Walia. Pierwszy tydzień za nami.

Dziś mija dopiero tydzień, a mam wrażenie, jakbyśmy byli tu już znacznie dłużej. Na razie nie mamy jeszcze zbyt wielu kontaktów, ale zdążyłam już wdać się w rozmowę o religii w Polsce i o językach obcych z sympatycznym starszym panem, którego spotkałam w sklepie z używanymi rzeczami. Przy okazji dowiedziałam się, że mam akcent jakby z Yorkshire. Ech, no i tyle na temat standardu BBC w moim wykonaniu…

  1. O dwujęzyczności
    Mieszkamy w regionie, w którym wraca do łask język mniejszościowy, walijski. Jest on obowiązkowy w szkołach, ale nauczanie jest raczej symboliczne (podobnie jest z białoruskim na Podlasiu, trudno tam znaleźć młodzież szkolną, która by płynnie mówiła po białorusku). Są też szkoły walijskie, z rozszerzonym nauczaniem języka, i te oferują zazwyczaj wyższy poziom nauczania, więc nawet rodzice, którzy sami nie mówią po walijsku (albo nawet nie są Walijczykami), chętnie posyłają tam swoje dzieci.
    Mimo małej liczby osób używających walijskiego, dwujęzyczność jest widoczna na każdym kroku.

     

  2. O Swansea
    Większość miasta to wiktoriańskie domy i kościoły, znajdziecie tutaj również ruiny średniowiecznego zamku oraz współczesne budynki rodem z koszmaru architekta. Co nam najbardziej się podoba, to natura w mieście i dookoła niego. Przede wszystkim ocean, czysta piaszczysta plaża oraz parki, które wyglądają właściwie jak dzikie wzgórza z jedną lub dwiema alejkami przebiegającymi przez ich środek.
    Przez Swansea przebiega też Wales Coast Path – piesza trasa prowadząca wzdłuż całego walijskiego wybrzeża (niemal 1400 km). Po drodze klify, zamki i rezerwaty przyrody, a wśród nich Park Narodowy Pembrokshire Coast (tak, tak, mamy go na liście „do zobaczenia”).
  3. Jeszcze trochę o poruszaniu się po mieście
    Dwa szczegóły uderzają od samego początku. Po pierwsze – ludzie mają tendencję do poruszania się po lewej stronie chodnika. Oprócz tego że ruch samochodów i ludzi działa odwrotnie niż u nas, to poobracane są też przystanki autobusowe! Akurat to rozwiązanie uważamy za bardzo trafione – przystanki stanowią ochronę przed ewentualnym ochlapaniem przez samochody.
  4. O jednostkach miary
    Jak pisałam już wcześniej, mimo oficjalnych jednostek metrycznych, wszyscy używają imperialnych. Mleko kupicie na pinty, a opakowanie kawy sprzedaje się w paczce o wadze 227 gramów (czyli niecałe 10 uncji). W dodatku na pytanie o wejście do parku otrzymałam odpowiedź – „to tylko 10 jardów stąd”.

    ————————————————————————————————————————–
    W weekend planujemy wycieczkę za miasto, spróbujemy dostać się do Zatoki Trzech Klifów (cóż za intrygująca nazwa!). Zatem kolejnego posta spodziewajcie się w niedzielę wieczorem. 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s