z powodu tej huty powstało całe miasteczko, to tutaj wynaleziono sposób na oczyszczenie żelaza z węgla w taki sposób, że zaczęto masowo produkować stal. Wejście jest darmowe, na samym początku przewodnik opowiada o samej historii miejsca oraz o procesach zachodzących w hucie, potem można zwiedzać pozostałości budynków mieszkalnych (każde mieszkanie jest urządzone w innym stylu, żeby pokazać warunki życia od ok. 1740 do 1967 roku) oraz poszczególne poziomy huty. Zdecydowanie polecamy to miejsce, robi wrażenie!
W dwa dni udało nam się spojrzeć na Brecon Beacons z dwóch różnych perspektyw, które w Walii są ze sobą nierozerwalnie połączone. Z jednej strony nie sposób nie podziwiać pięknego położenia hut i kopalni (widoki z Big Pit są naprawdę niesamowite!), ale z drugiej strony mamy świadomość, że to właśnie przemysł doprowadził do niemal całkowitego wylesienia większości kraju i możliwości podziwiania tych „widoków” z niemal każdego nieco wyżej położonego punktu.
Podobnie jak w przypadku Snowdonii, po weekendzie czujemy spory niedosyt i mamy nadzieję, że w niedalekiej przyszłości uda nam się tu wrócić.
2 uwagi do wpisu “Walia. Brecon Beacons”