Odhaczyliśmy jeden z punktów, który dość długo już wisiał na naszej liście do zrobienia.
Czytaj dalejTatry. Orla Perć
Odhaczyliśmy jeden z punktów, który dość długo już wisiał na naszej liście do zrobienia.
Czytaj dalej
W te wakacje postanowiliśmy przez niemal tydzień zostać rodzicami jedynaka. Oprócz oczywistych atrakcji w mieście (kino, trampoliny, basen, ścianka wspinaczkowa) chcieliśmy też skorzystać z możliwości wyjazdu górskiego we trójkę. Wiedzieliśmy, że Zyzio od dawna marzy o takim wyjeździe, bo mógłby wreszcie iść swoim tempem, nie czekając na młodszego brata.
Czytaj dalej
Zrobiłam to! Przeszłam Małą Potrójną Koronę. Zapraszam na szczegóły techniczne dla pasjonatów. 😉
Czytaj dalej
Jeśli szukacie odludzia na okres, w którym wszyscy rzucają się na najpopularniejsze atrakcje (obejrzyjcie sobie zdjęcia i nagrania z Tarnicy, Szrenicy, Śnieżki czy okolic ZOO we Wrocławiu…), to mamy dla was miejscówkę, w której tłumów na pewno nie spotkacie.
Czytaj dalej
Ledwo wróciłam z Tatr i ogarnęłam bagaż, a już nadszedł czas na kolejny wiosenny wyjazd górski, tym razem sponsorowany przez świąteczny długi weekend.
Czytaj dalej
Och, czy nie za dużo już tych Tatr na blogu? Wiem, wiem, zrobiło się monotematycznie, ale ten wyjazd był moją kolejną próbą polubienia się z zimową turystyką wysokogórską.
Czytaj dalej
Nadszedł czas na nasze rodzinne ferie zimowe. Ich termin zawsze wyznaczaliśmy* w okolicach urodzin naszego młodszego synka, czyli w połowie lutego, i po raz czwarty z rzędu pojechaliśmy na tydzień w góry.
*piszę w czasie przeszłym, bo za rok starszak będzie w szkole i termin ferii będzie się już pokrywał z tym oficjalnym 😉
Czytaj dalej
Ostatni weekend stycznia mieliśmy zarezerwowany na wyjazd rodzinny, ale do ostatniej chwili nie byliśmy pewni kierunku naszej podróży. Ze względu na pogodę zrezygnowaliśmy z gór i wybraliśmy ostatecznie Łódź.
Czytaj dalej
1 listopada wypadł w tym roku w środę, więc pierwsze pytanie, które sobie zadałam brzmiało – „długi weekend przed czy po?” 🙂
Czytaj dalej
W sierpniu udało nam się spędzić dzień na słowackich Rohaczach (nigdy, absolutnie nigdy w życiu tak nie zmokłam), wrzesień upłynął nam pod znakiem niedopasowania planów do pogody i dopiero pod koniec października nadarzyła się okazja na wyjazd solo, w którym zechciałam w dodatku połączyć wycieczkę górską i miejską.
Czytaj dalej