Boston. Dzień 2/3

To już ostatnie dwa pełne dni w Bostonie. Upał zamienia mózg w kisiel, ale walczę dzielnie.

Akurat czwartek był dniem wolnym od upałów i wybrałam się do najbardziej oddalonego od centrum, a właściwie położonego w innym mieście (nomen omen, w Cambridge!) Uniwersytetu Harvarda. To tutaj kształcili się, m.in. Ruth Bader Ginsburg („One the Basis of Sex”), Mark Zuckenberg („The Social Network”) i Barack Obama (o nim filmu jeszcze nie zrobili 😛 ).

Uczelnia została założona w połowie XVII wieku, co czyni ją najstarszą w Stanach. Sam kampus też jest zabytkowy, przeważają tam budynki z XVIII i XIX wieku, a niektóre z nich są naprawdę spektakularne, jak na przykład Memorial Hall, a właściwie jedna z jego sal – Anneberg Hall:

Niestety wnętrza są dostępne jedynie dla studentów, a w przypadku Anneberg Hall – tylko dla pierwszoroczniaków! Reszcie (a tej niestudenckiej reszty kręci się po Harvardzie całkiem sporo) zostaje spacer po całkiem przyjemnym kampusie wśród drzew i gregoriańskich budynków. Dla kogoś, kto na co dzień mieszka w Wielkiej Brytanii, takie otoczenie wydawało się dziwnie znajome.

Zupełnie inne wrażenie sprawia położony nad rzeką kampus MIT (alma mater takich osób jak Buzz Aldrin czy Kofi Annan). Uczelnia została założona w połowie XIX wieku, ale główna część kampusu mieści się w klasycystycznych budynkach z początku XX wieku. Ich monumentalny styl (którego najlepszym przykładem jest Great Dome) jest nieco przytłaczający, szczególnie po wizycie w Harvardzie.

Boston przyciąga turystów zabytkami (pochodzącymi NAWET* z XVII wieku), ale moim zdaniem najciekawszy jest kontrast między tymi miejscami, które były świadkami tworzenia amerykańskiej historii, a miejscami, które tworzą nowe miasto. Praktycznie każdy punkt na mapie słynnego Freedom Trail jest wciśnięty między nowoczesne szklane wieżowce czy ich poprzedników w stylu art deco. Po centrum Bostonu warto, a nawet trzeba spacerować z głową zadartą do góry.

Koszty:

  • obiady: 16.98$
  • przekąski: 8.73$

Póki co, zgodnie z założeniem, zużywam mniej niż 20 dolarów dziennie. Na razie nie było to trudne ze względu na przerwy kawowe na warsztatach, dobrze wyposażone airbnb i ogromne porcje obiadowe. Wbrew pozorom, wcale nie jest też trudno znaleźć w miarę zdrowe obiady, a warzywa i owoce nie są aż tak drogie, jak się spodziewałam. Oczywiście burgery i cola są najtańsze, ale zdrowsze opcje wcale nie są nieosiągalne cenowo.

*Nie mogę się powstrzymać od ironii, ech.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s