No więc stało się. Jestem w ciąży. Nowy rok, zaczyna się trzeci miesiąc.
Od lat powtarzałam sobie, że ciąża ani dziecko nie wpłynie negatywnie na naszą (może bardziej moją?) pasję podróżowania. Jak zawsze – życie zweryfikuje moje plany.
Ten blog to próba podążania za tą życiową weryfikacją. Będę tu pisać o naszych (oraz moich) podróżach. Tylko o tych w nowej rzeczywistości. Poprzednie są na papierze. Jeśli ktoś zechce, to może napiszę o nich również tutaj.
Na pewno pojawią się tutaj wskazówki na temat organizacji wyjazdu do każdego z miejsc, mam nadzieję, że nie będę musiała się dzielić opisami problemów zdrowotnych, które rozwiązywałam.
Rodzice – czekajcie na sprawozdania z podróży. 😉
Plany na dopiero co rozpoczęty rok rozrastają się z każdym tygodniem:
styczeń: czeka mnie wyjazd do Barcelony na konferencję (językoznawczą, a jakżeby inaczej). Wyjazd samodzielny, bo Marcinowi akurat wypada zjazd na uczelni (chociaż po dwóch dniach dołączy do mnie najlepsza przyjaciółka).
luty: ferie zimowe, lecimy na Maltę złapać trochę słońca.
marzec: nie zapeszam, wciąż czekam na odpowiedź.
kwiecień: konferencja w Estonii, więc pewnie zrobimy wypad samochodowy do krajów bałtyckich.
Jak zwykle każdy zaśmieje się pod nosem, że na spotkanie z nami trzeba się umawiać z półrocznym wyprzedzeniem. Cóż, jest w tym źdźbło prawdy, ale już nieraz łączyliśmy moje wyjazdy konferencyjne z wycieczkami krajoznawczymi, również w grupie przyjaciół. Zapraszamy więc. 😉