Co w 2026?

W zeszłym roku tak właśnie zatytułowałam wpis z planami na rok 2025. Po co kombinować – będę się już trzymać tego tytułu. Ale zanim o 2026, sprawdzę, co ja tam planowałam rok temu.

A planowałam sporo i chyba połowy tych planów nie zrealizowałam. Ale wpadło mi chyba tyle samo wyjazdów i aktywności, których nie miałam wpisanych w kalendarz już w styczniu.

Po pierwsze, nie udało mi się zorganizować grupy górołazek na marzec, za to wybrałam się na wyjazd z dziewczynami w październiku. W Beskid Śląski. I to kilka tygodni po mocno spontanicznym wyjeździe w to samo pasmo z chłopcami. Na Wałbrzyską Potrójną Koronę się nie wybrałam, podobnie jak na wycieczkę śladami Romana Ficka zdobywającego tatrzańskie dwutysięczniki. Zamiast tego poszłam na Krywań i pierwszy raz w życiu na ferraty. W lipcu spędziłam kilka dni w Brnie (ale służbowo, więc nie miałam za dużo czasu na zwiedzanie), rodzinne wakacje wypadły nam w Austrii i w Chorwacji, a w listopadzie udało nam się jeszcze zorganizować wypad z chłopcami w Bieszczady.

Było też bardzo sportowo. Zrobiłam pierwszy (i raczej ostatni) triathlon w życiu, a do tego kilka imprez biegowych (które bardzo mnie wciągnęły): Bieg o Puchar Bielan, Bieg Powstania Warszawskiego, Praski Nocny Półmaraton (genialna impreza!) i Bieg z Radością (na dystansie 10k).

A więc – co z tym 2026?

Tak się składa, że w tym roku nasz kalendarz jest już w zasadzie ustawiony do końca roku. Dosłownie. Z kilku powodów, ale głównym z nich jest to, że w kwietniu zaczynam wreszcie… Kurs Przewodnika Beskidzkiego! W ramach kursu będę brała udział w regularnych zjazdach w różnych częściach polskich Beskidów. Tylko w 2026 roku (kurs trwa 1,5 roku) tych zjazdów będzie osiem. Ale to nie znaczy, że na tym poprzestanę, jeśli chodzi o góry.

W ferie zimowe wybieramy się z dziećmi oraz z przyjaciółmi na kilka dni w Beskid Żywiecki, a potem w Beskid Śląski i do Bielska-Białej. W lutym lecę z przyjaciółką do Londynu. W trakcie przerwy wielkanocnej planujemy wypad do jednego z większych europejskich miast, w którym byliśmy już dwa razy – tym razem rodzinnie, ale nie tylko z chłopcami. W wakacje szykujemy się na chyba najważniejszy dla mnie wyjazd – szlak długodystansowy w górach, po których jeszcze nie chodziłam, w kraju, w którym jeszcze nie byłam. A zaraz po tym sentymentalny wyjazd w Pieniny z chłopcami (to będzie powrót po 5 latach!).

W pierwszej połowie roku na pewno będę też poro biegać – przygotowuję się do Biegu o Puchar Bielan oraz Półmaratonu Warszawskiego. Mam też ambicje na kolejną Potrójną Koronę oraz inne imprezy biegowe, ale z kupowaniem pakietów poczekam jeszcze i zobaczę, jak będę się czuła w związku z nauką i zjazdami kursowymi. W każdym razie jestem bardzo podekscytowana myślą o tych wszystkich miejscach, które prawdopodobnie uda mi się zobaczyć. I myślą o wszystkich doświadczeniach po drodze. Również tych niespodziewanych.

Do zobaczenia na szlaku. I na trasie biegowej. 😉

Dodaj komentarz