Malta. Dzień 2.

Dzisiaj było bardzo turystycznie. I zaczęło się bardzo wcześnie. Wstaliśmy już po 6:00, żeby zdążyć na niezbędny autobus. Co dziś widzieliśmy?

  1. Targ w Marsaxlokk (czyt. marsaszlok. Tak, wiem…). Gdzieniegdzie spotykaliśmy się z określeniem „targ rybny”, ale to jednak przesada. Kupić tam można ubrania, buty, narzędzia, dywany i wiele innych. Stoisk z rybami było kilka, ale cieszyły się największym zainteresowaniem. Do tego oliwki w wielu różnych wydaniach, świeże warzywa i owoce oraz wypieki. Tylko słodkie. Cały spacer zajął nam około godziny.
  2. Jaskinia Ghar Dalam, w której znaleziono kości prehistorycznych zwierząt, np. słoni karłowatych. Mnóstwo gablot ze wspomnianymi kośćmi, niewielka wystawa edukacyjna na temat geologii i paleontologii oraz sama jaskinia. Zwiedzanie zajmuje około pół godziny.
  3. Świątynia Tarxien. W środku miasta, z rozciągniętym nad nią rodzajem namiotu oraz platformami spacerowymi wijącymi się pomiędzy poszczególnymi fragmentami świątynia straciła sporo swojego uroku. W dodatku całe wyposażenie (garnki, figurki) trafiło do Narodowego Muzeum Archeologicznego. Wiemy jednak, że jest to niezbędne dla ochrony świątyni zbudowanej w całości z wapieni. Zwiedzanie trwa około pół godziny.
  4. Pałac Inkwizytora w Birgu. Wielokrotnie przebudowywany, opowiada o historii inkwizycji na Malcie (która była tutaj nieco inna niż np. w Hiszpanii) oraz o tradycjach religijnych w tym kraju. Zbiory nie są imponujące, ale budynek jest duży i zwiedzanie zajmuje prawie godzinę. Ostrzegamy – zimno tam jak w grobowcu.
  5. Fort Saint Angelo. Moim zdaniem najciekawszy dzisiaj punkt w programie. Symbol Malty, najstarszy fort w kraju, bohater słynnego wielkiego oblężenia z XVI wieku. Wart zobaczenia z dwóch powodów. Po pierwsze, cudowne widoki na morze i okoliczne miasta. Po drugie, prezentacje multimedialne na temat historii Malty, historii samego fortu oraz znaczenia fortu w maltańskiej kulturze. Warto usiąść na kilka minut, posłuchać i popatrzeć.

Uwag kilka o transporcie publicznym

Problem z rozkładami to chyba jednak reguła. Dziś jeździliśmy sporo i jedna tylko rzecz zyskała moją aprobatę: pętla autobusowa w Valleccie. Przystanki są bardzo dobrze oznaczone, podzielone na trzy sekcje w zależności od kierunku jazdy. Co prawda, początkowo myśleliśmy, że pętla, na której wysiedliśmy, jest miejscem, z którego się odjeżdża i że panuje tam totalny chaos, ale za zakrętem odkryliśmy logicznie ułożone punkty startowe autobusów. 🙂

Problematyczna jest pojemność autobusów. Wracając już do hotelu, przesiadaliśmy się na owej pętli w Valleccie i do jednego autobusu nie wsiedliśmy, bo kierowca powiedział, że jest już za dużo ludzi. Do drugiego udało nam się wcisnąć, ale kierowca na kilku przystankach w ogóle się nie zatrzymał i to mimo tłumu machających ludzi. Wniosek – w szczycie popołudniowym trzeba startować w stolicy albo wybrać spacer. 🙂


Zdecydowaliśmy się na zakup miesięcznego biletu na wszystkie miejsca dziedzictwa narodowego Malty. Za bilet normalny oraz studencki zapłaciliśmy 88 euro. Jeśli podzielimy tę kwotę na 9 pozostałych na Malcie dni, otrzymamy 9,78 euro. Tylko dzisiaj, odwiedzając wszystkie cztery muzea, wydalibyśmy na wejściówki 50,5 euro. Okazuje się, że dzisiejszy zakup szybko się zwraca.

Podsumowanie kosztów na dziś (€):

  • zakupy na targu: 7,9
  • bilety autobusowe: 9,0
  • kawy: 3,3
  • wejściówki (dzienna część biletu zbiorowego): 9,78

SUMA: 29,98

Prawie 10 euro powyżej dziennego budżetu, a biorąc pod uwagę oszczędności z dni poprzednich, nasz bilans wynosi -6,29. Uff, zobaczymy, co to będzie w kolejnych dniach. 🙂

2 uwagi do wpisu “Malta. Dzień 2.”

Dodaj komentarz