Kraków na dwa dni. Wersja wiosenna

No wreszcie, hotele otwarte! Uff, ależ czekaliśmy na tę informację. Już od dłuższego czasu wiedzieliśmy, że na pierwszy ogień pójdzie miasto, do którego można się dostać Pendolino, i to z dwóch powodów.

Po pierwsze, jesteśmy fanami przedziałów rodzinnych w tych pociągach (serio, jest lepiej niż w pierwszej klasie, więc jeśli macie skąd pożyczyć dzieci, to koniecznie spróbujcie), a po drugie, Zyzio od kilku miesięcy pytał, kiedy znów pojedziemy pociągiem… No więc wreszcie się doczekał. Pojechaliśmy do Krakowa. 🙂 Byliśmy tam (jako świadomi już turyści) tylko raz i na krótko. Tym razem zbyt dużo czasu też nie mieliśmy, w dodatku połowę wyjazdu spędziliśmy na placach zabaw, ale pogoda dopisała i udało nam się zahaczyć o kilka ciekawych miejsc.

KILKA ATRAKCJI

1) Nowohuckie Centrum Kultury, a dokładniej jego część poświęcona Beksińskiemu.
Kolekcja jest mała (pół godziny na obejście całość to aż nadto) szczególnie w porównaniu ze zbiorami w Sanoku (wiadomix), ale i tak warto, szczególnie dzięki oprawie muzycznej. *
2) Pchli targ obok hali Unitarg.
Mydło i powidło – Marcin kupił walizkę na sprzęt fotograficzny, klucz płaski 12 oraz małą klepsydrę. W dodatku ta klepsydra to był powód dla którego chciał pójść na targ. To nie jest najbardziej oczywisty przedmiot, ale udało mu się to kupić!
3) Lody na Starowiślnej
Spróbowaliśmy truskawkowych i borówkowych. Warto było, są naprawdę owocowe, prawdziwe sorbety.

TRANSPORT

Pierwszego dnia używaliśmy rowerów. Skorzystaliśmy z wypożyczalni KRK Bike Rental, tuż przy rynku, ul. Św. Anny 4. Bardzo fajna obsługa, całkiem niezły sprzęt.
Zrobiliśmy tego dnia ponad 20 km, z centrum do Nowej Huty, potem z powrotem wzdłuż Wisły i praktycznie przez cały czas jechaliśmy po ścieżce rowerowej. Nawet w miejscach, gdzie trwają remonty, zostały wytyczone tymczasowe pasy dla rowerów. Nie wiem, czy ten kawałek miasta jest reprezentatywny, ale póki co stwierdzamy, że Kraków jest naprawdę dobrym miejscem dla rowerzystów.
Drugiego dnia spacerowaliśmy przez niemal 10 godzin (i z wieeeeeloma postojami). Oczywiście nie włączyliśmy żadnego miernika kroków czy przebytej trasy, ale mam wrażenie, że musieliśmy zrobić jakieś 10 km.

PLACE ZABAW

Jeszcze jeden wypad i będziemy mogli zrobić przewodnik po krakowskich placach zabaw. 😀
1) Plac między NCK a psim wybiegiem Nowa, na tyłach parkingu. Pięknie otoczony przez Łąki Nowohuckie. Z jakiegoś powodu akurat ten nie jest zaznaczony na Google Maps, a szkoda, bo to chyba mój faworyt. Niezbyt oblegany, ma fajne sprzęty dostosowane do większych i mniejszych dzieci, tuż obok NCK, w którym można skorzystać z łazienki, a przy głównym wejściu do Centrum są również budki z jedzeniem (polecamy wegańskiego burgera). Można spokojnie usiąść na ławce i obserwować dzieciaki.
2) Plac w Parku Dąbie (wg Google Maps adres to Ofiar Dąbia 30). Bardzo przyjemne miejsce z widokiem na Wisłę, ale ma dwa minusy – brak ogrodzenia (problematyczne przy mniejszych dzieciach) oraz brak toalety w pobliżu.
3) Plac przy Galerii Kazimierz. Wspomniany wcześniej brak toalety przegonił nas pod galerię handlową. Tego typu place nie są moimi ulubionymi. Wszystko jest z plastiku (nie wiem, czy wszystkie dzieci tak mają, ale Zyzio po każdym zjeździe był naelektryzowany i co chwilę krzyczał, że „strzela”). Mnóstwo ludzi (dobra pogoda + sobota). No i brak ogrodzenia, więc niesforne roczniaki mogą powędrować w siną dal.
4) Plac na Bulwarze Inflanckim, na tyłach Staromiejskiego Centrum Kultury. Świetne miejsce, różnorodne sprzęty, dla dorosłych siłownia na świeżym powietrzu, sporo zieleni, w której można rozłożyć się na kocyku, ogrodzenie (które pozwala rodzicowi nieco się zrelaksować). Z tego co się orientujemy, brak toalety w pobliżu.
5) Plac Zabaw w Parku Krakowskim. Zdecydowanie najciekawszy. Fajne sprzęty, niektóre wydawały mi się zbyt zaawansowane dla Zyzia, ale poradził sobie na nich bez problemu. Minusem był spory poziom zatłoczenia oraz brak toalety bezpośrednio przy placu (ale można skorzystać z toalety w kawiarni Słodko i czule, a przy okazji kupić coś na wynos – polecamy rogale świętomarcińskie z nadzieniem z białego maku, są obłędne, ale jak ktoś chce, to mają też spory wyrobów wypieków wegańskich).

Kilka słów o kosztach

Jako że organizowany na ostatnią chwilę, do najtańszych nie należał.

  • pociąg, w dwie strony, 2 dorosłych+2 dzieci: 420 zł
  • nocleg, 2 noce kilka kroków od głównego dworca kolejowego: 225,25 zł
  • jedzonko (głównie gotowe posiłki na wynos, trochę zakupów spożywczych): 284,71 zł
  • rowery (dwa rowery + przyczepka dla dzieci) na cały dzień: 145 zł
  • wystawa prac Beskińskiego: 8/10 zł
  • lody: gałka po 3,8 zł

Łącznie: 1104,36 zł (2 dni, 4 osoby)

* właśnie ze względu na klimat wystawy zdecydowaliśmy się zwiedzać ją oddzielnie (sam Marcin, potem ja sama) – nie chcieliśmy, żeby dzieciaki zepsuły komuś doświadczenie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s