Słowenia. Dzień 5 i 6

Wtorek postanowiliśmy poświęcić na zwiedzanie dwóch miejsc, które znajdują się na absolutnie każdej liście największych atrakcji turystycznych Słowenii.

Postojna Cave Park – bo o tym kompleksie mowa – to chyba największa machina turystyczna w Słowenii. Oczywiście, że są sklepy i restauracje (i na połowie produktów pojawia się ludzka ryba), oczywiście, że można wypożyczyć ciepłe ponczo albo kupić bluzę (na wypadek, gdyby ktoś nie ogarnął, że pod ziemią będzie musiał spędzić 1,5 godziny w temperaturze 10 stopni Celsjusza), ale zdjęcia robione wchodzącym na wejściu i przy wyjściu z jaskini już wydrukowane i gotowe do kupienia trochę mnie przerosły (jedyne 5 euro za szybkie ujęcie z dziwną miną). Sama wizyta do najtańszych nie należała, bo wybraliśmy „Full Park Experience”. Czy było warto?

  1. Jaskinia Postojna – absolutny top. Jeśli macie iść tylko w jedno miejsce, wybierzcie to (i może spróbujcie po południu, o 14 tłum był znacznie mniejszy niż ok. 10). 15 minut jazdy pociągiem przez jaskinię, potem godzina marszu i na koniec znów 15 minut w kolejce. Trzeba jeszcze dodać, że sam spacer przez jaskinię jest całkiem szybki, macie bardzo mało czasu na robienie zdjęć – po prostu co godzinę do tej jaskini wtłacza się niezły tłum ludzi i grupy praktycznie depczą sobie po piętach. Mimo to uważamy że warto, szczególnie ze względu na pociąg – przejazd robi powalające wrażenie, w dodatku nigdzie na świecie nie doświadczycie czegoś takiego (ponoć to jedyna kolejka jaskiniowa na naszej planecie).
  2. Expo Cave Karst – wystawa edukacyjna tłumacząca proces powstania jaskiń oraz pokazująca życie teraz i w przeszłości w całym obszarze krasowym. Dużo interaktywnych elementów, kości i wypchane zwierzęta, ładne nagrania. Dobra opcja dla dzieci, również tych mniejszych. Żałuję, że ostatecznie spędziliśmy tam tylko 20 minut.
  3. Vivarium – akwaria ze wszelkimi żyjątkami jaskini w Postojnej. Umieszczone w mniejszej jaskini, Proteus, więc trzeba się przygotować znów na niską temperaturę oraz liczyć z tym, że cała wystawa jest bardzo słabo oświetlona ze względu na specyficzne wymagania zwierząt, szczególnie odmieńca jaskiniowego. Zdecydowaliśmy się tutaj na audioprzewodniki i okazały się hitem jeśli chodzi o chłopców. Zyzio koniecznie chciał wybrać wszystkie numery z wystawy, a Stefcio wciskał przypadkowe i cieszył się, że ktoś do niego mówi z „telefonu”. Myślę, że jest to ciekawa atrakcja dla fanów biospeleologii czy w ogóle zoologii, dla laików niekoniecznie; dla małych dzieci okej – pod warunkiem, że rodzice są wkręceni, potrafią wypatrzeć żyjątka i pokazać je dzieciom (co wcale nie jest takie oczywiste w Vivarium).
  4. Zamek Predjama – całkiem ciekawy zamek, nieźle zachowany, „przyklejony” do skały. Dojechaliśmy tam po 15 i wciąż było sporo zwiedzających. Po raz kolejny wybraliśmy audioprzewodniki i całkiem fajnie nam się sprawdziły. Główną atrakcją było wchodzenie schodami na samą górę, do najwyższej części, z której prowadzą ukryte przejścia już do jaskiń za skałą. Ta część nie jest na co dzień dostępna dla zwiedzających, ale w sezonie można wykupić dodatkową wycieczkę i pozwiedzać wnętrze skały. Wydaje mi się, że jeśli ktoś jest fanem zamków albo nie widział w swoim życiu zbyt wielu takich warowni, to powinien kupić bilet, w przeciwnym razie wystarczy krótki spacer po Predjamie, gdzie zamek nie jest jedynym ciekawym zabytkowym budynkiem. 🙂

W środę, czyli ostatniego dnia, wybraliśmy się na szybki spacer po centrum Ljublany. Mówiąc zupełnie szczerze – byliśmy już mocno zmęczeni tymi kilkoma intensywnymi dniami, poza tym chcieliśmy tego samego dnia wcześnie wyjechać do Polski, więc był to spacer bez większego zamysłu. Wjechaliśmy fenikularem na wzgórze zamkowe i zeszliśmy ścieżką z powrotem w okolice Centralnego Targu. Zjedliśmy drugie śniadanie w kawiarni nad brzegiem rzeki, w okolicy Potrójnego Mostu. Przy okazji rzuciliśmy okiem na kamienice i urocze wąskie uliczki pomiędzy nimi (trafiliśmy m.in. na ulicę Ribji trg, która wyglądała jak rasowa włoska uliczka) i… to tyle. Po 13 wyjechaliśmy z Lubljany, droga powrotna do Warszawy zajęła nam równo 11 godzin. Dziś, czyli w czwartek, mamy dzień międzylądowania między wyjazdami, czyli góry prania, sprzątania i ponownego pakowania. Jutro podsumowanie wyjazdu słoweńskiego. 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s