Pieniny

Kolejny rok, kolejne pasmo. Odkąd mamy dzieci, trochę odpuściliśmy Tatry i nadrabiamy górskie zaległości w Polsce. W tym roku padło na Pieniny.

Dzień 0.

Bez niespodzianek. Google pokazuje 5,5 godziny jazdy, nam zeszło prawie 8. Po drodze zdarzyło nam się czekać, bo owce zmieniały pastwisko, ale w końcu dotarliśmy do Winnicy Spisz (genialna miejscówka, polecamy!).

Dzień 1.

Zniechęceni burzowymi prognozami, z rana, zamiast na szlak, wybraliśmy się do term w Szaflarach. Dzieciaki wciąż są w trybie pobudki o 5:30, więc na miejscu byliśmy już o 8 i skorzystaliśmy z biletu porannego (8-11, 45 zł za osobę dorosłą, małe dzieci gratis). Baseny są całkiem fajne, choć jak dla nas, bez szału, bo strefa dla maluchów jest dość ograniczona i trzeba jednak sporo czasu spędzić na animacji najmłodszych. Świetnym pomysłem jest za to przyjechanie wcześnie. Rano w szatni minęliśmy trzy czy cztery osoby, kiedy wychodziliśmy o 11, w kolejce do wejścia czekało jakieś sto osób…

Wróciliśmy do bazy na obiad, Stefcio zdążył uciąć sobie długą drzemkę, a słońce wciąż nie odpuszczało, więc postanowiliśmy sprawdzić szlaki w okolicy Łapsz Niżnych i to był świetny wybór. Okolica jest piękna.

Chcieliśmy się dostać na Polanę Wapienne, ale weszliśmy na szlak rowerowy w stronę Dursztyna i wylądowaliśmy na pięknej polanie (nieoznaczonej na mapie) z widokiem na Tatry i na Pieniny (zdjęcia wkrótce 😉 ). Nie mieliśmy dużo czasu na podziwianie widoków, bo pomruki i ciemne chmury wyłaniające się zza drzew od strony Pienin skutecznie przegoniły nas z powrotem do samochodu. Ewakuacja przebiegła pomyślnie, a deszczu jak nie było, tak nie ma (stan na godzinę 20).

Dzień 2.

Pogoda od rana ciepła i słoneczna. Udało się nam zrobić pętelkę z Trzema Koronami po drodze. Całość zrobiliśmy w 4,5 godziny, czyli nieco wolniej od 3 godzin wg znaków.

Początek, czyli żółty szlak oraz niebieski były oczywiście mocno oblegane, już od 8 mijało nas sporo turystów. Trudno się jednak dziwić, bo trasa jest naprawdę malownicza, szczególnie pierwszy odcinek w wąwozie. Przy kasie na Trzy Korony (płatność tylko gotówką – warto wiedzieć, bo do najbliższego bankomatu daleka droga…) byliśmy o godzinie 11 i to był ostatni moment przed absurdalnie długą kolejką na szczyt. Mnie chyba najbardziej przypadł do gustu szlak zielony, dużo spokojniejszy, pięknie wijący się przez las. W ramach nagrody obiad w schronisku Trzy Korony (przyzwoity w umiarkowanej cenie).

Dzień 3.

W nocy i rano padał deszcz, więc dziś zrobiliśmy dzień krajoznawczy:

  • Szczawnica – miasto uzdrowiskowe z ciekawą architekturą uzdrowiskową, drewnianymi godłami wiejskich domów, modernistycznym inhalatorium oraz sporą ilością opuszczonych budynków. Wszystko przyprószone nieprzyzwoitą ilością billboardów. Budzi się do życia ok. 9, i to tylko w rejonie przystanku autobusowego Pienińskiego Centrum Turystyki (większość kuracjuszy budzi się po 10 sądząc po godzinach otwarcia kawiarni w okolicach Parku Górnego).
  • Wodospad Zaskalnik – wciąż w granicach miasta, ale zupełnie na uboczu. Do godziny 10 nie zwabia zbyt wielu turystów. My schodząc, mijaliśmy się z jedną rodziną, ale kiedy wróciliśmy na parking przy zejściu, samochodów było sześć czy siedem i w stronę rzeki zmierzał mały tłumek.
  • Zamek w Czorsztynie – załapaliśmy się na ostatnie wolne miejsce parkingowe tuż przy kasie (1,5 godziny gratis dla zwiedzających zamek), bilety do zamku znów tylko za gotówkę (a przy parkingu masa budek z żarciem i pierdołami wszelkimi, a w nich, a jakże, terminale do kart płatniczych). Sam zamek całkiem ciekawy, ale głównym powodem, dla którego się tam wybraliśmy był widok… na inny zamek, w Niedzicy, po przeciwnej stronie jeziora. Cel osiągnięty, zdjęcia robią wrażenie.
  • Kościół Św. Michała Archanioła w Dębnie – jeden z 4 małopolskich kościołów drewnianych, które znajdują się na liście UNESCO, i jeden z ponad 200 (!) obiektów znajdujących się na małopolskim Szlaku Architektury Drewnianej. Uwielbiam ten charakterystyczny zapach, żałuję tylko, że nie mogłam się nacieszyć widokiem w spokoju, bo o godzinie 13 w okolicy było już całkiem tłoczno.

Dzień 4.

Dziś kolejny kawałek Korony Gór Polski, czyli najwyższy szczyt Pienin. Całość niemal 3 godziny wg mapy, u nas wyszło 6.

Trasa jest genialna! Piękny wąwóz (moim zdaniem dużo ładniejszy niż Szopczański przy schronisku Trzy Korony), potem cudowna Polana pod Wysoką z niesamowitymi widokami, wreszcie Rezerwat Wysokie Skałki ze stromym podejściem pod szczyt, ale panorama rozciągająca się z góry sporo wynagradza.

Szlak jest nieco mniej oblegany niż ten na Trzy Korony (z wyjątkiem wąwozu, który po południu jest zalany przez turystów wszelkiej maści, z dużą domieszką sandalarzy).

Dzień 5.

Godzina 7:45 – ruszamy w drogę powrotną. 20 minut po wyjeździe dopadła nas burza, ta, którą zapowiadano od poniedziałku. Po 7 godzinach dotarliśmy do domu i żałujemy, że to już koniec. Główkujemy, kiedy znów uda nam się pojechać w góry. 🙂

Na cały wyjazd wydaliśmy niespełna 1500 zł, w tym prawie 790 na nocleg (Winnica Spisz, rewelacyjne miejsce!).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s