Mija pierwszy rok!

Minęło już prawie 12 miesięcy, odkąd zaczęłam prowadzić tego bloga. Chciałam sprawdzić samą siebie w realizacji jednej z moich głównych pasji. W trakcie ciąży i z dzieckiem. Wyniki okazują się całkiem przyzwoite. Zakładek z krajami jest 6 (właściwie to 7, ale formalnie Anglia i Walia to część Wielkiej Brytanii), więc można powiedzieć, że wypada średnio po jednym kraju na 2 miesiące. Ale nie o statystyki tu chodzi, bo przecież zamiast krajów mogłabym wybrać województwa (jest ich tylko 16, a jest jeszcze kilka, w których nie byłam!). Chodzi o sam fakt podróżowania.

Powtarzam to często – mamy szczęście, że nasze dziecko pozwala nam na tyle podróży (choć w zmienionym stylu – póki co). Nie każdy ma ten luksus. Jesteśmy też w tym miejscu w życiu, kiedy możemy pozwolić sobie na większy budżet wyjazdowy. Chociaż wciąż miło wspominam wyjazdy z początków mojego życia studenckiego. Miesięcznie miałam 600 zł kredytu studenckiego, jakieś 400 zł stypendium socjalnego i nieco dodatkowej kasy od rodziców. To był mój budżet na życie w Warszawie i na podróże. Również za granicę.

Jestem trochę materialistką. Lubię ładne rzeczy, czasem lubię wydać na nie większą kwotę. Lubię widzieć czarno na białym – tu i tu już byłam (albo czerwono na niebieskim – bo tak wygląda mapa Europy na pulpicie mojego komputera).

Ale najważniejsze jest to, co zobaczyłam i czego się nauczyłam. Czasem sobie myślę, że może ci, którzy świat opisują obraźliwymi słowami (jak na przykład ciapaty) powinni po prostu trochę pojeździć tu i tam. To nieprawda. Tak, podróże kształcą. Ale tych którzy tego chcą, tych, którzy są otwarci na świat. Pewnie można się tego nauczyć w dorosłym życiu. My mamy jednak nadzieję, że uda nam się przekazać tę otwartość na świat małemu człowiekowi.

Póki co wracamy na prawie trzy tygodnie do Polski. Będzie trochę kursowania z zachodu na wschód i z północy na południe. A w nowym roku – jeszcze więcej. Ale o tym później. 🙂

Dodaj komentarz