Łódź

Z kilku powodów to właśnie Łódź padła naszą ofiarą podczas pierwszego „lokalnego” wypadu. Sama byłam w tym mieście dziesiątki razy, z różnych powodów, ale tylko raz turystycznie – i było to prawie 20 lat temu. Kupa czasu i trochę wstyd, bo zewsząd dopływały do nas informacje o tym, jak to miasto się zmieniło.

Tak więc pewnej słonecznej soboty wsiedliśmy do pociągu ŁKA i w 1,5 godziny dostaliśmy się do Łodzi Fabrycznej, pierwszego punktu, który od dawna był na mojej liście do zobaczenia. Choć jego historia sięga drugiej połowy XIX wieku i jest oczywiście ściśle związana z rozwojem przemysłowym miasta, obecny kształt dworca jest częścią projektu Nowego Centrum Łodzi i liczy sobie mniej niż trzy lata. W 2016 zakończyła się całkowita przebudowa stacji i częściowa rewitalizacja okolicy, a trwa wciąż przebijanie tunelu do innego ważnego dworca – Łodzi Kaliskiej.

Mimo że w sobotę około południa dworzec była prawie pusty i wyglądał nieco przygnębiająco, nie mogliśmy nie zwrócić uwagi na jego architekturę. Dach, złożony z tysięcy szklanych trójkątnych paneli, od razu nasunął Marcinowi skojarzenie z berlińskim Dworcem Głównym. Ja za to nie do końca wiem, co myśleć o hali głównej, która została otoczona zrekonstruowanymi fasadami starego dworca. Z jednej strony rozumiem nawiązanie do historycznej bryły budynku, ale z drugiej to rozwiązanie wydaje mi się nieco groteskowe.

Hala Główna Łodzi Fabrycznej. Autor: Marcin Łapiński

Dużo bardziej podobają mi się nowoczesne rozwiązania zastosowane przy samej budowie – podziemne perony i parking, dworzec autobusowy tuż obok kolejowego oraz spory węzeł komunikacji miejskiej na powierzchni. Zachęcająco wyglądało też EC1, czyli zrewitalizowany kompleks pierwszej łódzkiej elektrowni, który dziś mieści centrum nauki i techniki i odbywają się w nim pokazy filmowe, koncerty, wystawy, warsztaty oraz pokazy w planetarium. Czujemy, że to akurat jest miejsce, na które będziemy musieli poświęcić cały dzień, więc zostawiamy je na kolejną wizytę.

Rzut beretem od Fabrycznej ciągnie się najsłynniejsza łódzka ulica – Piotrkowska. Mimo że wszyscy zachwalają knajpy w OFF Piotrkowskiej, ze względu na ograniczenie czasowe zdecydowaliśmy się na obiad i spacer północną częścią deptaka. Nie byłam w tej części miasta już ponad 10 lat i najbardziej zaskoczyły mnie różnice pomiędzy podwórkami widocznymi z ulicy. Podwórza dzieliły się właściwie na dwa rodzaje – szare i zaniedbane, rodem z „Powidoków„, oraz zrewitalizowane i zagospodarowane przez kawiarniane ogródki lub wykorzystane na instalacje artystyczne, takie jak Pasaż Róży. Nie można też zapominać, że przy samej Piotrkowskiej mieści się wiele reprezentacyjnych budynków, m.in. wspaniałych kamienic ze złotych czasów przemysłu włókienniczego.

Piotrkowska to jednak nic w porównaniu do Manufaktury – zrewitalizowanej kilka lat temu fabryki oraz pałac Poznańskiego, właściciela tego włókienniczego imperium.

Mimo że centrum handlowe Manufaktura nieco przyćmiewa rozmiarami samą fabrykę, nie można zapominać, że w XIX wieku był to gigant na skalę światową. Izrael Poznański w ciągu kilkunastu lat z właściciela odziedziczonego po ojcu sklepiku z przyprawami i materiałami wyrósł na jednego z największych w kraju biznesmanów zatrudniającego tysiące osób. W Muzeum Fabryki dowiecie się więcej na temat rozwoju Manufaktury, a z tarasu na dachu zobaczycie panoramę tego miejsca. Jeśli macie czas, wybierzcie opcję zwiedzania z przewodnikiem albo zaopatrzcie się w przewodnik w punkcie informacji turystycznej (np. na Piotrkowskiej 28).

Polecamy także spacer po Śródmieściu oraz po Fabrycznej w poszukiwaniu murali (np. „Czuć” Alexisa Diaza) i łódzkich willi (np. Willi Leona Rappaporta). Dedykowane mapy znajdziecie w IT, a po drodze napotkacie też nieoznaczone budynki, które przyciągną waszą uwagę.

W ciągu 4 godzin zobaczyliśmy bardzo mały wycinek miasta, ale w planach mamy dużo więcej ciekawych miejsc. Wiemy jedno – na pewno się nie zawiedliśmy i z niecierpliwością czekamy na kolejne weekendy w Łodzi!

Jedna uwaga do wpisu “Łódź

Dodaj komentarz