Londyn & Swansea express trip, albo podróż sentymentalna

Wreszcie nadszedł ten czas – po niemal dwóch latach od obrony mojego doktoratu i wielu miesiącach od otrzymania dyplomu mogę wziąć udział w oficjalnej ceremonii zakończenia studiów. Po pandemii uczelnia robi je hurtowo w hali koncertowej, ale wciąż to dobra okazja do ubrania się jak uczeń Hogwartu. 🙂

Wyjazd do Swansea wpasował się akurat w nasz okres urlopowy, więc w tym roku znów zamiast jednego dłuższego, zaplanowaliśmy kilka krótkich wypadów. Nasz wyjazd do Walii postanowiliśmy połączyć z krótkim pobytem w Londynie, ponadto zabraliśmy ze sobą starszego syna. Młodszy został z babcią i to z kilku powodów. Po pierwsze, starszy pierwsze dwa lata swojego życia spędził w Swansea i chcieliśmy mu pokazać, gdzie mieszkał, chodził o żłobka, jeździł na rowerze itd. Po drugie, starszy jest już na tyle ogarnięty, że lepiej zniesie taki intensywny wyjazd i dużo więcej z niego wyciągnie. Po trzecie, na ceremonię zakończenia studiów mogę zabrać ze sobą tylko dwie osoby (dzieci też się liczą). Kolejne mogłyby wejść tylko jeśli zostałyby wolne bilety, a o tym, że te bilety były dowiedzieliśmy się tuż przed przyjazdem, czyli już po terminie sensownego rezerwowania lotów, noclegów, autobusów… Zatem – pojechaliśmy we troje.

Biorąc pod uwagę doniesienia o chaosie na lotniskach w Europie, szczególnie w Warszawie i na Heathrow zdecydowaliśmy się przyjechać na miejsce 4 godziny przed odlotem (czyli o 4 rano). Okazało się, że już po pół godzinie siedzieliśmy pod bramką. Kontrola bagażu i paszportu przebiegła ekspresowo, a my nudziliśmy się przez kolejne 3,5 godziny… Do Londynu dolecieliśmy 20 minut przed czasem, na spokojnie dojechaliśmy do hotelu i o 12 byliśmy gotowi na spacer po Kensington i okolicy. Niespodziewanie w paradę weszła nam pogoda, i to nie ta stereotypowa „londyńska”, ale najgorsza w historii fala upałów. Około 13 dotarliśmy do Muzeum Historii Naturalnej, ale przeliczyliśmy jeśli chodzi o klimatyzację (najlepsza klima jest w sklepach spożywczych). Po szybkiej przebieżce dokoła najważniejszych eksponatów widzieliśmy, że Zyzio, podobnie jak my, jest naprawdę zmęczony. Stwierdziliśmy, że spacer o tej porze zwyczajnie nie ma sensu i po prostu wróciliśmy do hotelu na drzemkę. Nieco odświeżeni i ze zrewidowanym planem wróciliśmy do eksploracji miasta o 19.

Zaczęliśmy od dawno wyczekiwanego double deckera czyli piętrowego czerwonego autobusu. Większość londyńskich autobusów ma dwa poziomy, bilet godzinny kosztuje £1.65 (dzieci za darmo), klimatyzacja nie jest powalająca (na piętrze jest nieco lepiej niż na dole), ale jeśli odpowiednio dobierze się trasę, to spokojnie można zastąpić specjalne busy wycieczkowe (których ceny zaczynają się od £14 za osobę). My postanowiliśmy podjechać z hotelu do przystani westminsterskiej, a nasza trasa biegła przez Kensington, obok stacji Victoria i katedry Westminster, a skończyła się naprzeciw Big Bena. Stamtąd już tylko dwie minuty spacerem dzieliły nas od przystani, z której wsiadaliśmy do łodzi miejskiej. Kupiliśmy bilety przez Internet (£15.4 za dwie osoby dorosłe, specjalne rejsy wycieczkowe zaczynają się od £11.5 za osobę), ale na miejscu okazało się, że mogliśmy to zrobić na miejscu, tak samo jak w przypadku metra czy autobusów.

Dziób łodzi miejskiej nie jest bezpośrednio dostępny, ale można podziwiać widoki z wygodnego fotela przez lekko przyciemnioną szybę. Ba, na pokładzie można nawet zamówić alkohol i przekąski, i to z dostawą do stolika. Najbardziej bezpośredni widok na Tamizę i okolicę jest z tyłu łódki, ale nie polecamy siedzieć tam zbyt długo ze względu na hałas i spaliny. Nasza trasa biegła od Big Bena i parlamentu, pod Tower Bridge i obok Twierdzy Londyńskiej, aż po Canary Wharf, czyli dzielnicę portową, a dziś biznesowe centrum Londynu. Całość naszego rejsu trwała nieco ponad 20 minut, ale za funta więcej można zrobić nawet ponad godzinną wycieczkę, więc warto skorzystać, jeśli chce się oszczędzić.

We wtorek rano wsiedliśmy do (klimatyzowanego!) autobusu z nadzieją na nieco chłodniejszy walijski klimat. W Swansea faktycznie było nieco lepiej – ledwie 29 zamiast 40 stopni – ale z zapowiadanego deszczu nie spadła na nas ani kropla. Popołudnie wykorzystaliśmy na długi spacer po ulubionych miejscach – charity shops w centrum, plaża (całkiem pusta i ogromna podczas odpływu), uniwersytecki kampus Singleton, Singleton Park (dziki, z pięknymi wzgórzami i uroczym strumykiem wzdłuż granicy), Brynmill Park (nieco bardziej uporządkowany, z bardzo różnorodną roślinnością – m.in. bambusami i palmami – wygląda jak ogród botaniczny, a całości dopełnia tam oczko wodne i plac zabaw) oraz Beck House (w którym mieszkaliśmy przez dwa lata) i dzielnica Uplands (pełna kawiarni i pubów).

Środa przyniosła wreszcie długo oczekiwane ochłodzenie. Przedpołudnie spędziliśmy w Waterfront Museum, które prezentuje najróżniejsze aspekty historii regionu West Glamorgan i Walii Południowej w ogóle. Wstęp jest darmowy, a wystawy ciekawe i z dużą ilością eksponatów oraz interaktywnych prezentacji (Zyziowi spodobał się szczególnie pokój poświęcony spisowi mieszkańców z połowy XIX wieku). Po wizycie w muzeum pospacerowaliśmy po marinie, która jest w moim osobistym Swansea Top 3 i wybraliśmy się na obiad do restauracji The Secret – wcześniej znajdowała się tutaj kawiarnia i wypożyczalnia sprzętu wodnego, a tuż przed naszą wyprowadzką ogłosili zamknięcie i pojawiły się plotki, że mają tam otworzyć siłownię. Cieszę się jednak, że to miejsce pozostało punktem gastronomicznym, bo to jedyny taki na kilkukilometrowym odcinku nabrzeża.

O 17 przyszedł czas na kulminację naszego wyjazdu, czyli Graduation Ceremony w niedawno wybudowanej Swansea Arena. Ze względu na pandemię ceremonie zakończenia studiów zostały oczywiście wstrzymane, a w lipcu, dokładnie 19-21 oraz 26-29, zaplanowano wszystko nadrobić. W efekcie przez ponad tydzień po 3 razy dziennie do sali koncertowej schodzą się tłumy studentów świętujące ukończenie studiów. Każdy musi obowiązkowo nosić specjalne szaty i nakrycie głowy (w innym wypadku nie może wejść na scenę), a sama ceremonia to głównie wyczytanie stopni i nazwisk absolwentów. Znane z amerykańskich czy brytyjskich filmów czarne togi i kwadratowe czapki (eng. Square academic cap) są zarezerwowane dla magistrów oraz licencjatów (różnica tkwi w kolorze kaptura). Doktorzy noszą czerwone togi oraz miękkie okrągłe czapki (eng. Tudor bonnet) – całość przypomina raczej strój Mikołaja Kopernika niż Harry’ego Pottera. Cała ceremonia, choć krótka, była bardzo uroczysta, a osobliwego uroku dodawała jej dwujęzyczność – wszystkie zapowiedzi czy przemowy były wymawiane najpierw po walijsku (co brzmiało jak zaklęcia), a potem po angielsku. Po części oficjalnej zostało trochę czasu na sesję zdjęciową, szybkiego drinka i… powrót do hotelu po bagaże, żeby zdążyć na lot powrotny do Polski.

Na Heathrow również dotarliśmy grubo przed odlotem i mimo, że w kolejce do kontroli bezpieczeństwa spędziliśmy nieco więcej czasu niż w Warszawie, to sytuacja, o której czytaliśmy we wszystkich serwisach informacyjnych jeszcze w maju czy czerwcu, była już opanowana. Nasz wypad był naprawdę ekspresowy i nieźle nas wymęczył (w nocy z czwartku na piątek spaliśmy prawie 11 godzin), ale warto było wrócić na chwilę na stare śmieci. Mamy nadzieję, że następnym razem przyjedziemy do Walii na nieco dłużej.

Koszty

  • bilety WAW-LHR-WAW: 2662,32 zł, dwie osoby dorosłe + dziecko (tak naprawdę zapłaciliśmy tylko 360 złotych, bo wykorzystaliśmy vouchery za lot z kwietnia 2020 roku, który się nie odbył)
  • nocleg Londyn: 456 zł (pokój dwuosobowy z łazienką w hotelu typu B&B w dzielnicy Kensington)
  • bilety autobusowe Londyn-Swansea: £32,25 (181,51 zł wg płatnika)
  • nocleg Swansea: 502 zł (pokój rodzinny z łazienką w samym centrum)
  • bilety autobusowe Swansea-LHR: £76,50 (430,57 zł wg płatnika)
  • jedzenie (w restauracjach i sklepach spożywczych): ok. £160 (ok. 892 zł)

Całość: ok. 2822 zł, czyli ok. 235 zł za osobodobę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s